Facebook po śmierci. Czy media społecznościowe stały się nowymi cmentarzami?
Coraz częściej pamięć o zmarłych przenosimy do przestrzeni wirtualnej. Na Facebooku pojawiają się profile „in memoriam”, a w mediach społecznościowych – nekrologi, kondolencje i wspomnienia. Czy to nowa forma żałoby, czy tylko przedłużenie tradycji w nowym medium?
Kinga Poniewozik, LoveKraków.pl: Czy profil „in memoriam” na Facebooku może stać się miejscem pamięci?
Dr Agnieszka Całek, Zakład Nowych Mediów UJ: To rozwiązanie ma wiele funkcji, a pierwszą z nich wcale nie jest upamiętnienie, lecz zabezpieczenie dóbr osobistych osoby zmarłej. Nadanie profilowi statusu „in memoriam” sprawia, że nie można już na nim publikować ani komentować. To duża zaleta, bo znamy przypadki, także z historii kryminalnych, kiedy profile ofiar pozostawały aktywne, a internauci bezlitośnie komentowali ich treści. Status „in memoriam” uniemożliwia takie działania i ma realne znaczenie ochronne.
Oczywiście, taki profil może też pełnić funkcję upamiętnienia: być wirtualnym pomnikiem czy pamiątką życia danej osoby. Trzeba jednak pamiętać, że widoczność takich kont z czasem maleje. Ludzie rzadko tam zaglądają i nie mają bodźców do interakcji, więc nie zawsze jest to najbardziej trafna forma upamiętnienia.
Coraz częściej użytkownicy zostawiają dyspozycje, co ma się stać z ich kontami po śmierci: czy mają być usunięte, czy przekazane bliskiej osobie do zarządzania. To temat coraz częściej związany z ostatnią wolą i cyfrowym testamentem.
Z Pani obserwacji – komu zazwyczaj zakłada się takie konta?
Status „in memoriam” można nadać kontu osoby zmarłej, ale trzeba o to wystąpić do platformy i udowodnić, że dana osoba nie żyje – np. przesyłając kopię aktu zgonu, klepsydrę lub informację prasową. To konieczne, by uniknąć nadużyć – w przeciwnym razie można by w łatwy sposób wykorzystać takie narzędzie do zemsty czy hejtu.
Najczęściej wniosek składa rodzina lub bliscy, którzy nie mają dostępu do konta i nie mogą go samodzielnie usunąć czy modyfikować. Wtedy właśnie decydują się na nadanie mu statusu „in memoriam”.
W mediach społecznościowych coraz częściej pojawiają się nekrologi publikowane przez rodziny zmarłych. Jak Pani ocenia to zjawisko?
To stare zjawisko w nowym medium. W gruncie rzeczy nic się nie zmieniło. Wcześniej nekrologi zamieszczano w lokalnych gazetach, dziś robi się to w Internecie. Nadal chodzi o to samo: poinformowanie o śmierci i możliwości pożegnania się.
Facebook czy Instagram pełnią tu podobną funkcję jak niegdyś tablica ogłoszeń, kościelna klepsydra czy kartka na klatce schodowej. To po prostu współczesny sposób przekazywania informacji. Nie widzę w tym nic problematycznego, przeciwnie, to codzienny pragmatyzm i naturalne dostosowanie tradycji do nowych narzędzi komunikacji.
Czy media społecznościowe mogą być narzędziem kultywowania pamięci o zmarłych – także na odległość?
Zdecydowanie tak. To jedna z pozytywnych funkcji mediów społecznościowych. Nie zawsze możemy odwiedzić grób bliskiej osoby w Dzień Wszystkich Świętych czy Zaduszki, ale możemy ją wspomnieć w poście, dodać zdjęcie czy krótką refleksję. To również forma pamięci, często bardziej osobista i szczera niż symboliczna „wirtualna świeczka”.
Wielu użytkowników dzieli się wspomnieniami w rocznice śmierci bliskich – publikują zdjęcia, ciepłe słowa, historie. To działa terapeutycznie, pomaga oswoić żałobę i zachować więź emocjonalną.
Facebook to przestrzeń kontaktu ze społecznością: rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Dlatego takie wpisy są kierowane nie tylko do siebie samego, ale i do innych osób, które znały zmarłego. W ten sposób media społecznościowe stają się wspólnym miejscem pamięci.
Podobnie działają media tradycyjne, gdy co roku przypominają sylwetki znanych osób, które odeszły. My robimy to samo, tylko w wymiarze prywatnym.
Na Facebooku istnieją grupy wspierające finansowo leczenie ciężko chorych osób. Co dzieje się z taką grupą po śmierci jej bohatera? Czy warto ją utrzymywać?
To trudna kwestia i zależy od społeczności. Czasem grupa przekierowuje swoją energię na pomoc kolejnym potrzebującym, zwłaszcza gdy udało się zebrać środki, a inicjatywa ma już zaangażowanych członków.
Najczęściej jednak takie grupy stopniowo wygasają. Kiedy nie ma już osoby, wokół której skupiała się aktywność, maleje liczba wpisów i reakcji. Wiele z nich po prostu „umiera” naturalnie, a czasem Facebook usuwa je automatycznie jako nieaktywne.
To zrozumiałe. Społeczne zainteresowanie pamięcią o zmarłych z czasem słabnie. Wracamy do niej głównie przy okazji początku listopada, ale nie jest to trwałe ani rosnące zaangażowanie. Dlatego takie grupy zwykle znikają, jeśli nikt nie zdecyduje się ich celowo utrzymywać.