Jakie są szanse na to, że areszty będą stosowane w ostateczności?
Według raportu Court Watch Polska w latach 2017–2019 znacząco wzrosła liczba osób przebywających w aresztach. Potwierdzenie tego płynie prosto z resortu sprawiedliwości. – W roku 2017 sądy zastosowały środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania wobec 17 140 osób, w roku 2018 – wobec 17 762 osób, zaś w roku 2019 – wobec 20 340 osób – wylicza w odpowiedzi na interpelację podsekretarz stanu w MS Marcin Romanowski.
Warto jeszcze poznać skalę. W roku 2017 prokuratury wszczęły 613 448 postępowań karnych, w 2018 roku – 683 700, a w 2019 – 676 930.
Mimo wszystko gdy spojrzy się na 2016 roku, kiedy to w aresztach było około 5,4 tys. osób, powyższe statystki mogą szokować. Jak zauważają autorzy raportu, najmniejsza w historii liczba osób zatrzymanych i tymczasowo aresztowanych była efektem wyroku Trybunału Praw Człowieka z 2009 roku. Wtedy właśnie na forum międzynarodowym ogłoszono, że nadużywanie aresztów to problem strukturalny w naszym kraju.
Areszt to kara?
– Odpowiedzialność za wzrost liczby tymczasowych aresztowań ponosi populizm penalny, który znalazł szczególnie podatny grunt w Polsce. Ponadto w praktyce sądów stosowanie aresztowania stało się czynnością rutynową i powtarzalną – stąd znikome uzasadnienia. Nie bez winy jest samo orzecznictwo sądowe, w tym Sądu Najwyższego, które ugruntowało wykorzystywanie przesłanki surowej grożącej kary jako samoistnej przesłanki stosowania tymczasowego aresztowania – mówił podczas dyskusji nad raportem w Muzeum Polin w grudniu zeszłego roku adwokat Radosław Baszuk.
Zdarza się tak, że sam areszt jest bardziej dotkliwy niż kara. Przekonali się o tym bracia Sz., którzy oskarżeni o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i handel narkotykami, spędzili za kratami 10 miesięcy.
– Ostatecznie jeden dostał karę grzywny, a drugi karę w zawieszeniu. Ich rozmowa na temat zakupu narkotyków została źle zinterpretowana. Pamiętam też przykład sprzed lat. Broniłem „Pyzy”, który tak przesiedział siedem lat – przypomina adwokat Maciej Burda.
Kogo jednak obarcza winą za przedłużanie aresztów? Na pewno nie prokuratora w danej sprawie. Mecenas Burda rozgrzesza śledczych, ponieważ śledczy nie muszą obiektywnie patrzeć na sprawę. – Dla nich w danym momencie najlepszym rozwiązaniem może być areszt. To sądy powinny kontrolować wnioski prokuratorów. Jednak nie zawsze to robią i z ostrożności przedłużają areszty. To problem systemowy – uważa adwokat.
Dom i elektroniczny nadzór?
Poseł Miszalski zastanawiał się, czy ministerstwo nie rozważa wprowadzenia dozoru elektronicznego i aresztu domowego (razem lub osobno) jako alternatywnych środków zapobiegawczych. I czy znany jest choćby szacunkowy koszt wprowadzenia takich rozwiązań?
Na to zwracał również uwagę mecenas Baszuk. – W Polsce mamy technicznie bardzo dobry system dozoru elektronicznego. Jest on niezagospodarowany z powodu braku odpowiednich rozwiązań prawnych, a ma „wolne moce przerobowe” – stwierdził.
Ograniczenia
Obecnie minerstwo jest na „nie”. – Należy wskazać, że zasadniczą funkcją dozoru elektronicznego jest usprawnienie i zapewnienie właściwego wykonywania orzeczonych w sprawach karnych kar, środków karnych i środków zabezpieczających – parafrazuje artykuł 43a kodeksu karnego wykonawczego Romanowski.
– W tym zakresie system dozoru elektronicznego jest szeroko wykorzystywany w praktyce postępowania wykonawczego, a granicą jego sprawnego funkcjonowania jest ogólna pojemność systemu – informuje.
Ministerstwo jedynie w areszcie widzi możliwość powstrzymania podejrzanych i oskarżonych przed m.in. ucieczką, ukrywaniem się czy nakłanianiem do fałszywych zeznań świadków.
– Podobnie skutku tego nie jest w stanie osiągnąć zastosowanie wobec oskarżonego jakiejś formy aresztu domowego – stwierdza podsekretarz stanu.
A jeśli nie ma przesłanek do stosowania wolnościowych środków zapobiegawczych, to zostaje nadzór policji i zakaz opuszczania kraju.
Co do elektronicznego dozoru, według informacji Marcina Romanowskiego, system jest zaprojektowany na określoną liczbę użytkowników.
– Z uwagi na to, że system dozoru elektronicznego spełnia swoje podstawowe zadanie, w Ministerstwie Sprawiedliwości nie toczą się obecnie prace analityczne ani legislacyjne mające na celu przekształcenie systemu dozoru elektronicznego w alternatywny środek zapobiegawczy – podsumowuje Romanowski. Nie ma też więc podstaw do tworzenia szacunków kosztów rozwoju systemu.
Komentarz
Jakby to wyglądało w praktyce, przekonujemy się na własnej skórze od kilkunastu dni. Dzień w dzień tysiące policjantów sprawdzają, czy osoby, które powinny zostać w domowej kwarantannie, podporządkowują się tym zaleceniom. Tyle że tutaj skala jest znacznie większa. Funkcjonariusze mają do skontrolowania około 150 tys. osób, a nie część z – biorąc pod uwagę ostatni rok – ok 20 tys. aresztowanych. Tyle że nic z tego nie wynika, choć samo doświadczenie może być wzięte pod uwagę podczas przyszłych dyskusji nad zaradnością stosowania tymczasowego aresztu. Inicjatywa musi jednak wyjść z góry.