Historyczne zwycięstwo. Płyną też głosy z Krakowa: „Dla mnie to ważna lekcja”

Koniec ery Viktora Orbana na Węgrzech. Wybory wygrała opozycyjna partia Tisza, kierowana przez Petera Magyara. Gratulacje złożył mu m.in. prezydent Krakowa.

Opozycyjna partia Tisza odniosła zwycięstwo w niedzielnych wyborach, zdobywając 138 mandatów, co zapewnia ugrupowaniu samodzielne rządy.

Odpowiedzialne decyzje

„Wybory na Węgrzech pokazały, jak ważny jest głos obywateli i odpowiedzialne decyzje wyborców” – skomentował prezydent Krakowa.

Pogratulował również zwycięzcy. „Gratuluję zwycięstwa Peterowi Magyarowi, który uzyskał zaufanie społeczne: to zawsze zobowiązanie do prowadzenia polityki opartej na odpowiedzialności i realnych działaniach” – dodał.

Jego zdaniem wynik wyborów na Węgrzech to także przypomnienie, że w dłuższej perspektywie liczą się stabilność, wiarygodność i konsekwencja, a nie proste hasła i populizm. 

Dla mnie to ważna lekcja również na poziomie lokalnym. W Krakowie każdego dnia pracujemy nad konkretnymi rozwiązaniami i długofalowym rozwojem miasta.
Aleksander Miszalski

Demokratyczne narzędzie

Przypomnijmy, że 24 maja odbędzie się referendum dotyczące odwołania prezydenta Krakowa oraz rady miasta.

Aleksander Miszalski
Aleksander Miszalski
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

– Referendum jest narzędziem demokratycznym i oczywiście nikt tego nie bojkotuje jako instytucji, natomiast referendum w mieście raczej jest takim narzędziem, które ma przerywać kadencję, jeżeli coś bardzo niepokojącego się dzieje – przekonywał niedawno Aleksander Miszalski.

Podkreślał, że nie widzi powodów do przedterminowego kończenia kadencji.

Ja nie wiem, co takiego się wydarzyło, żeby z tego narzędzia trzeba było korzystać. Te pewne decyzje, które podejmowaliśmy na przełomie roku, po proteście części mieszkańców zostały skorygowane.
Aleksander Miszalski

– Zachęcam do tego, by w ten piękny majowy dzień po prostu zostać w domu. Albo można iść na kawę, na lody, na ciastko – dodawał.

Wcześniej w publicznym komentarzu prezydent wprost wskazywał, że „zwycięstwem” jego obozu będzie niska frekwencja, która uniemożliwi uznanie referendum za ważne.