Inauguracja bez goli. Napastnik na gwałt potrzebny [ZDJĘCIA]
Bezbramkowym remisem zakończyła się inauguracja sezonu 2013/14 T-Mobile Ekstraklasy przy Reymonta 22. Wisła Kraków podzieliła się punktami z Górnikiem Zabrze.
Trudno jednoznacznie ocenić, czy inauguracyjny punkt to dla Wisły sukces czy porażka. Franciszek Smuda po końcowym gwizdku starał się szukać pozytywów. - W sytuacji w jakiej jesteśmy, grając bez napastnika, ten remis jest dla nas dobry - mówił. Zasugerował też klubowym włodarzom, że bez wzmocnienia tej pozycji trudno będzie mu wycisnąć ze swojego zespołu cokolwiek więcej.
Zgodnie z oczekiwaniami, ustawienie 4-6-0 na defensywie Górnika nie zrobiło żadnego wrażenia. Pozornie przesunięty na szpicę Garguła, wspomagany przez Małeckiego, Chrapka i Sarkiego, niby narobili odrobinę zamieszania i kilka razy przedostali się w okolice pola karnego rywala. Dwa celne strzały w przeciągu 90 minut są jednak najlepszą odpowiedzią na pytanie, czy taki wariant mógłby się sprawdzić w dłuższej perspektywie.
Na szczęście jest bardzo prawdopodobne, że Smuda nie będzie musiał więcej go stosować. W kuluarach mówi się, że faworytami do zaszczytnego miana jedynego napastnika w kadrze Wisły Kraków są Paweł Brożek i Adamo Coulibaly. Pierwszego przedstawiać nie trzeba, zaś Francuz to król strzelców poprzedniego sezonu ligi węgierskiej. Biała Gwiazda interesowała się nim jeszcze w czerwcu i choć wydawało się, że wybierze ofertę jednego z tureckich klubów, nadal pozostaje bez ważnej umowy. Zakontraktowanie jednego z nich jest ponoć kwestią kilku dni.
Doszukując się w grze krakowian pozytywów, warto zwrócić uwagę na niezłą postawę defensywy, ze szczególnym uwzględnieniem debiutanta Michała Nalepy. Choć dwudziestolatek cały poprzedni sezon spędził na środku obrony Termaliki, Smuda wystawił go w roli defensywnego pomocnika i chyba się nie zawiódł.
- Jak na pierwszy mecz w Ekstraklasie rozegrał dobre spotkanie. Miał momenty zawahania i niepotrzebne straty, ale wierzę, że na ten pozycji może być dla nas wartościowym zawodnikiem - komplementował młodego zawodnika szkoleniowiec.
Inna sprawa, że goście nie wystawili krakowskich defensorów na specjalnie wymagającą próbę. Bardziej przypominali siebie z beznadziejnej wiosny, niż fantastycznej jesieni poprzednich rozgrywek, kiedy zajmowali miejsce na podium tabeli. Wprawdzie kilka razy piłka niebezpiecznie krążyła w wiślackim polu karnym, ale Miśkiewicz - podobnie jak jego vis a vis - ani raz nie został zmuszony do poważnej interwencji.
Ten właśnie fakt każe zastanowić się, czy bezbramkowy remis przed własną publicznością aby na pewno jest dobrym prognostykiem przed resztą sezonu. Kto wie, czy niezłe nastroje kibiców nie były tylko efektem ulgi, iż w spotkaniu z zabrzanami, którzy ostatnio na Reymonta przyjeżdżali jak po swoje, udało się uniknąć kompromitacji.
Wisła Kraków – Górnik Zabrze 0:0
Wisła: Miśkiewicz – Stolarski, Głowacki, Jovanović, Bunoza – Małecki, Nalepa, Stjepanović (88’ Burliga), Chrapek (76’ Wilk), Garguła (86’ Kamiński), Sarki
Górnik: Witkowski – Garncarczyk, Danch, Kosznik, Olkowski – Zachara (72’ Madej), Sobolewski (77’ Nowak), Mączyński, Przybylski, Małkowski (66’ Mosznikow) – Nakoulma
Żółte kartki: Głowacki
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce)
Widzów: 13 244