Garbarnia popełnia wiosną stare grzechy
Niewykorzystywanie okazji pod bramką przeciwnika i mało konsekwentna gra w obronie – po zimowych zmianach w ostatniej drużynie I ligi widocznie są te same mankamenty.
Brązowi potrzebują cudu, by nie spaść do II ligi. Jesienią niespodziewanie pokonali pretendujący do ekstraklasy Łódzki Klub Sportowy 3:2. W rewanżu nie sprawili niespodzianki i ulegli zespołowi Kazimierza Moskala 0:3. Choć będą walczyć do końca, kibice powinni powoli myśleć o kolejnym sezonie w II lidze.
Brak chłodnej głowy
Jesienią znakiem rozpoznawczym Garbarni było marnowanie sytuacji. Dobitnie pokazał to mecz w Tychach, gdzie na początku mogli wysoko prowadzić, a w ostatecznym rozrachunku ulegli 0:5.
W Łodzi w wyjściowym składzie wyszło trzech pozyskanych zimą zawodników, ale scenariusz był podobny. Sędzia ledwo co zagwizdał po raz pierwszy, a Serhij Krykun zmarnował sytuacją sam na sam.
– Każdy mecz jest dla nas o być albo nie być. Szkoda, że nie udało się nam otworzyć wyniku, bo pierwsze mecze mogłyby nas napędzić – mówi napastnik Tomasz Ogar.
Garbarnia ma najgorszą defensywę w lidze (średnio traci prawie dwa gole na mecz), co potwierdził mecz z trzecim w tabeli ŁKS-em.
– Rywal dwukrotnie wyszedł na czystą pozycję i zdobył dwie bliźniaczo podobne bramki, które ustawiły mecz – żałuje `Ogar.
9 marca zespół Bogusława Pietrzaka wróci na stadion przy ulicy Remonta. O godzinie 17 podejmie jedenasty GKS Tychy.