Jakie są szanse na to, że areszty będą stosowane w ostateczności?

Część prawników zwraca uwagę na nadużywanie tymczasowego aresztowania jako środka zapobiegawczego. Według ministerialnych statystyk w ciągu ostatnich trzech lat znacznie wzrosła liczba osób, które trafiają do cel. Poseł Aleksander Miszalski pytał ministerstwo sprawiedliwości, czy nie warto wprowadzić alternatywnego rozwiązania. Na to się jednak nie zanosi.

Według raportu Court Watch Polska w latach 2017–2019 znacząco wzrosła liczba osób przebywających w aresztach. Potwierdzenie tego płynie prosto z resortu sprawiedliwości. – W roku 2017 sądy zastosowały środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania wobec 17 140 osób, w roku 2018 – wobec 17 762 osób, zaś w roku 2019 – wobec 20 340 osób – wylicza w odpowiedzi na interpelację podsekretarz stanu w MS Marcin Romanowski.

Warto jeszcze poznać skalę. W roku 2017 prokuratury wszczęły 613 448 postępowań karnych, w 2018 roku – 683 700, a w 2019 – 676 930.

Mimo wszystko gdy spojrzy się na 2016 roku, kiedy to w aresztach było około 5,4 tys. osób, powyższe statystki mogą szokować. Jak zauważają autorzy raportu, najmniejsza w historii liczba osób zatrzymanych i tymczasowo aresztowanych była efektem wyroku Trybunału Praw Człowieka z 2009 roku. Wtedy właśnie na forum międzynarodowym ogłoszono, że nadużywanie aresztów to problem strukturalny w naszym kraju.

Areszt to kara?

– Odpowiedzialność za wzrost liczby tymczasowych aresztowań ponosi populizm penalny, który znalazł szczególnie podatny grunt w Polsce. Ponadto w praktyce sądów stosowanie aresztowania stało się czynnością rutynową i powtarzalną – stąd znikome uzasadnienia. Nie bez winy jest samo orzecznictwo sądowe, w tym Sądu Najwyższego, które ugruntowało wykorzystywanie przesłanki surowej grożącej kary jako samoistnej przesłanki stosowania tymczasowego aresztowania – mówił podczas dyskusji nad raportem w Muzeum Polin w grudniu zeszłego roku adwokat Radosław Baszuk.

Zdarza się tak, że sam areszt jest bardziej dotkliwy niż kara. Przekonali się o tym bracia Sz., którzy oskarżeni o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i handel narkotykami, spędzili za kratami 10 miesięcy.

– Ostatecznie jeden dostał karę grzywny, a drugi karę w zawieszeniu. Ich rozmowa na temat zakupu narkotyków została źle zinterpretowana. Pamiętam też przykład sprzed lat. Broniłem „Pyzy”, który tak przesiedział siedem lat – przypomina adwokat Maciej Burda.

Kogo jednak obarcza winą za przedłużanie aresztów? Na pewno nie prokuratora w danej sprawie. Mecenas Burda rozgrzesza śledczych, ponieważ śledczy nie muszą obiektywnie patrzeć na sprawę. – Dla nich w danym momencie najlepszym rozwiązaniem może być areszt. To sądy powinny kontrolować wnioski prokuratorów. Jednak nie zawsze to robią i z ostrożności przedłużają areszty. To problem systemowy – uważa adwokat.

Dom i elektroniczny nadzór?

Poseł Miszalski zastanawiał się, czy ministerstwo nie rozważa wprowadzenia dozoru elektronicznego i aresztu domowego (razem lub osobno) jako alternatywnych środków zapobiegawczych. I czy znany jest choćby szacunkowy koszt wprowadzenia takich rozwiązań?

Na to zwracał również uwagę mecenas Baszuk. – W Polsce mamy technicznie bardzo dobry system dozoru elektronicznego. Jest on niezagospodarowany z powodu braku odpowiednich rozwiązań prawnych, a ma „wolne moce przerobowe” – stwierdził.

Ograniczenia

Obecnie minerstwo jest na „nie”. –  Należy wskazać, że zasadniczą funkcją dozoru elektronicznego jest usprawnienie i zapewnienie właściwego wykonywania orzeczonych w sprawach karnych kar, środków karnych i środków zabezpieczających – parafrazuje artykuł 43a kodeksu karnego wykonawczego Romanowski.

– W tym zakresie system dozoru elektronicznego jest szeroko wykorzystywany w praktyce postępowania wykonawczego, a granicą jego sprawnego funkcjonowania jest ogólna pojemność systemu – informuje.

Ministerstwo jedynie w areszcie widzi możliwość powstrzymania podejrzanych i oskarżonych przed m.in. ucieczką, ukrywaniem się czy nakłanianiem do fałszywych zeznań świadków.

– Podobnie skutku tego nie jest w stanie osiągnąć zastosowanie wobec oskarżonego jakiejś formy aresztu domowego – stwierdza podsekretarz stanu.

A jeśli nie ma przesłanek do stosowania wolnościowych środków zapobiegawczych, to zostaje nadzór policji i zakaz opuszczania kraju.

Co do elektronicznego dozoru, według informacji Marcina Romanowskiego, system jest zaprojektowany na określoną liczbę użytkowników.

– Z uwagi na to, że system dozoru elektronicznego spełnia swoje podstawowe zadanie, w Ministerstwie Sprawiedliwości nie toczą się obecnie prace analityczne ani legislacyjne mające na celu przekształcenie systemu dozoru elektronicznego w alternatywny środek zapobiegawczy – podsumowuje Romanowski. Nie ma też więc podstaw do tworzenia szacunków kosztów rozwoju systemu.

Komentarz

Jakby to wyglądało w praktyce, przekonujemy się na własnej skórze od kilkunastu dni. Dzień w dzień tysiące policjantów sprawdzają, czy osoby, które powinny zostać w domowej kwarantannie, podporządkowują się tym zaleceniom. Tyle że tutaj skala jest znacznie większa. Funkcjonariusze mają do skontrolowania około 150 tys. osób, a nie część z – biorąc pod uwagę ostatni rok – ok 20 tys. aresztowanych. Tyle że nic z tego nie wynika, choć samo doświadczenie może być wzięte pod uwagę podczas przyszłych dyskusji nad zaradnością stosowania tymczasowego aresztu. Inicjatywa musi jednak wyjść z góry.