Emocje jak w snookerze. Polityczne podsumowanie 2018 roku

Mijający właśnie rok upłynął bez poważniejszych wstrząsów na politycznej scenie miasta. Wybory samorządowe i poprzedzająca je kampania – choć letnia i niemrawa – przez kilka tygodni rezonowały w przestrzeni publicznej. Ostatecznie jednak wynik głosowania scementował istniejący od lat układ sił. Zapytaliśmy w formie mini wywiadów cztery osoby – trzech radnych – Grzegorza Stawowego z Platformy Obywatelskiej,  Rafała Komarewicza z prezydenckiego klubu Przyjazny Kraków i Michała Drewnickiego z Prawa i Sprawiedliwości oraz jednego dziennikarza – Jacka Bańkę z Radia Kraków o ocenę wydarzeń politycznych mijającego roku. Jak się okazuje, ich opinie są zaskakująco zbieżne. Było, jak na meczu snookera. Nudno.

Grzegorz Stawowy, Platforma Obywatelska – Nic nowego

Kuba Kusy: Gdyby mnie ktoś zapytał o wydarzenia polityczne, które utkwiły mi w pamięci, miałbym spory problem z rzuceniem hasła ot tak z głowy. Dopiero po dłuższym zastanowieniu przychodzi mi na myśl parę rzeczy.

Grzegorz Stawowy: Jakie?

O to chciałem Pana zapytać.

Trzeba powiedzieć, że jeżeli chodzi o politykę, to był to rok wyjątkowo spokojny.

Mieliśmy wybory samorządowe. Na chwilę podgrzały atmosferę.

Ale wybory samorządowe nic nie zmieniły, bo wcześniejszy układ sił w radzie miasta się utrzymał. Dalej jest większość PO, Nowoczesnej i Przyjaznego Krakowa. Trochę pozmieniali się ludzie, ale zakresy polityczne są zbliżone.

Wybory wprowadziły do rady miasta nową siłę. Komitet Łukasza Gibały, a z nim, nazwijmy to, stronę społeczną.

Ale to siła, która w radzie niewiele zmieni. Można rzucać pomysłami z kapelusza, ale koniec końców zawsze wygra pragmatyzm.

To co w takim razie wstrząsnęło sceną polityczną w 2018 roku?

Jedyną taką zmianą, mogącą mieć skutki w przyszłości to odejście Tadeusza Trzmiela ze stanowiska pierwszego zastępcy prezydenta Krakowa. On był wiceprezydentem od 16 lat i to od jego decyzji zależał remont każdego chodnika, każdej drogi. Każda decyzja spółki komunalnej przechodziła przez jego ręce, on był często w zgromadzeniu wspólników, często spotykał się z zarządami spółek i on zarządzał całą infrastrukturą i inwestycjami infrastrukturalnymi w Krakowie. Jego odejście spowodowało zmiany kadrowe, które nastąpiły w urzędzie miasta – część dyrektorów nie jest już dyrektorami. Widać więc, że miał istotny wpływ na to, co działo się w Krakowie.

Mieliśmy reorganizację ZIKiT-u

To jest pochodna odchodzenia Trzmiela, bo początek zmian w ZIKiT-cie zbiega się z pierwszymi informacjami, że wiceprezydent będzie odchodził. Myślę, że dotychczasowy model tej jednostki się wyczerpał, był niefunkcjonalny. Pytanie tylko, czy Zarząd Dróg będzie lepszy, bo mam wrażenie, że ta zmiana nie poszła w lepszym kierunku. Raczej nie usprawni funkcjonowania, a nieco bardziej zagmatwa, bo tych jednostek jest więcej.

A odwołanie wiceprezydent Elżbiety Koterby?

Przede wszystkim tryb, w jakim to się stało i dość niespodziewany zbieg zdarzeń. O tym, że biuro jej męża startuje w konkursie na klinach wiadomo było od dość dawna, ona o tym mówiła publicznie, nawet na komisji planowania i przecież oddelegowała głównego architekta miasta do uczestnictwa w komisji konkursowej. To jest coś, co jest taką ciekawostką roku, takim wydarzeniem niespodziewanym, bo poza powszechną krytyką, która na nią spadała, trzeba spojrzeć na jej działania obiektywnie. Wiele rzeczy było pozytywnych. Uregulowała kwestię wycinek drzew, usystematyzowano kwestie wuzetek – wreszcie wprowadzono jakieś standardy w miarę stałe dla całego miasta, planowanie przestrzenne jest dobrze prowadzone, plany nie są uchylane. To był jeden z najbardziej doświadczonych planistów. Kwestia konsultacji i zaangażowania mieszkańców to także zasługa jej kadencji.

