W drugim półfinale mistrzostw Europy szczypiornistów było zdecydowanie mniej emocji niż w meczu Norwegów z Niemcami. W niedzielę (godzina 17) o złote krążki Niemcy, a Chorwaci o brąz. Z kim? Nie wiemy, bo Norwegowie złożyli protest.
Hiszpanie, czwarta drużyna MŚ w Katarze i najlepsza ekipa globy z 2013 roku, byli faworytami tego spotkania. Od lat należą do światowej czołówki i na polskiej ziemi chcieli to potwierdzić. W poprzednich meczach może nie oszałamiali swoją grą, ale wyniki były na ich korzyść. Trudno było przewidzieć, jaką twarz pokażą kaci Polaków - Chorwaci. Po słabym początku w pierwszej fazie, chorwackie media grzmiały i nie zostawiły na podopiecznych Żeljko Babicia suchej nitki. Później przyszło jednak przekonujące zwycięstwo z Islandią i półfinaliści z Bałkanów na nowo uwierzyli, że te mistrzostwa nie muszą być dla nich stracone. Na wyżyny wznieśli się w meczu z Polską. Nasi piłkarze grali słabo, ale przecież Chorwaci do awansu potrzebowali nas rozgromić. Udało się im (37:23) i w ich kraju zapanowała euforia.
Powolne rozpędzanie
Chorwaci zaczęli spotkanie z polotem, wykorzystywali błędy rywali i pewnie prowadzili kilkoma bramkami (4:1, 5:2). Szybko o czas poprosił trener Hiszpanów Manuel Cadenas. Następnie spotkanie wyrównało się, a trzecia drużyna poprzednich ME doszła zespół z Bałkanów w 23. minucie (po 13) i przed przerwą zdążyła jeszcze wypracować czteropunktową przewagę (18:14). Sytuacja naszych rywali z drugiej fazy turnieju była naprawdę trudna.
Po przerwie Chorwaci mieli kilka okazji, by dojść rywali, ale ci skutecznie uciekali i zasłużenie zagrają w niedzielę w finale. Początek o godzinie 17.
Hiszpania - Chorwacja 33:29 (18:14)