Ireneusz Raś: Mówią mi „wracaj do Krakowa” [Rozmowa]
Ireneusz Raś ubiega się o kolejną kadencję w Sejmie. W tym roku mija 10 lat od jego pierwszego ślubowania. – Jako poseł mogę zrobić więcej – mówi przewodniczący Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki.
Michał Knura, LoveKraków.pl: W tym roku mija dekada od pana pierwszego poselskiego ślubowania. Jest pan zadowolony z tego okresu? Nie zrobiłby pan więcej, działając lokalnie?
Ireneusz Raś, kandydat na posła z PO: Wiele osób nadal zaczepia mnie w Krakowie i mówią: „wolelibyśmy, żebyś działał tutaj. Wracaj”. Zawsze chciałem dla tego miasta pracować i wykorzystywać narzędzia, które miałem. Jako poseł mogę zrobić więcej dla naszej lokalnej społeczności.
Ostatnie cztery lata…
… były bardzo dobre. Wcześniejsza kadencja była trudna, bo Kraków wypadł z organizacji Euro 2012. Przyczyna leżała w decyzji rządzących wcześniej politykach Prawa i Sprawiedliwości. To oni ustalali listę miast-gospodarzy.
A nie było tak, że to za rządu Donalda Tuska wybrano jego rodzinny Gdańsk?
To było wcześniej ustalone przez rząd PiS. Niesławny minister Tomasz Lipiec miał dużo w tym temacie do powiedzenia. Dlatego mimo dużych przewag, Kraków znalazł się tylko w grupie pościgowej.
Kończąca się kadencja nadrabia to, co wcześniej zostało stracone. Wschodnia obwodnica jest w budowie. Moim zdaniem roboty idą lepiej niż przewiduje harmonogram. To jest dla mnie ogromny powód do satysfakcji, podobnie jak rozpisany przetarg na odcinek drogi S7 do granic województwa, wybudowane obwodnice Skawiny i Zabierzowa oraz Zbiornik Świnna Poręba. Cieszę się też ogromnie - bo sam się tym zajmowałem - że uruchomiliśmy miliard złotych na nową siedzibą Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu.
A sport?
Udało się dofinansować halę 100-lecia Cracovii, która niedługo powstanie. Do tego dochodzi wiele boisk z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. Bardzo jestem też zadowolony, że powstało wiele orlików.
Powstały, ale sporo jest niewykorzystywanych, a zamiast dzieci grają oldboje.
To już problem organizacji na dole, nie rządu, który stworzył warunki. Państwo dodatkowo dało pieniądze dla animatora. Mamy pomysł na kolejne lata, by powstał Fundusz Rozwoju Klubów Sportowych i wykorzystywał orliki. Klub sportowy nie organizuje dziś zajęć dla amatorów, idzie w wyczyn. Ktoś, kto kocha sport, ale nie ma dużych umiejętności, powinien mieć bogatą ofertę. O to będę walczył.
Musimy brać przykład z innych krajów. W Niemczech jest 27 milionów osób, które są członkami klubów sportowych, płacą niewielkie składki. Mi w Polsce marzy się fundusz ponad 100 milionów złotych. Metodą orlikową uruchamialibyśmy środki samorządowe.
Wspomniał pan o hali dla Cracovii. Dla mnie bardziej przydałaby się Wiśle. Koszykarki są dziś jedyną miejską drużyną grającą w Europie. Cracovia w halowych sportach drużynowych to dziś niski poziom.
Ta hala była obiecana Cracovii już 10 lat temu. Ten obiekt jest potrzebny i będzie szeroko wykorzystywany. Przypomnę, że będzie tam m.in. centrum dla osób niepełnosprawnych. O Wiśle także oczywiście pamiętamy.
Mówił pan jakiś czas temu, że miło byłoby oglądać siatkarzy Hutnika w ekstraklasie. Na razie awansowali do I ligi i mają ogromne problemy finansowe.
Przez kilka lat niemal w pojedynkę szukałem dla nich finansowania - w III i II lidze. Nadal staram się pozyskiwać sponsorów, ale nie jest to łatwe. Miasto powinno zmienić trochę swoją koncepcję wspierania sportu.
Co ma pan na myśli?
Dziś mamy halę, która stoi pusta. Tylko dlatego, że nie ma produktu, który moglibyśmy sprzedać. Oczywiście, czasem przyjedzie tam kadra siatkarzy czy piłkarzy ręcznych, ale gdybyśmy mieli drużynę ekstraklasową na przykład w siatkówce, to mecze byłyby tu co dwa tygodnie przez pół roku. Byłaby oferta dla krakowian, przyjeżdżaliby kibice z innych miast, więc zarobilibyśmy na tym.
Może miasto zorganizowałoby jeden bieg mniej, a pomogło wielkiej marce, jaką jest Hutnik i mielibyśmy kolejną drużynę z marką? Na siatkówce można byłoby w Krakowie zarabiać. Przy okazji chciałbym powiedzieć o jeszcze jednej ważnej dla mnie sprawie.
Proszę bardzo.
Mamy w Krakowie lodowisko przy ulicy Siedleckiego, ale chcemy, by powstało jeszcze jedno na Akademii Wychowania Fizycznego. Rano i do południa korzystaliby z niego studenci i uczniowie, a potem byłoby dostępne dla wszystkich mieszkańców. Inwestycja wpisana jest do wieloletniego planu ministerstwa sportu.
Na głosy kibiców Wisły, jako kibic Cracovii, raczej pan nie może liczyć.
Niekoniecznie. Klub trzeba mieć przede wszystkim w sercu, ale wspieranie sportu nie ma barw klubowych.