Dwa tygodnie, które zmieniły plan. Czy Kraków stać na „planowanie na krzyk”?
Prezydent Krakowa chce tak zmienić zapisy planu miejscowego na Kazimierzu, aby uniemożliwić przebudowanie trzech zrujnowanych kamienic na pięciogwiazdkowy hotel.
Tłumaczy to potrzebą ochrony klimatu miejsca oraz dobrem lokatorów, którzy tam żyją. Jednocześnie nie wie, jakie mogą być skutki takiej decyzji.
Zmiana planów na „krzyk”?
Najbardziej spektakularnym efektem kombinacji presji społecznej, uporu i lat pracy aktywistów oraz ekspertów jest zakup przez miasto całego, niezwykle cennego pod względem przyrodniczym i krajobrazowym Zakrzówka.
W przypadku Kazimierza wystarczyły dwa tygodnie publikacji medialnych, protest i petycja stworzona przez posłankę Darię Gosek-Popiołek, z 30 tys. podpisów wspierających jej treść, by prezydent Krakowa zainicjował zmianę planu miejscowego.
To rzadko spotykany ruch. Dla przykładu do niedawna urzędnicy nawet nie przekazywali radnym informacji o niekorzystnych dla miasta wyrokach sądów administracyjnych dotyczących unieważnień zapisów w planach miejscowych.
Urząd natomiast często podkreślał, że priorytetem były obszary, na których nie było planów miejscowych. Obecnie miasto jest pokryte nimi w 80 proc., a dla 15 proc. obszaru plany są w przygotowaniu. – Nowe inicjatywy planistyczne wynikają z bieżącej analizy potrzeb – stwierdza Katarzyna Misiewicz z biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa.
Pytanie tylko, jaki jest klucz oceny tych potrzeb. Czy o tym decydować będą protesty i liczba publikacji w mediach?
Miasto nie odpowiada wprost na to pytanie.
Dalej czytamy o tym, że dzielnica jest wyjątkowa, posiada wiele budynków wpisanych do rejestru zabytków i wymaga „wyważonego podejścia planistycznego”.
– Wydział Planowania Przestrzennego UMK przeanalizuje jej obszar w sposób całościowy – zapewnia przedstawicielka magistratu.
Kwestia pieniędzy
Urząd nie wie, ile może kosztować – w przypadku, gdyby właściciel wystąpił na drogę sądową o odszkodowanie – zmiana planu dla tych konkretnych działek. Odpowiedzi na to pytanie mogłaby udzielić analiza skutków finansowych dla planu.
Ta jednak może być sporządzona dopiero po podjęciu przez radnych decyzji o przystąpieniu do sporządzania planu miejscowego. Taka decyzja nie zapadła i środowa sesja pokazała brak jednomyślności w tej sprawie.
Grzegorz Stawowy (szef KO) doprowadził do procedowania projektu w dwóch czytaniach i wprost ocenia, że zmiana planu nie pomoże lokatorom – sugeruje wykup kamienic przez miasto. Z kolei Aleksandra Owca (niezrzeszona, partia Razem) dąży do wywłaszczenia właścicieli i stworzenia tam mieszkań czynszowych, a radni PiS krytykują samą ideę uderzania we własność prywatną.
Ciekawą rzecz powiedział radny Tomasz Leśniak (Nowa Lewica), który również zasugerował procedurę wywłaszczania, ale zapoczątkowaną przez wojewódzką konserwator zabytków. Wtedy odszkodowanie wypłaciłby Skarb Państwa. Radny stwierdził, że mowa o szacunkowych kilkuset milionach złotych.
Pytania bez odpowiedzi
Zapytaliśmy, czy prognoza wysokiego odszkodowania może skłonić miasto do odstąpienia od zmian w planie. W odpowiedzi czytamy jedynie, że ostateczna decyzja należy do radnych.
Urząd nie wskazał również progu finansowego, którego przekroczenie uznałby za niebezpieczne dla budżetu.
Czas sporządzania dokumentu pozostaje niewiadomą („zależy od wielu czynników”), a magistrat potwierdza, że nie prowadził rozmów z inwestorem na temat jego planów budowlanych.