Gliwa znów hojnie obdarował krakusów. Fatalna Wisła ograła Zagłębie
Wisła Kraków w fatalnym stylu i z furą szczęścia pokonała przy Reymonta 22 Zagłębie Lubin. Zwycięstwo 1:0 zapewnili jej Łukasz Garguła do spółki z… Michałem Gliwą, bramkarzem zespołu Oresta Lenczyka.
Chyba nikt nie ma już wątpliwości, że Białą Gwiazdę po bardzo dobrym początku sezonu dopadł kryzys formy. Spotkanie z Miedziowymi było trzecim z rzędu, w którym zawodnicy Smudy prezentowali się bardzo słabo zarówno pod względem piłkarskim, jak i fizycznym.
– Każdy z nas ma jakiś większy czy mniejszy uraz. Brakuje czasu na ich wyleczenie i to się nawarstwia, wybija z rytmu – tłumaczy słabszą postawę zespołu szczęśliwy strzelec gola, Łukasz Garguła. – Nie da się grać całej rundy na dobrym poziomie i jakiś słabszy moment zawsze przychodzi. Jednak mam nadzieję, że to chwilowe.
„Guła” był autorem jednego z dwóch w przeciągu 90 minut celnych strzałów na bramkę gości. W dodatku jego uderzenie z rzutu wolnego nie było ani wybitnie mocne, ani precyzyjne i większość bramkarzy poradziłaby sobie z nim bez trudu. Jednak Michał Gliwa najwyraźniej pała wyjątkową sympatią bo klubów spod Wawelu. Kilka tygodni temu, beznadziejnie interweniując przy strzale Marcina Budzińskiego, zapewnił komplet punktów Cracovii. Tym razem prezent z okazji setnego meczu w barwach Wisły otrzymał z jego niepewnych rąk Garguła.
– Jeśli wygrywa się po takim meczu, to pasowałoby pójść do kościoła i tylko się z tego cieszyć – przyznał Arkadiusz Głowacki, który murawę opuścił przedwcześnie z powodu kontuzji mięśnia dwugłowego uda. We wtorkowej potyczce z Widzewem wiślacy będą musieli sobie poradzić bez niego, co dla Smudy jest bardzo złą wiadomością. Po jego zejściu przemeblowana defensywa, z Bunozą w roli stopera i Guerrierem po lewej stronie, prezentowała się bowiem fatalnie i wręcz prosiła o utratę gola.
Na wysokości zadania stanął jednak Michał Miśkiewicz. W fenomenalnym stylu obronił m.in. uderzenie zza pola karnego Adriana Błąda, a chwilę później zastopował tego samego zawodnika w sytuacji sam na sam. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że „Misiek” w szeregach Białej Gwiazdy był wczoraj jedynym jasnym punktem.
– Bardzo ważne, że w takim spotkaniu dowieźliśmy wynik do końca i skasowaliśmy trzy punkty. Ciągle powtarzam, że do grudnia to one są dla nas najważniejsze – podsumował występ swojego zespołu Franciszek Smuda. Także on obchodził wczoraj jubileusz – po raz setny zasiadł na ławce trenerskiej Wisły. „Franzowi” życzymy, by we wtorek przeciwko Widzewowi rozpoczął drugą setkę w znacznie bardziej efektowny i przekonujący sposób.
Wisła Kraków –Zagłebie Lubin 1:0 (1:0)
Garguła 39’
Wisła: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki (63’ Stjepanović), Jovanović, Bunoza – Sarki (78’ Małecki), Chrapek, Garguła, Guerrier, Boguski – Brożek
Zagłębie: Gliwa - Rymaniak, Guldan, Banaś, Vidanov – Piątek (80’ Rakels), Piech, Bilek, Kwiek (46’ Abwo), Jeż – Papadopulos (46’ Błąd)
Sędziował: Jarosław Rynkiewicz z Zielonej Góry
Żółte kartki: Chrapek, Guerrier, Burliga – Jeż
Widzów: 10 753