Jak "żyją" krakowskie stadiony?
Stadiony przy ul. Kałuży oraz ul. Reymonta kosztowały miasto ponad 700 milionów złotych. Od lat zadajemy sobie to samo pytanie: czy są one w pełni wykorzystywane? Na przykładzie stadionu, na którym gra Wisła, widać, że nie do końca. Receptę na to może mieć człowiek Jacka Majchrowskiego do spraw sportu. – Nikt przez lata żadnej propozycji nie dał. To ja mówię: ożywmy je przez sport, przy okazji promując Kraków w świecie – mówi Janusz Kozioł.
Stadion im. Józefa Piłsudskiego, z którego korzysta Cracovia, został otwarty jesienią 2010 roku. Mniej więcej rok później oficjalnie zakończyła się gruntowna modernizacja Stadionu Miejskiego im. Henryka Reymana, na którym występuje Wisła. Głosy krytykujące budowę obiektów, który dzieli zaledwie kilkaset metrów, słychać do dziś.
Koncertów nie było i nie będzie
Plany były jednak śmiałe. Oprócz meczów, na stadionach miały być organizowane między innymi koncerty. Przy ul. Reymonta nikt takiego nie uświadczył, a Wisła Kraków w ogóle zrezygnowała z zarządzaniem stadionu. Poszło o pieniądze. Teraz piłkarze trenują w swojej bazie w Myślenicach. Kraków odwiedzają w czasie rozgrywek.
Za stadion opowiada więc Zarząd Infrastruktury Sportowej, bo do dziś nie znalazł się chętny, który zostałby jego operatorem. Większość pomieszczeń pod trybunami, przeznaczonych na usługi komercyjne, stoi pustych. Swoje miejsce znalazły tam miejskie jednostki oraz Centrum Obywatelskie. Pod stadionem działa również parking. W lipcu, na kilka dni, obiekt wynajęli Świadkowie Jehowy. Mimo wszystko przez większość czasu nic się tam nie dzieje.
Lepiej przy Kałuży
Lepiej sprawa ma się po drugiej stronie Błoń, gdzie operatorem miejskiego obiektu jest Cracovia. Oprócz meczów, odbywają się tam różne imprezy. Przy ul. Kałuży zaśpiewał m.in. Andrea Bocelli czy zagrała IRA. Firmy wynajmują pomieszczenia stadionu na konferencje i pikniki. Oprócz powyższych, Cracovia czerpie zyski z wynajmowanych pomieszczeń pod sklepy, które znajdują się od strony al. Focha.
– Zarządzanie stadionem Cracovii powinno być wzorem dla drugiej strony Błoń – powiedział w kwietniu Tomasz Urynowicz, przewodniczący Komisji Sportu, podczas specjalnego posiedzenia rady miasta przy ul. Kałuży.
Wszyscy mówią, nikt nie dał propozycji
Janusz Kozioł, doradca Jacka Majchrowskiego do spraw sportu, podkreśla, że jednym z jego planów jest ożywienie krakowskich stadionów. Uważa, że przy okazji dużych sportowych wydarzeń, miasto może się dobrze promować. Tak miało być między innymi 12 lipca, podczas meczu towarzyskiego Cracovii z Wolfsburgiem – mistrzem i zdobywcą Pucharu Niemiec. Organizująca spotkanie agencja PSP odwołała je, bo miasto ostatecznie nie dołożyło się do budżetu. Zabrakło więc 300 tysięcy złotych i Niemcy polecieli do Gdańska.
Koziołowi, któremu zależało na wydanie pieniędzy na promocję miasta przy okazji takiego meczu, zarzucano, że publiczne środki mają zostać przekazane prywatnemu podmiotowi. Zarzuty te stanowczo odpiera. – Nawet gdybym chciał coś zorganizować, to nie mogę. Chodzi o promocję naszego miasta, gdy ktoś robi imprezę i przedstawia nam zadowalającą ofertę. Uważam, że przez sport warto się promować, a tym bardziej przez piłkę. Kraków dołożył się do organizacji gali KSW, która była transmitowana w systemie Pay-per-view. Słyszałem, że transmisję wykupiło 100 tys. osób. A mecz Cracovii miał być transmitowany do ponad 150 krajów na świecie. Przez piłkę można się promować skutecznie, co pokazują badania – przekonuje.
Kiedy pojawią się wielkie zespoły?
Czasy, gdy uznane marki przyjeżdżały pod Wawel w ramach walki o europejskie puchary, dawno temu minęły. Teraz, aby krakowianie mogli zobaczyć wielką piłkę, trzeba organizować spotkania towarzystkie.
– W tym roku mogły u nas zagrać dwa wielkie zespoły. Trwały rozmowy z agencją PSP o spotkaniach Atletico Madryt z Wisłą i Monaco z Cracovią. Negocjacje odbywały się w moim pokoju. Prezes Wisły, Robert Gaszyński siedział tutaj z właścicielem PSP – zdradza Kozioł.
Jednak panowie nie porozumieli się. Poszło, rzecz jasna, o pieniądze. – Byłem dłuższy czas przy tej rozmowie, ale kiedy zaczęli o pieniądzach, to wyszedłem, bo to jest ich tajemnica. Wiem jednak, że PSP zaproponowało jakąś kwotę, ale Wisła chciała dostać prawie trzy razy więcej i się nie dogadali. Przy okazji miasto mogłoby dostać dobrą ofertę. Pieniądze na promocję i tak wydamy, ale warto wydać je dobrze, dla Krakowa – kończy.