Gdyby statystyki decydowały o wyniku, czyli o problemie Wisły Kraków

Kotwica miała 2 rzuty rożne i po jednym z nich zamieniła na gola. Wiśle trafienia nie przyniosło 17 dośrodkowań czy krótkich rozegrań z narożnika. Mecz krakowian w Kołobrzegu przypomniał nam z całą mocą, że statystyki nie grają i niewiele z nich wynika, jeżeli zabraknie najważniejszego – skuteczności.

Gdyby to był mecz siatkówki, gospodarze nie mieliby szans. Gałdko przegraliby 0:3 i pojechali do domów. Ale to piłka, którą miliardy ludzi na całym świecie kochają za nieprzewidywalność. I przeklinają, gdy w liczbach zgadza się wszystko, tylko nie ostateczny wynik.

Liczby nie grają

– Większość sytuacji, które stworzyła Wisła, wynikały z tego, że po naszym odbiorze na 20-25 metrze za szybko traciliśmy piłkę. Mogliśmy ją szybciej wyekspediować do przodu, ewentualnie utrzymać się przy niej i wymusić faul. Chcieliśmy grać za bardzo technicznie, powiedziałbym elegancko – komentował Ryszard Tarasiewicz. Opiekun kołobrzeżan wysoko ocenił potencjał krakowian i stwierdził, że Wisła jest na najlepsze drodze do bezpośredniego awansu.

Na razie nie pokazuje tego tabela, bo 13-krotny mistrz Polski zajmuje 14. miejsce. Do końca sezonu rozegra jednak jeszcze 29 meczów.

Czas na odpoczynek

Po powrocie z Kołobrzegu i intensywnych ostatnich dwóch miesiącach w europejskich pucharach, trener wiślaków zarządził odpoczynek. Wszyscy zawodnicy mają wolne do czwartku, a grający bardzo dużo nawet piątek i sobotę. Przygotowania do domowego spotkania z Wartą Poznań (13.08, godz. 20.30) rozpoczną się w niedzielę.