Ale prawdopodobnie i tak przez mieszkańców jako tako zorientowanych w funkcjonowaniu struktur władzy w mieście i miejskich aktywistów zostanie zapamiętana jako „Żelbeta”.

Rzeczywiście w kontekście gwałtownej i często nieprzemyślanej zabudowy miasta Elżbieta Koterba zostanie zapamiętana jako osoba odgrywająca kluczową rolę.

Wyjdźmy trochę poza Kraków, ale nie całkiem. Wybory zmieniły układ sił w urzędzie marszałkowskim. Koalicja PO-PSL przechodzi do opozycji, władzę przejmuje PiS. Dotychczas relacje pomiędzy oboma szczeblami władzy samorządowej były więcej niż poprawne. Teraz coś się zmieni?

Ta koalicja dość mocno i regularnie wspierała miasto dotacjami unijnymi. Na zakup tramwajów, autobusów, ale też na tzw. miękkie projekty. Zobaczymy, co teraz będzie, bo za fundusze odpowiada nowy wicemarszałek z PiS i do niego należy decyzja, jak będzie rozdzielał środki. A PiS zapowiadał, że więcej pieniędzy pójdzie poza Kraków. To by sugerowało, że Kraków dostanie mniej. Myślę, że to będzie zauważalne. Są też pomysły np. na przeniesienie Wojewódzkiego Urzędu Pracy do Nowego Sącza. Dla Krakowa oznaczałoby to stratę 200 miejsc pracy, a czy w Sączu znajdą 200 pracowników?

Jaki będzie 2019 rok?

Na sytuacji miasta odbije się wzrost kosztów pracy i materiałów budowlanych. Jeżeli chodzi o budownictwo, miasto już dokłada, jest wiele rozpoczętych inwestycji, np. Trasa Łagiewnicka, i jestem ciekaw, czy wykonawca zmieści się w budżecie. Jest trochę bałaganu w edukacji po wiceprezydent Król i to będzie wymagało zmiany. Rok 2019 będzie trudny finansowo, prawdopodobnie będziemy mieli mniej inwestycji, a wydatki rosną szybciej niż przychody.

Rafał Komarewicz, przewodniczący klubu Przyjazny Kraków – Sukces w różnorodności

Kuba Kusy: Panie przewodniczący, rok 2018 za nami. Łatwy? Trudny? Zaskakujący? Miasto wykorzystało swój potencjał?

Rok wyborczy nigdy nie jest łatwy. Musieliśmy się sprawdzić jako ugrupowanie i się udało. Mieszkańcy pokazali, że nie chcą wybierać partii politycznych, tylko przedstawicieli, którzy umieją się porozumieć. Kraków to powinno być miasto, w którym nie ma znaczenia, kto ma dobre pomysły PiS, Łukasz Gibała czy Przyjazny Kraków. Liczy się to, czy będą one realizowane.

To z pewnością rok wykorzystanych szans. Jedną z nich jest to, że mamy pewną różnorodność w radzie miasta, a nie tak, jak było 4 lata temu – dominację Platformy Obywatelskiej. Na tym Kraków zyskał.

Prezydent Jacek Majchrowski potwierdził swoją niezatapialność.

Żadna hegemonia, a zwłaszcza hegemonia jednej partii politycznej nie jest dobrym rozwiązaniem, krakowianie dobrze zrobili, wybierając Jacka Majchrowskiego jako gwaranta stabilności, ludzie nie chcą nieprzewidywalności.

Co wytypowałby Pan na polityczne wydarzenie roku?

Start w koalicji to politycznie ważne wydarzenie. Wydaje mi się, że ten rok był dość spokojny, to był rok takiej nadziei, że miasto, z pewnymi potknięciami może dobrze funkcjonować.

A decyzje personalne Jacka Majchrowskiego? W wakacje mieliśmy małe trzęsienie ziemi.

