„Działki sprzedamy po droższych cenach”
Zmiana planu zagospodarowania przestrzennego dla obszaru po dawnym Motelu Krak budzi szereg kontrowersji. Deweloper chce na tym terenie stworzyć biurowce, w których docelowo może pracować nawet 15 tysięcy osób i parkować samochody na 4,5 tysiącach miejsc postojowych. Wiceprezydent Krakowa przekonuje jednak, że zmiana jest potrzebna, bo dla miasta liczy się zysk ekonomiczny.
W czwartek wieczorem w towarzystwie około 80 mieszkańców Bronowic, wiceprezydent Krakowa Elżbieta Koterba próbowała przekonać mieszkańców północnej części Krakowa do działań urzędników. Poszło o inicjatywę Biura Planowania Przestrzennego. Pracownicy Urzędu Miasta Krakowa chcą zmienić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla obszaru tuż obok ronda Ofiar Katynia (ponad 37 hektarów), gdzie zaledwie rok temu istniał jeszcze budynek dawnego Motelu Krak.
„Sprzedamy działki po droższych cenach”
Zastępczyni Jacka Majchrowskiego przekonuje, że obowiązujący od końca października 2012 roku dokument planistyczny trzeba zmienić. Po co? Elżbieta Koterba publicznie tłumaczy, że „Będziemy mogli sprzedać te działki po droższych cenach”. Jako kolejny argument "za" podaje także przystosowanie planu do obowiązującego od 2013 roku studium dla Krakowa.
O jakie działki chodzi wiceprezydent Krakowa? O grunty po dawnym Motelu Krak, które należą do Urzędu Miasta Krakowa. Władze stolicy Małopolski chcą się ich pozbyć. – Zmiany przedstawione w nowym projekcie planu dotyczą głównie terenów miejskich i nic więcej – tłumaczy Koterba.
Przypomnijmy, że zgodnie z obowiązującym prawem na działkach komunalnych mogą powstać budynki o charakterze usługowym. Ograniczona jest także wysokość zabudowy. Dla strefy tuż przy ulicy można budować nieruchomości o wysokości 35 metrów, natomiast dalej od pasa drogowego – już tylko 25 metrów.
Można budować galerię handlową
Urzędnicy chcą w nowym planie dać możliwość budowy galerii handlowej (handel na powierzchni powyżej 2 tysięcy metrów kwadratowych) oraz biurowców o wysokości 36 metrów. Koterba twierdzi, że możliwość wyższej zabudowy spowoduje, iż deweloperzy chcący zdobyć tereny wyłożą większe pieniądze na stół.
Mieszkańców nie przekonują jednak czysto ekonomiczne argumenty władz miasta. Bronowiczanie mówią jasno, że chcą na terenach po dawnym motelu miejsca dla przedszkola i parku. Elżbieta Koterba: – W tym obszarze nigdy nie było terenów pod park, bo nie ma takiej potrzeby – twierdzi urzędniczka.
Rozwiązaniem problemu wygospodarowania miejsca pod przedszkole byłoby wyznaczenie na 30 arach strefy usług publicznych. – Nie ma potrzeby budowania tam szkoły – odpowiada Koterba.
15 tysięcy miejsc pracy i 4,5 tys. miejsc parkingowych
Działania urzędników do zmiany planu muszą podobać się deweloperom. Działki miejskie pozostają dalej w rękach urzędu. Nie ma rozpisanego przetargu na ich zbycie, a dwókja deweloperów działających wspólnie: Henninger Investment oraz Gerlach Development jest przekonana, że grunt trafi już w ich ręce.
Udało nam się zdobyć folder inwestora, przeznaczony prawdopodobnie dla partnerów biznesowych. Z tego dokumentu dowiadujemy się, że spółki chcą wybudować potężny kompleks biurowców o powierzchni ponad 150 tysięcy metrów kwadratowych. Tyle powierzchni biurowej nie buduje się na terenie całego miasta w ciągu całego roku. Według raportu firmy Knight Frank w 2014 roku powstało 102 tysiąca metrów kwadratowych powierzchni biurowej w stolicy Małopolski.
Konsorcjum deweloperów przy rondzie Ofiar Katynia zamierza stworzyć dla klientów biur oraz pracowników 4580 miejsc postojowych. W kompleksie biurowców ma pracować niebagatelna liczba osób: 15 tysięcy osób.
Co na takie plany inwestora mówi wiceprezydent Koterba? – Nie widziałam tego i nic nie wiem na ten temat – twierdzi.
Komentarz
Czwartkowe spotkanie z mieszkańcami Bronowic okazało się klęską urzędników. Konsultacje społeczne odbywające się w sali gimnastycznej, gdzie równolegle młodzież miała trening kick-boxingu, nie doprowadziły do żadnego porozumienia. Nie ma co się dziwić mieszkańcom Bronowic, że nie chcą w swoim sąsiedztwie 15 tysięcy osób, które w jednym czasie przyjeżdżają do pracy lub opuszczają ten teren.
Urzędnicy już na samym początku konfliktu na Bronowicach pokazali, że nawet organizacja spotkania dla 80 mieszkańców ich przerasta. W atmosferze potu i rękawic bokserskich wiceprezydent Krakowa próbowała rozmawiać (czasami deprecjonując rozmówców, za co publicznie przepraszała podczas zebrania). Nie udało jej się dojść do kompromisu, bo otoczona grupą mieszkańców, którzy nawzajem wyrywali sobie i jej mikrofon, nie dostała żadnego wsparcia ze strony trzech urzędniczek Biura Planowania Przestrzennego i pracownika ZIKiT. Pracownicy jednostek miejskich nie poczuli się do odpowiedzialności, aby totalnie chaotyczne spotkanie uporządkować. Woleli pić wodę i myśleć o godzinie zakończenia spotkania.