Gibała: Darmowa komunikacja się nam opłaci

Łukasz Gibała pod koniec kampanii wraca do swojego najgłośniejszego, ale i najbardziej krytykowanego postulatu: wprowadzenia darmowych przejazdów komunikacją miejską dla osób płacących podatki w Krakowie. Przekonuje, że to rozwiązanie nie tylko jest możliwe, ale także nie będzie wymagało wyłożenia dodatkowych pieniędzy z kasy miasta.

Zdaniem Gibały nie dopłacimy, a zarobimy

Utrzymanie komunikacji miejskiej kosztowało w ubiegłym roku 409 milionów złotych. Wpływy z biletów pokryły 266 milionów, 126 dopłaciło miasto, a 17 sąsiednie gminy, do których dojeżdżają krakowskie autobusy.

Gibała chciałby, żeby transport publiczny był darmowy dla wszystkich osób płacących w Krakowie podatki, na podstawie wyrobionej w urzędzie Karty krakowianina. Szacuje, że w ten sposób wpływy z biletów spadłyby o około 213 milionów, ponieważ za co piąty przejazd w dalszym ciągu płaciliby turyści i przyjezdni.

W ocenie kandydata darmowe przejazdy komunikacją – przy odpowiednio przeprowadzonej akcji promocyjnej – byłyby wystarczającą zachętą, by o 30% osób więcej zapłaciło w Krakowie swoje podatki. Miałoby to przynieść co roku około 287 milionów złotych, a więc więcej niż wspomniany wcześniej spadek wpływów z biletów.

To kluczowy argument za wprowadzeniem takiego rozwiązania, ale równocześnie najsłabszy punkt, ponieważ nie ma gwarancji, że tak duża liczba osób da się przekonać i zacznie płacić podatki w Krakowie. – Tak duży wzrost liczby podatników zanotowano w innych miastach, w których wprowadzono bezpłatne przejazdy – tłumaczy Gibała. Trzeba też zauważyć, że wyraźna nadwyżka finansowa pojawia się wtedy, jeśli w wyliczeniach zakładamy liczbę przejazdów z 2013 roku bez radykalnego wzrostu liczby pasażerów (a przecież jest to jeden z celów wprowadzanych zmian).

Odpowiedź na zarzuty

W trakcie swojej ostatniej przedwyborczej konferencji prasowej Gibała odniósł się do najczęściej podnoszonych zarzutów wobec propozycji bezpłatnych przejazdów. Podkreślał, że miasto i tak już dopłaca do komunikacji, więc różnica w stosunku do obecnego stanu wyniosłaby tylko tyle, ile wyniósłby spadek wpływów z biletów. – Nie mówimy o tym, żeby wpływami z podatku zrównoważyć cały koszt utrzymania komunikacji publicznej. Chodzi o to, żeby zrównoważyć ubytek – przekonywał.

Kandydat odpiera zarzuty, że po wprowadzeniu zmian za komunikację miejską zapłacą więcej wszyscy podatnicy, a więc i ci, którzy z niej nie korzystają. Jego zdaniem koszty poniosą przede wszystkim miasta i gminy, które wcześniej otrzymywały podatki od osób mieszkających faktycznie w Krakowie. – My teraz tracimy pieniądze na rzecz tych gmin, ponieważ ich podatnicy korzystają naszej infrastruktury, a nie dokładają do niej ani złotówki.

Według propozycji Gibały z darmowych przejazdów od stycznia 2016 roku mogłyby korzystać te osoby, które już w 2015 roku zapłacą podatek w Krakowie. To oznacza, że już w 2015 roku w kasie miasta pojawiłyby się dodatkowe środki, które zostałaną przeznaczone na modernizację infrastruktury i taboru. Oczywiście znów pod warunkiem, że znajdzie się wystarczająca liczba chętnych do zarejestrowania się w krakowskich urzędach skarbowych. Gibała optymistycznie zakłada, że nadwyżka z podatków, w połączeniu ze środkami unijnymi, pozwoli na utrzymanie i rozwój komunikacji w Krakowie.