Ekspert: To nie kryzys, a rewolucja. Bez zmian przegramy z Indiami

Nie panikujmy – radzi prof. Ćwiklicki. Zwolnienia w GBS to efekt automatyzacji, a Kraków wciąż przyciąga inwestycje i talenty technologiczne.

Krakowski rynek usług dla biznesu, zatrudniający ponad 100 tysięcy osób, znalazł się w centrum uwagi. Doniesienia o zwolnieniach w kolejnych firmach budzą niepokój o przyszłość sektora, który przez lata był kołem zamachowym lokalnej gospodarki. Czy mamy do czynienia z początkiem kryzysu? A może to naturalny etap ewolucji? 

O diagnozę poprosiliśmy profesora Marka Ćwiklickiego, dyrektora Centrum Współpracy z Biznesem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie i eksperta Stowarzyszenia Lepszy Kraków.

Okiem eksperta – umiarkowany optymizm 

Sektor GBS (Global Business Services), czyli nowoczesnych usług dla biznesu, obejmujący m.in. centra usług wspólnych (SSC), IT czy działy badawczo-rozwojowe (R&D), od lat rósł w Krakowie w imponującym tempie. Ostatnio jednak znalazł się na zakręcie. W połączeniu z informacjami o restrukturyzacjach, skłania do pytań o kondycję branży.

Prof. Marek Ćwiklicki uspokaja i ocenia obecną sytuację jako dobrą, ale wskazującą na istotną zmianę.

– Dostrzegalny w ostatnich latach wzrost liczbowy sektora pod względem liczby zatrudnionych do 108 tys. osób i liczby powstałych firm wyhamował. Świadczy to o stabilizacji rozwoju. Rynek GBS w Krakowie obecnie cechuje dojrzałość, co bardziej skłania do umiarkowanego optymizmu – mówi prof. Ćwiklicki.

Zmiana jakościowa, nie ilościowy krach

Największe obawy budzą zwolnienia grupowe. Wiele osób zastanawia się, ile miejsc pracy jest zagrożonych w perspektywie kilku najbliższych lat.

Ekspert studzi emocje, wskazując, że doniesienia o redukcjach etatów nie oznaczają załamania rynku, a raczej głęboką transformację technologiczną i zmianę profilu działalności krakowskich centrów.

– Właściwsze niż o zmniejszającej liczbie miejsc pracy, byłoby podkreślenie zmiany jakościowej, czyli to, że niektóre rodzaje pracy w świetle rozwijającej się technologii po prostu nie będą potrzebne i zostaną zastąpione innymi. 

Nowa technologia zwiększa produktywność, więc spada zapotrzebowanie na zwiększanie dodatkowego personelu nawet jeśli więcej zadań firma realizuje. Profil działania firm sektora w Krakowie przesuwa się w stronę realizacji zaawansowanych procesów i to warto podkreślać
Prof. Marek Ćwiklicki

Potwierdzają to dane z raportu ABSL (Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych). Choć ogólny wzrost zatrudnienia zwolnił, to widać wyraźne przesunięcia. 

Jak wskazuje profesor, w latach 2022-2025 wzrósł udział bardziej zaawansowanych centrów SSC/GBS oraz IT, a przede wszystkim działów R&D (badania i rozwój) – z 12,4 do 13,2 proc

W tym samym czasie spadł udział BPO (Business Process Outsourcing), czyli firm wykonujących często prostsze, zlecane na zewnątrz procesy (z 19,3 do 16,9 proc.).

Stagnacja na rynku biurowym? To objaw dojrzałości

Biurowiec w budowie
Biurowiec w budowie

A co z widocznym spowolnieniem, mniejszą liczbą nowych inwestycji i stagnacją na rynku biurowym? Czy to nie są sygnały alarmowe? Marek Ćwiklicki traktuje je jako naturalny element nowego etapu.

– Sektor GBS znajduje się w fazie stabilnego rozwoju wzrostu, więc wymienione rzeczy są charakterystyczne dla takich stanów – stwierdza.

– Za pozytywną odpowiedzią świadczą atuty Krakowa, w tym bardzo dobra podaż pracowników, ocena atrakcyjności lokalizacyjnej, inicjowana współpraca i świadomość konieczności dostosowań. Cieniem na to kładą się medialne informacje o zwolnieniach, spowolnienie rozwoju całego sektora, które także wpływa na sytuację w Krakowie – uważa.

Jak dodaje, obecnie jesteśmy na takim etapie w rozwoju sektora, w którym „zamiast ilościowego wzrostu bardziej jakościowa zmiana następują. Daje to przesłanki do podjęcia aktywnych działań adaptacyjnych związanych z transformacją kompetencji, innowacji, technologii”.