To na pewno było wstrząsem, bo odebrało przed wyborami PiS amunicję, by strzelać w prezydenta w czasie kampanii. To było bardzo dobre zagranie w kategoriach politycznych. Prezydent ma wyłączne prawo do podejmowania decyzji dotyczących współpracy z kimkolwiek. Podjął decyzję, że z wiceprezydent Koterbą nie chce już współpracować. Forma oczywiście jest dyskusyjna, wydaje się, że opinia mieszkańców mówi, że można to było zrobić w dużo ładniejszy sposób.

Pan zrobiłby to inaczej?

Gdyby prezydent zapytał mnie o radę, to powiedziałbym mu, że powinien to zrobić w inny sposób. Ale nie pytał mnie o radę. Według mnie ten konflikt interesów był, myślę, że to jest też pewien rodzaj pretekstu. Trzeba podkreślić kompetencje pani wiceprezydent. Jeżeli miałbym ocenić podejście do spraw miasta, to ocena byłaby bardzo dobra, zaś jeżeli chodzi o współpracę rodziny, to była to pewna dwuznaczność.

Tych roszad było więcej.

Przypomnę tylko, że pan wiceprezydent Trzmiel odszedł sam, nie został odwołany. On ma bardzo duże doświadczenie jeżeli chodzi o prowadzenie zespołów ludzkich i wiedzę na temat funkcjonowania spółek komunalnych, poza tym potrafi się porozumieć, co jest szalenie ważne. Jest człowiekiem porozumienia i kompromisu, więc dobrze, że nie zniknął z orbity miasta.

Prezydent Majchrowski wciąż liczy się z jego zdaniem?

Domyślam się, że ma z nim kontakt i jestem przekonany, że w wielu sprawach mu doradza, to nie było tak jak z wiceprezydent Koterbą.

Było trochę propagandy sukcesu, czas na łyżkę dziegciu. Na czym miasto poległo?

Na pewno torowiska, tu mamy powód do wstydu. Poza tym miasto zbyt późno reaguje na potrzeby mieszkańców. Mamy Ruczaj – są dzieci, a nie ma szkoły. Ba nie ma nawet miejsca, gdzie można by szkołę wybudować, bo działki zostały sprzedane.

Tu znów powraca nam wiceprezydent Koterba...

Musimy zdecydowanie bardziej pilnować rozwoju Krakowa, tego, w których kierunkach będzie się rozwijał. Porażką jest też to, że zmieniamy plany. Mamy trzy baseny na południu, natomiast w Krowodrzy nie ma żadnego. Planowanie mimo wszystko nieco kuleje, do tej kwestii powinniśmy lepiej podchodzić. Inwestycje – jest ich za dużo i nie mają dobrego nadzoru.

W przyszłym roku może być ich jeszcze więcej, kampanijnych obietnic było sporo.

W przyszłym roku na pewno będziemy musieli zmierzyć się ze spowolnieniem gospodarczym, więc byłbym ostrożniejszy w podejściu do wydatków. Osobiście bardziej bym się skłaniał ku małym inwestycjom niż rozbuchanym projektom. Na tym jako rada miasta powinniśmy się skupić.

Michał Drewnicki, Prawo i Sprawiedliwość – Rok nieszczególnych emocji

Jak 2018 rok wyglądał z perspektywy radnego opozycji?

O ile dla zwykłego mieszkańca ten rok mógł się wydawać nieszczególnie emocjonujący, to dla radnych było parę ciekawych rzeczy. Oczywiście wybory. Może nieszczególnie emocjonujące, może nieszczególnie coś zmieniły, ale były takim przełomowym punktem, bo pokazały wątłość koalicji. Te wszystkie kłótnie pomiędzy Platformą, .Nowoczesną i Przyjaznym Krakowem. To najlepszy dowód na brak stabilności.

Prezydent długo wahał się czy w ogóle startować.

To jest szczególnie interesujące. Motywy prezydenta są niejasne. Kuluary aż huczały od plotek. Przecież jeszcze na dzień przed ogłoszeniem swojej decyzji, miał zapowiedzieć współpracownikom, że jednak nie wystartuje. Nie znamy wszystkich szczegółów. Nie wiadomo czy kiedykolwiek dowiemy się, kto go tak mocno przekonał i to w ostatniej chwili. Pytanie o co chodzi, wciąż pozostaje otwarte. Może dowiemy się kiedyś, na przykład z biografii.

Coś jeszcze przychodzi Ci do głowy?

Dla mnie to niewytłumaczona do końca afera korupcyjna w ZBK i odwołanie wiceprezydent Koterby.

