Izabela Helbin: Kraków Arena była nam po prostu potrzebna [Rozmowa]
Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Rok temu rozmawialiśmy o spełnieniu marzeń zawodowych. Udało się?
Izabela Helbin, dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego: Gdyby mi się udało spełnić wszystkie zawodowe marzenia oznaczałoby to, że pora iść na emeryturę. Uważam jednak, że wiele ważnych planów udało się zrealizować. Czekam na przykład na kwiecień – wtedy w Kraków Arenie wystąpi Robbie Williams. Bardzo się cieszę, że zagra on w naszym mieście, bo jest to przecież jedna z największych światowych gwiazd muzyki pop.
Oprócz tego artysty, kto jeszcze wpasował się w pani gust?
Nie ujmujmy tego w takich kategoriach. Na co dzień jestem słuchaczką nieco innej muzyki, ale w pracy nie kieruję się moimi prywatnymi zamiłowaniami: nie mogę – jako dyrektor biura i jako operator hali widowiskowej – oceniać zaplanowanych wydarzeń w kategoriach estetycznych czy artystycznych. Ktoś może zapytać, czy hala jest po to, by grała w niej np. Budka Suflera. Odpowiedź jest jasna: halę przygotowano pod Budkę Suflera, pod Katy Perry i – czemu nie? – pod galę disco polo.
Disco polo?
Jeżeli pojawi się wiarygodny najemca, to my tę halę wynajmiemy, bo takie jest nasze zadanie. Na ostatnim Forum Turystyki ktoś zapytał, ilu ludzi już przeszło przez halę. Nie chcę liczyć wydarzeń sportowych, które w krakowskiej hali prezentują się zresztą absolutnie zjawiskowo. Licząc od pierwszej imprezy kulturalnej, czyli od koncertu muzyki Disneya/Pixara, jeszcze bez Budki Suflera i Bryana Adamsa, było to blisko 500 tysięcy osób. W pół roku! To robi wielkie wrażenie. Ta hala była nam po prostu potrzebna.
Czy jest pani w kontakcie z organizatorami? Jakie recenzje spływają po występach?
Jeżeli chodzi o Kraków Arenę, opinie są bardzo dobre. Sama jestem producentem wielu imprez w wielu różnych miejscach i mogę powiedzieć, że hala jest wymarzona dla organizatorów. W Polsce w tej chwili najlepszym tego rodzaju – pod względem akustyki, wyposażenia i logistyki. Pamiętam, że pierwszą naszą imprezą w krakowskiej hali byłam trochę przerażona. Mieliśmy bardzo fajną publiczność – dzieci. Nad nimi jednak zawsze trudniej zapanować, dlatego byłam pod wielkim wrażeniem, że gdy impreza się skończyła i otworzyliśmy wyjścia, po dziesięciu minutach hala była pusta. Dla nas to była absolutnie nowe zjawisko: cieszyliśmy się, że to ogromne wnętrze można tak łatwo opróżnić. Gdyby nie daj Boże doszło kiedyś do konieczności ewakuowania wszystkich ludzi, to ta fantastyczna organizacja dróg wyjścia, wpisana w samą architekturę miejsca, pomoże w błyskawicznym przeprowadzeniu takiej akcji.
Nie mogę już narzekać, że nie ma oferty dla widza masowego, bo jest. Jeszcze pozostają koncerty plenerowe. Live Festival wróci w tym roku?
Nic mi na ten temat nie wiadomo.
Pani nie wie czy nie chce powiedzieć?
Nic na razie nie wiem na ten temat.
Były zapowiedzi organizatorów, że robią.
Jeżeli Live Festival w Krakowie odbędzie się w tym roku, to ja będę się bardzo cieszyć.
Na razie jakie są prognozy?
Nie wiem. Nie jestem organizatorem tego festiwalu.
Przejdźmy do ICE, tam dużo się dzieje.