Jak podsumowuje, branża GBS jest po prostu w punkcie zwrotnym, który wymaga aktywnego działania, a nie paniki

Kto straci, a kto zyska? Przyszłość kompetencji

Ekspert wskazuje, że ta transformacja oznacza rewolucję w poszukiwanych kompetencjach. Pracownicy wykonujący proste, powtarzalne zadania muszą liczyć się z tym, że ich praca zostanie zautomatyzowana.

Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

– Mniejsze znaczenie będzie miało wykonywanie prostych transakcyjnych czynności, rutynowych, przetwarzanie danych manualnie, helpdesk. Natomiast zyskiwać będą kompetencje związane z wykorzystaniem bardziej specjalistycznej technologii informatycznej do przetwarzania danych, np. analityka biznesowa, GenAI [Generatywna Sztuczna Inteligencja], na potrzeby rozwoju biznesu – tłumaczy Marek Ćwiklicki.

Profesor podkreśla również rosnące znaczenie kompetencji miękkich. Jak zauważa, w świecie, gdzie technologia przejmuje rutynę, kluczowe stają się umiejętności typowo ludzkie.

– Osobną grupę kompetencji tworzą te miękkie związane z twórczym myśleniem, przywództwem, istotne z perspektywy pracy zespołowej w środowisku międzykulturowym. Praca w formule projektowej związanej z adaptacją do zmian wskazuje na konieczność rozwoju takich umiejętności jak zarządzanie zmianą, komunikacja interpersonalna – dodaje.

Rynek wchłonie talenty, ale potrzebne są działania

Co jednak z osobami, które tracą pracę? Czy grozi nam długotrwały spadek popytu na pracowników? Prof. Ćwiklicki jest daleki od takiego scenariusza.

– Jest to mało prawdopodobne, o czym świadczą wyniki badań menedżerów sektora realizowane przez ABSL, Wojewódzki Urząd Pracy, a także przez mój zespół – tłumaczy.

Obserwujemy transformację sektora, lecz nie tyle zmniejszy się popyt na pracowników jako takich, ale zmieni się popyt na pracowników o określonych kompetencjach wskazanych powyżej. Restrukturyzacje zatrudnienia w dobie rozwoju nowych technologii nie są zaskakujące, zwłaszcza dla firm zatrudniających 3-5 tysięcy pracowników – mówi.

Krakowski sektor GBS cechuje elastycznością absorpcji talentów, więc zmiany w wielkości zatrudnienia w jednej czy kilku firmach nie mają dużego znaczenia dla całego regionu pod względem zwiększania bezrobocia
Prof. Marek Ćwiklicki

Nie oznacza to jednak, że można biernie czekać. Zdaniem profesora, obecny moment wymaga aktywnej współpracy kluczowych graczy: uczelni, władz miasta i samych firm.

– Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że należy rozwijać krótkie formy kształcenia, odpowiadające na aktualne potrzeby rynku pracy. Takie kursy są już realizowane zarówno przez instytucje rynku pracy, jak i uczelnie, jednak kluczowe znaczenie ma ich treść – a więc ukierunkowanie na obszary takie jak zarządzanie zmianą czy data science [analiza danych]  – wskazuje.

Prof. Ćwiklicki apeluje o synergię działań – miasto powinno wspierać firmy idące w stronę innowacji i AI, a przedsiębiorstwa muszą aktywnie współpracować z uczelniami, by wspólnie budować „przewagę kompetencyjną, a nie jedynie cenową”. Bez tego, jak ostrzega, przegramy konkurencję z tańszymi lokalizacjami, takimi jak Indie, dokąd już dziś przenoszone są prostsze zadania.

Lepsze dane to klucz do przewidywania zmian

Aby te działania były skuteczne, nie mogą być podejmowane na ślepo. Zdaniem profesora Kraków potrzebuje znacznie lepszych narzędzi do monitorowania rynku.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

W Krakowie powinniśmy dążyć do integracji różnych źródeł danych ilościowych. Mam tu na myśli nie tylko informacje o poziomie zatrudnienia, lecz także o stażu pracy, posiadanych umiejętnościach i strukturze kompetencji, co pozwoli lepiej określić kierunki rozwoju oferty szkoleniowej – postuluje ekspert.

Jak dodaje, obecne narzędzia, jak dane urzędów pracy czy barometr zawodów, pokazują tylko część obrazu. Kluczowe byłoby „badanie przepływu pracowników między sektorami” oraz budowanie modeli prognostycznych śledzących trendy i oferty pracy online.