Jacek Majchrowski o Aleksandrze Miszalskim: Władza to nie zabawa

– Miszalski sam sobie na to zapracował. Grupa osób potraktowała władzę jak zabawę – mówi Jacek Majchrowski przed referendum w Krakowie.

„Nie ma triumfalizmu, ale jest satysfakcja”

Były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski w rozmowie z Pawłem Figurskim z portalu Zero.pl podkreśla, że w obliczu niedzielnego referendum ws. odwołania Aleksandra Miszalskiego nie odczuwa triumfalizmu.

– Tak, współczuję mu. Ale niestety, on sobie na to zapracował – ocenia, dodając, że otoczenie obecnego prezydenta „potraktowało sobie władzę w Krakowie jak zabawę”. 

Majchrowski wytyka ekipie Miszalskiego brak doświadczenia i przygotowania do zarządzania dużym miastem. – Grupa, która nigdy w życiu niczym nie kierowała, nie ma przygotowania fachowego, nie ma doświadczenia życiowego, ale rwie się, żeby mieć władzę – mówi. 

Referendum po dwóch latach rządów

W niedzielę 24 maja (lokale wyborcze będą otwarte od godziny 7 do 21) Krakowianie zdecydują w referendum, czy odwołać Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta miasta przed końcem kadencji. 

Głosowanie odbędzie się w ponad 450 lokalach wyborczych, a mieszkańcy otrzymają dwie karty – dotyczącą prezydenta oraz Rady Miasta Krakowa. 

Sam Majchrowski do pomysłu referendum podchodzi krytycznie, przypominając, że wybory są umową na pięć lat. – Ktoś, kto obejmuje urząd, musi mieć czas na rozpoznanie sytuacji, na wejście w ten świat – zaznacza, dodając, że jego zdaniem Miszalskiego należałoby rozliczać po pełnej kadencji, a nie po dwóch latach. 

„Powiedziałem: odetnij się od partii”

Podpisanie listu intencyjnego o współpracy przy przygotowaniach do budowy metra
Podpisanie listu intencyjnego o współpracy przy przygotowaniach do budowy metra
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Były włodarz ujawnia, że doradzał następcy ograniczenie powiązań partyjnych. – Gdy przekazywałem mu władzę w mieście, powiedziałem: „Zrezygnuj z bycia członkiem partii, odetnij się” – relacjonuje. 

Jak twierdzi, Miszalski popełnił błąd, „kładąc większy nacisk na stronę polityczną niż merytoryczną”. – Mnie było łatwiej, bo nie miałem żadnych partyjnych nacisków. Do mnie przychodzili chłopcy z każdej strony – wspomina Majchrowski, podkreślając, że od lat uważa, iż samorząd powinien być możliwie daleko od bieżącej polityki partyjnej. 

Dług miasta i inwestycje po Majchrowskim

W dyskusji o stanie finansów Krakowa były prezydent odpiera zarzuty, że zostawił następcy fatalny budżet. Przypomina, że obejmował urząd przy zadłużeniu na poziomie 59 proc. budżetu i oddawał miasto z niższym wskaźnikiem zadłużenia przy budżecie, który wzrósł z 1,6 mld do 8 mld zł. 

Podkreśla, że bez kredytów nie byłoby kluczowych inwestycji. – Mogłem w ogóle nie zadłużać miasta. Tylko wtedy nie byłoby dróg, wyposażenia szpitali, nowych szkół – mówi, wskazując m.in. Trasę Łagiewnicką jako przykład projektu planowanego od lat 70., zrealizowanego dopiero za jego kadencji. 

„To stanowisko wymaga dostojeństwa”

Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski
Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Majchrowski krytycznie ocenia styl sprawowania urzędu przez obecnego prezydenta, przypominając głośne nagranie tańca Miszalskiego na dachu. – Tego typu urząd, a szczególnie w Krakowie, wymaga pewnego dostojeństwa. To nie może być ktoś, kto jest taki właśnie luzacki – podkreśla. 

Jak relacjonuje, zwracał Miszalskiemu uwagę bezpośrednio. – Powiedziałem: „Słuchaj, ja bym cię prosił, żebyś nie tańczył więcej na dachu”. A on mówi: „Wiem, że to było głupie, ale tak mi podpowiedzieli, a ja chciałem sięgnąć po młody elektorat” – opowiada były prezydent, dodając, że ma wątpliwości, czy taka strategia faktycznie przekonała młodych krakowian. 

„Referendum i tak by było”

Zdaniem Majchrowskiego obecna sytuacja nie jest wyłącznie skutkiem błędów rządzących, ale także konsekwencją planów ich przeciwników. – Obojętnie co on by robił i jak by się zachował, to referendum i tak by było. To było tak zaplanowane – przekonuje. 

Były prezydent sugeruje, że celem inicjatorów głosowania jest przejęcie władzy po serii wcześniejszych porażek wyborczych. Daje do zrozumienia, że referendum stało się narzędziem w walce o magistrat, a nie narzędziem „rozliczenia” po pełnej kadencji. 

Dwie drogi po niedzieli

Majchrowski przyznaje, że coraz mniej wierzy w nieważność referendum. – Na początku uważałem, że referendum będzie nieważne. Ale jednak coraz bardziej skłaniam się do scenariusza, że będzie ważne. Niestety – stwierdza. 

W jego ocenie utrzymanie Miszalskiego oznaczałoby przede wszystkim dokończenie rozpoczętych wcześniej inwestycji, w większości przygotowanych jeszcze za poprzednich rządów.