Horror w Tauron Arenie. Polacy górą!
Polska reprezentacja pokonała Francję 3:2 w pierwszym meczu Final Six Ligi Światowej. Po dwóch słabych setach polscy siatkarze zdołali się odbudować i w bardzo dobrym stylu wygrali trzy kolejne partie.
Słaby początek
Francuzi z opóźnieniem weszli w mecz. Na początku pierwszej partii przy stanie 6:5 dla Polaków mieli na swoim koncie już trzy błędy w zagrywce. Gospodarze grali swoje i utrzymywali się na nieznacznym prowadzeniu. Kapitalnie spisywał się polski blok, dzięki któremu biało-czerwoni prowadzili nawet 18:13. Niestety nie byli w stanie utrzymać dobrej passy do końca seta. Francuzi dzięki błędom własnym Polaków zdołali wyrównać na po 20. Nieco wybici z uderzenia reprezentanci Polski mieli problem ze skończeniem ataku. Takie błędy nie przytrafiały się rywalowi, który wygrał partię do 21.
W kolejnym secie Trójkolorowi kontynuowali swoją dobrą serię. Polacy nie radzili sobie na przyjęciu, mnożąc własne błędy i za darmo oddając punkty. Na pierwszej przerwie technicznej Francja prowadziła 8:5, a na drugiej 16:10. Gościom wychodziło niemal wszystko. Polacy gubili się we własnych poczynaniach i musieli uznać wyższość rywala, zdobywając w tym secie tylko 17 punktów.
Zwycięska batalia
By myśleć o zwycięstwie gospodarze musieli wziąć się w garść. Krakowska publiczność robiła co mogła, by poderwać polski zespół do walki. Biało-czerwoni niesieni głośnym dopingiem zdołali się odbudować. W trzeciej partii wytrącili z rąk wszystkie argumenty Francuzom i prowadzili nawet siedmioma oczkami (9:2). Tym razem to goście bezradnie obserwowali, co po drugiej stronie siatki wyczynia rywal. Świetną partię rozegrał Mateusz Bieniek. Polski środkowy dobrze grał blokiem, a kiedy dostawał piłkę, to mocnym uderzeniem przełamywał ręce francuskich blokujących.
Nadzieje w sercach polskich kibiców odżyły. Radość z gry wrescie było widać również po polskiej stronie siatki, choć czwarta partia była najbardziej zacięta. Francuzi nieznacznie prowadzili, lecz na drugiej przerwie technicznej na tablicy wyników był wynik 16:16. Duet polskich środkowych Mateusz Bieniek i Karol Kłos brylowali na parkiecie, a wtórował im Mateusz Mika. W decydujących momentach Polacy zachowali więcej zimnej krwi i wygrali partię na przewagi 28:26, doprowadzając do tie-breaka.
Happy end
Polacy wrócili z dalekiej podróży i wciąż pozostawali w grze. Decydująca partia była bardzo nierówna. Obu ekipom zdarzały się błędy oraz lepsze i gorsze momenty. Biało-czerwoni zdobyli trzy oczka z rzędu, a Francuzi zaliczyli serię czterech punktów. W dalszym ciągu po polskiej stronie znakomicie spisywał się Karol Kłos. Po emocjach Polacy wygrali seta do 12 i cały mecz 3:2.
We czwartek biało-czerwoni o godzinie 20:30 zmierzą się z Serbią, a wcześniej o 17:30 USA podejmować będzie reprezentację Włoch.
Polska - Francja 3:2 (21:25, 17:25, 25:17, 28:26, 15:12)
Polska: Łomacz, Konarski, Kubiak, Buszek, Nowakowski, Kłos, Zatorski (libero) oraz Drzyzga, Kurek, Mika, Bieniek.
Francja: Toniutti, Rouzier, Ngapeth, Marechal, Le Roux, Le Goff, Grebennikov (libero) oraz Pujol, Rossard, Clevenot.
Spacerek Brazylii
Reprezentacja Brazylii w meczu otwierającym zmagania w krakowskiej Tauron Arenie w trzech setach pokonała Włochy. Wyrównany był tylko początek pierwszego seta. W kolejnych partiach Brazylijczycy kontrolowali wynik i nawet jeśli Włosi zdołali dojść ich na kilka oczek, to za chwilę drużyna Bernardo Rezende znów miała bezpieczną przewagę.
Kluczem do sukcesu Brazylii była zagrywka. Nawet przy poprawnym przyjęciu (55%) zespołu z Półwyspu Apenińskiego, 8 asów serwisowych Canarinhos przy zaledwie 4 Włochów zrobiło przewagę. Dodatkowo Brazylijczycy rządzili na siatce. Skończyli 38 z 65 ataków (58%) i aż 9 punktów zdobyli blokiem. We włoskim zespole skuteczność w ataku wynosiła tylko 42%.
Brazylia - Włochy 3:0 (25:18, 25:20, 25:19)
Brazylia: Rezende, Wallace, Mauricio Souza, Lucarelli, Borges, Lucas, Sergio (libero).
Włochy: Vettori, Juantorena, Giannelli, Zajcew, Buti, Birarelli, Colaci (libero) oraz Rossini (libero), Antonow, Lanza, Piano.