Garbarnia nieskuteczna do bólu. Koszmar kapitana

Po zwycięstwie z Łódzkim Klubem Sportowym, krakowski beniaminek I ligi chciał pójść za ciosem i zdobyć punkty w Tychach. Podopieczni Mirosława Hajdy grali piłką, stworzyli wiele sytuacji, ale to gospodarze cieszyli się z trzech punktów i aż pięciu strzelonych bramek. Drugiego karnego w sezonie nie wykorzystał Krzysztof Kalemba, który zaliczył także gola samobójczego.

– Chyba muszę zadzwonić do Polsatu, bo Krzysiek strzela jedenastki, gdy nie transmitują naszego meczu – żartował gorzko trener Garbarni.

Jego piłkarze rozpoczęli zawody z animuszem i byli lepsi od gospodarzy. W 18. minucie powinien był to potwierdzić Krzysztof Kalemba, ale drugi raz w tym sezonie pomylił się z jedenastu metrów. 32-latek w niedzielę pokonał bramkarza ŁKS-u, ale trzy dni później uderzył równie słabo, co w pierwszej kolejce, i Konrad Jałocha złapał piłkę.

Swoje szanse miał także Dawid Nowak, który na boisko GKS-u wyszedł już w pierwszym składzie. Były reprezentant Polski nie przełamał się i na gola w lidze czeka od 22 kwietnia ubiegłego roku.

Ręczniki na głowach

Gospodarze mieli chłodniejsze głowy i do przerwy prowadzili 2:0. W drugiej połowie dołożyli kolejne trzy gole, z czego dwa razy piłkę do siatki wpakowali sobie krakowianie. Na 3:0 samobója zaliczył Kalemba, a wynik ustalił debiutujący w ekipie z Ludwinowa prawy obrońca Szymon Kobusiński.

– Czy mam pretensje do zawodników? Trochę tak, ale zostawili sporo zdrowia. Teraz siedzą w szatni z ręcznikami na głowach, bo zdają sobie sprawę, że gdybyśmy lepiej otworzyli mecz, siedzielibyśmy tu w lepszych humorach. Powinniśmy prowadzić 4:0, a przegraliśmy 0:5. Wiem też, że musimy pracować nad defensywą – mówił na konferencji opiekun Garbarni.

Drużyna Hajdy tak wysoko w tym sezonie jeszcze nie przegrała. Można się zastanawiać, że mogłaby coś ugrać, gdyby prezentowała bardziej zachowawczy styl. Być może rzeczywistość zmusi beniaminka do bezpieczniejszej gry. – Muszę to przemyśleć... – odpowiedział na pytanie Hajdo. – Chcemy grać w piłkę i stwarzamy sytuacje, ale los nie dał nam nawet honorowej. Wierzę, że przyjdą takie czasy, że będziemy do bólu skuteczni – od razu dodał.

Upadek kontuzjowanego

Na początku drugiej połowy na boisku doszło do śmiesznej i zarazem niebezpiecznej sytuacji z udziałem zawodnika tyszan. Kontuzjowany Marcin Biernat spadł z noszy, którymi był przenoszony za linię boczną.

Po szóstej kolejce Garbarnia zajmuje ostatnie miejsce, ale jej straty do lepszych pozycji są minimalne. W niedzielę na stadionie przy Reymonta 20 podejmie Sandecję, spadkowicza z ekstraklasy. Początek meczu o godzinie 17.

GKS Tychy – Garbarnia Kraków 5:0 (2:0)

Bramki: Tanżyna (30.), J. Piątek (34.), Kalemba (64. samobójcza), K. Piątek (74.), Kobusiński (83. samobójcza).

GKS: Jałocha – Biernat (52. Mańka), Kowalczyk, Tanżyna, Abramowicz – Grzybek, Bernhardt (75. Steblecki), Daniel, Grzeszczyk, J. Piątek (53. K. Piątek) – Zapolnik.

Garbarnia: Cabaj – Kobusiński, Garzeł, Kalemba, Pietras – Wójcik (73. Krykun), Masiuda (65. Serafin), Lech, Kiebzak – Ogar, Nowak (84. Węsierski).

Żółte kartki: Abramowicz, Grzybek – Pietras.

Sędziował Paweł Pskit (Łódź).