Nie jesteś jedynym, który zwraca na to uwagę.

To było przyznanie się do błędu, że betonowanie było i jest. Odwołanie Koterby to tylko pretekst, próba zrzucenia odpowiedzialności na jedną osobę. O wiceprezydent ludzie, którzy jakoś ją kojarzyli zapomnieli, a prezydent, tuż po samych wyborach powiedział, że to nie betonowanie, a rozwój miasta. Jak widać nie zauważa problemu.

Jaki w Twojej ocenie będzie 2019 rok?

Trudny. Głównie ze względu na kwestie finansowe. Już w tym roku był problem, żeby domknąć budżet. Wiele zadań spadło. Prezydent przez lata za bardzo rozpasał budżet i teraz widać, że mamy dziurę. np. znów brakuje kwoty na nauczycieli, są podwyżki, albo ich zapowiedzi – użytkowanie wieczyste, komunikacja miejska. Ostrzegaliśmy trzy lata temu, że problem pojawi się w 2019 roku, ale miejmy nadzieję, ze nie będzie czarnych scenariuszy.

Jacek Bańka, Radio Kraków – Rok hamletyzującego prezydenta

Kuba Kusy: Jacek, z politykami rozmawiasz niemal codziennie. Coś szczególnego utkwiło Ci w pamięci?

Przeglądając „Wyczyny i blamaże tygodnia”, miałem problem z wyłuskaniem wydarzenia, które jakoś szczególnie utkwiłoby mi w pamięci.

Mieliśmy kampanię, wybory, ale wszystko to jakieś takie letnie, by nie powiedzieć nudne.

W Krakowie rzeczywiście kampania była przewidywalna i nudna, pełna zgranych haseł. Co warte odnotowania to fakt, że Łukaszowi Gibale udało się wprowadzić w obieg zwrot „betonowanie Krakowa”. To było mistrzowskie zagranie, bo niemal wszyscy je podchwycili. Kampania absolutnie bez fajerwerków, rozpoczęta dość późno, dopiero ten pojedynek jeden na jeden był takim urozmaiceniem.

Jedna rzecz szczególnie rzucała się w oczy.

Czyli?

To hamletyzowanie prezydenta Jacka Majchrowskiego. Wystartuje? Nie wystartuje? I pamiętna konferencja prasowa. To było prawdziwe wydarzenie. Byłeś przy tym. Urzędnicy przyszli na konferencję i jak prezydent ostatecznie ogłosił, że jednak kandyduje, to bili brawo.

A roszady na dworze?

Dziennikarze patrzą z trochę innej perspektywy niż mieszkańcy. Odsunięcie wiceprezydent Koterby to rzeczywiście było wydarzenie, ale w świecie dziennikarzy, myślę, że niewielu mieszkańców w ogóle ją zna. Może poza grupą aktywistów, dla których kojarzy się jednoznacznie negatywnie.

Nie zdziwiło Cię to?

Niespecjalnie. Prezydent musiał się pozbyć balastu, przemeblować wszystko. Zresztą ja ciągle mam przeczucie, że to wszystko było wyreżyserowane, że nawet komentarze były uzgodnione. Nieszczególnie wierzę w to wszystko, bo prezydent nie lubi się żegnać nieładnie.

Ostatnio pojawiły się plotki, że wiceprezydent Koterba miałaby wrócić na orbitę, bo leżą prace nad nowym studium zagospodarowania.

To tylko potwierdza moje przypuszczenia.

Jest jeszcze kwestia miękkiego lądowania wiceprezydent Król, która, w opinii środowiska oświatowego, sporo sobie nagrabiła.

Katarzyna Król miała duże problemy z zapleczem politycznym. Co zaskakujące, była krytykowana przez swoich, a chwalona przez kurator.

Niektórzy mówili wprost i dosadnie, że chodziła na pasku Barbary Nowak.

Ale jako pierwsza w Polsce przygotowała nową siatkę szkół i zrobiła to, w ocenie kuratorium, bardzo dobrze. Nawet minister Zalewska przywoływała Kraków za wzór. Tu bym niespecjalnie krytykował. Prezydent Król do kwestii edukacji podeszła zadaniowo, jak rasowy urzędnik.

Podsumowując w jednym zdaniu.

Niemal wszystko, co wydarzyło się w tym roku, było do bólu przewidywalne.