Niemal codziennie jest tam impreza, czasem są dwie w tym samym czasie. Śmieję się, że do domu nie wracam w ogóle i to tak jest, nie miałam wolnego weekendu chyba od końca sierpnia. Ale taka jest nasza praca, od tego jesteśmy. Kalendarz jest na razie pełny, ale to nie może dziwić, bo my nad nim pracujemy od czterech lat. Tyle już czasu jeździmy na targi branżowe i sprzedajemy to miejsce.
Nie jest zbyt dużym obciążeniem dla KBF zajmowanie się dwoma naprawdę wymagającymi obiektami?
To byłoby wielkie obciążenie dla każdej instytucji. Dodatkowo wpisanie w istniejącą strukturę zarządzającą Krakowskiego Biura Festiwalowego dwóch tak ważnych miejsc rodzi konkretne problemy. Jesteśmy miejską instytucją kultury i bez względu na to, czy będę mieć dwóch czy pięciu zastępców, bez względu na to, jakie oni podejmują decyzje, odpowiedzialność spada wyłącznie na dyrektora KBF – czyli na mnie. Ja od niej nie uciekam, ale nie mogę być w kilku miejscach naraz. Jeśli chodzi o Centrum Kongresowe, to z powodów formalnych na pewno przez najbliższych pięć lat jego operatorem musi być Krakowskie Biuro Festiwalowe. Można się zastanawiać, czy potem nie stworzyć tam odrębnej jednostki miejskiej, ale to jest pieśń przyszłości.
W projekcie budżetu mamy zapisane blisko 30 milionów złotych na funkcjonowanie KBF. Wystarczy?
Doprecyzujmy, że na sam KBF jest 21 milionów, a 7 milionów idzie na ICE. Chcę to oddzielić od siebie, bo zaraz pojawią się głosy, że za te pieniądze organizujemy wyłącznie festiwale, a to przecież nieprawda. Zastanawiam się wręcz nad zmianą nazwy KBF, bo festiwale nie stanowią nawet 40% wszystkich wydarzeń przez nas organizowanych i przedsięwzięć, w które się angażujemy.
Skoro jesteśmy przy festiwalach. Jaki „fajny” festiwal muzyczny odbędzie się w 2015 roku?
Lepiej zapytajmy, jaka powinna być polityka organizacji festiwali, bo aby spełniały swoją funkcję muszą ewoluować. Dotychczasowe formaty przestają się sprawdzać. Aby przyciągnąć rzesze uczestników, trzeba coś zmienić. Mogę powiedzieć o naszych festiwalach: będą wyglądały inaczej. Mają stanowić efekt stworzonej przez nas wokół nich sieci – oznacza to mnóstwo współorganizatorów, dużo wydarzeń towarzyszących, tak by również ci ludzie, którzy nie są bezpośrednio „pod sceną”, czuli, że miasto żyje tym festiwalem. Takim sztandarowym i już funkcjonującym przykładem jest Festiwal Conrada.
Sylwester. Niestety muszę o to zahaczyć.
Dlaczego niestety? Proszę bardzo!
Ludzie są strasznie oburzeni, że nie będzie fajerwerków.
Podjęłam decyzję i przekazałam ją również panu prezydentowi, że nie będę strzelać w powietrze pieniędzmi, których nie będzie widać.
To już wiadomo, że będzie mgła?
Mogę nawet założyć, że w tym dniu nie będzie mgły, ale na Rynku będzie tylu ludzi, że ja nie podejmę decyzji, by wystrzelić te fajerwerki. Trzeba sobie jasno wytłumaczyć kwestie bezpieczeństwa: na Rynku Głównym niska pirotechnika stwarza niebezpieczeństwo, natomiast wysokiej nie będzie widać.
A te nasze polskie gwiazdy nie są zbyt rozczarowujące? Można powiedzieć: znowu to samo.
To byłaby przesada. Tak czy owak – pracujemy z telewizją i to nie my układamy line-up. Organizując to ze stacją TVN godzimy się na pewną linię artystyczną, która powstaje m.in. w związku ze spodziewaną oglądalnością. Tutaj ważni są też ci, którzy siedzą przed telewizorem.