Infiltracja w małopolskiej policji?
Z Okręgowym Inspektoratem Służby Więziennej w Krakowie współpracuje w sumie 200 jednostek, które zatrudniają około 600 osadzonych. Po doniesieniach „Rzeczpospolitej” ta współpraca może zostać zawieszona, bowiem u więźniów pracujących w komendzie wojewódzkiej małopolskiej policji znaleziono telefon komórkowy, pendrive’y, oraz – w skrytce, pod podłogą pomieszczenia, z którego korzystali pracownicy – amunicję.
Teraz małopolscy policjanci mają na karku Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. Również minister spraw wewnętrznych żąda wyjaśnień. Sprawa jest poważna, ponieważ istnieje niebezpieczeństwo, że więźniowie zbierali informacje m.in. na temat tego, jakimi pojazdami poruszają się policjanci, pracujący bez oznakowania oraz mundurów. Istnieje ryzyko, że operacje funkcjonariuszy są zagrożone. Według władz małopolskiej policji, nie ma się czego obawiać. Wydział wewnętrzny ma sprawdzać, w ilu jeszcze jednostkach policji byli zatrudniani więźniowie i jakie informacje mogli posiąść.
Jeden taki przypadek
Z pomocą przychodzi mjr Tomasz Wacławek, rzecznik prasowy Okręgowej Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie. – Więźniowie byli i są zatrudniani w kilku komisariatach. W całym okręgu pracuje ich około 600 w 200 różnych organizacjach. To pierwszy tego typu przypadek – mówi. W komendzie małopolskiej policji pomagali przy remoncie.
Aktualnie prowadzone są trzy osobne czynności. Prokuratura zajmuje się znalezioną podczas kontroli amunicją (50 sztuk) oraz pendrive'ami. Druga jest prowadzona przez policję i wydział wewnętrzy, a trzecie przez OISW. – Przedmioty te zostały znalezione w komendzie przez Służbę Więzienną podczas kontroli, choć nadzór nad pracami jest w obowiązkach kontrahenta – tłumaczy Wacławek. – Naboje były schowane w szatni, w starym budynku garażowym, z którego korzystali więźniowie, w skrytce pod podłogą. To amunicja z KBKS, nie z naszych magazynów, takiej nie kupowaliśmy od 15 lat – mówi dla „Rzeczpospolitej” Mariusz Dąbek, szef małopolskiej policji.
Okazuje się, że przez komendę wojewódzką przewinęło się w sumie 39 osób. – To była kilkuosobowa grupka. Nie wiadomo, czy sprawa z narkotykami jest powiązana z amunicją oraz pendrive'ami. W trakcie badań przesiewowych, faktycznie u jednego z więźniów wykryto obecność THC w moczu. Jednak tymi sprawami się nie zajmujemy, prowadzimy czynności tylko wobec więźnia, który posiadał telefon komórkowy, gdyż nie może mieć takich przedmiotów – informuje Tomasz Wacławek.
Groźny przestępca w komendzie
Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji nie komentuje sprawy, odsyłając nas do prokuratury. Chcieliśmy się dowiedzieć, jacy więźniowie byli kierowani do prac, skoro zdecydowali się na takie działanie, wiedząc, że jeśli zostaną zdemaskowani, czekają ich kolejne lata za kratami. Okazało się, że jeden z nich, przestępca związany z gangiem „kantorowców”, ma wyrok za współudział w napadach na kantory i zabójstwach.
Tomasz Wacławek z OISW stwierdza, że osadzeni zostali poddani wstępnej selekcji i wytypowani do pracy. – Został zakwalifikowany do pobytu w zakładzie karnym o charakterze półotwartym, a tylko z takich zakładów więźniowie mogą być zatrudniani.
Na razie jednak nie można ferować wyroków, gdyż toczy się postępowanie śledcze. – Czy ktoś z więźniów w ogóle był w to zamieszany, wyjaśni prokuratura – kończy przedstawiciel Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej.
Bogusława Marcinkowska niewiele zdradza. – Wypowiadamy się tylko i wyłącznie na temat tego, na jakim etapie jest obecnie postępowanie. A jest na etapie początkowym i nie mam więcej nic do dodania, co już mówiłam – stwierdziła rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Krakowie.