Jan Hartman: Kraków ma być jak Monachium lub Barcelona [Rozmowa]
– Jacek Majchrowski jest dobrym prezydentem, ale ja chcę elitarnego miasta na wzór Monachium lub Barcelony. Nie liczę na to, że dostanę się do drugiej tury. Wtedy poprzemy obecnego prezydenta Krakowa – mówi prof. Jan Hartman, kandydat Twojego Ruchu na prezydenta Krakowa.
Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Rok temu rozmawiałem z panem na temat prezydentury i usłyszałem, że nie zna się pan na samorządzie, dlatego nie startuje w wyborach prezydenckich. Skąd taka zmiana? Zaznajomił się pan już z tematyką samorządu?
Profesor Jan Hartman, kandydat na prezydenta Krakowa: Okoliczności mnie zmuszają. Rok temu nic nie wskazywało na to, że możemy rozstać się z Łukaszem Gibałą. W ogóle nie myślałem o wyborach samorządowych i swoim aktywnym udziale. Stało się to, co wszyscy wiedzą [Ł. Gibała odszedł z Twojego Ruchu i startuje jako kandydat niezależny na prezydenta Krakowa – przyp. red.]. Nie ma lepszego ode mnie kandydata, a powinniśmy mieć osobę startującą w wyborach, bo Kraków jest drugim co do wielkości miastem w Polsce. Poważna partia powinna mieć kandydata i stąd ta zmiana. A że się nie znam na samorządzie – to jest prawda. Muszę się zaznajomić z wiedzą.
Dopiero będzie się pan profesor uczył samorządu?
Z obszerniejszych materiałów w życiu zdarzało mi się uczyć, z całym szacunkiem dla zagadnień samorządowych. Lepiej, żeby stawiać w wyborach doświadczonych samorządowców i to nie podlega dyskusji. Ale nie mamy w Twoim Ruchu doświadczonego samorządowca, którego moglibyśmy wystawić. Wystawiamy najbardziej znaną osobę, jaką mamy w Krakowie, czyli mnie.
Nie lepiej było poprzeć Jacka Majchrowskiego czy nawet Łukasza Gibałę?
Mogliśmy ewentualnie poprzeć Jacka Majchrowskiego w ramach jednoczenia lewicy. Uznaliśmy, że lepiej zrobić to w drugiej turze. Pierwsza tura jest okazją dla polityków, aby pokazać się ze swoimi programami.
Czyli pan nawet nie próbuje głosić propagandowych haseł, że dostanie się do drugiej tury i powalczy realnie o prezydenturę Krakowa?
Patrzę realnie. Nie sądzę, abym mógł wygrać z kandydatami dwóch wielkich partii [PO i PiS – przyp. red.]. Platforma praktycznie skapitulowała w pojedynku, ale za sam szyld partyjny dostanie jakiś dobry dwucyfrowy wynik. A PiS jest teraz bardzo mocny, więc poniżej 20 procent nie dostanie. Ja raczej nie widzę tutaj szans. Liczę, że zrobię na tyle dobry wynik, że wprowadzę kogoś do rady miasta.
Na początku rozmowy wspomniał pan, że poważna partia musi mieć kandydata. Czy struktury Twojego Ruchu są na tyle silne i liczne, aby wystawić listy do rady miasta?
Pracujemy nad tym. My musimy mieć kandydatów do rady miasta i sejmiku małopolskiego. W przybliżeniu potrzebujemy setki osób. W tej chwili o to zabiegamy. Członków partii mamy więcej niż miejsc na liście, ale nie chodzi o to, żeby namawiać każdego do startu,a o to, żeby byli to ludzie, którzy coś chcą osiągnąć i umieją to zrobić. Jest początek sierpnia i mamy na pracę trochę czasu. Mamy większą trudność ze skompletowaniem list niż partia, która posiada 30 tysięcy członków.
Jaki ma pan profesor program dla Krakowa?
To na pewno będzie program o charakterze „inteligenckim”, bo będę do takiego elektoratu chciał się odwołać. Wyobrażam sobie Kraków jako miasto o wielkim prestiżu europejskim. Chciałbym, żeby krakowianie dążyli do miasta, które będzie perełką sztuki, kultury, nauki. Chciałbym, żeby osiągnęło ten status, jaki ma kilkanaście miast nie będących stolicami, takich jak Monachium, Barcelona czy Salzburg. Chciałbym, żeby Kraków zagrał w tej lidze. Chciałbym eleganckiej stolicy kultury i nauki. Kraków powinien zejść z drogi jarmarcznej.
Jakby pan wygrał, to nie byłoby na Rynku Głównym festiwalu lasu, bigosu, oscypków i grillowanej kiełbasy?
Szedłbym dokładnie w innym kierunku. Zero jarmarków, natomiast silne wzmocnienie kultury oraz objęcie patronatem ekonomicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Trzeba inwestować w sztukę i kulturę bardziej niż w sport. Miasto stoi na progu wejścia do ligi europejskiej. Nie jest jeszcze kojarzone przez Europejczyków z kluczowym miastem Starego Kontynentu. Trzeba zrobić odważny krok do przodu. Chciałbym połączyć dwie krakowskie starówki [Rynek Główny z Kazimierzem – przyp. red.]. Trzeba popatrzeć na nasze miasto oczami turystów, którzy nie są doceniani w Krakowie. Proszę zobaczyć, jak turysta dziwnie czuje się w tym mieście. Jest zdezorientowany, nie wie, jak ma dojść na Kazimierz. Przejście z dworca w okolice Bramy Floriańskiej jest bardzo nieczytelne. Fatalnie wygląda sprawa komunikacji z lotniskiem. To wszystko trzeba rozwiązać, jeśli Kraków ma zyskać renomę eleganckiego miasta. Żałuję, że nie poszliśmy w kierunku bardziej elitarystycznym. Jestem za tym, żeby Kraków zdobył się na te aspiracje elitarne z pożytkiem dla mieszkańców.
Pan kojarzy się z walką z Kościołem. Czy głoszone przez pana poglądy znajdą swoje ujście na lokalnym podwórku?
Popieram Jacka Majchrowskiego, który walczy z bezprawnymi decyzjami komisji majątkowej. Oczywiście gdybym był prezydentem, to starałbym się, żeby pieniądze publiczne nie szły na cele kościelne tylko edukacyjne, kulturalne i naukowe. Nie wiem, jak teraz wyglądają przepływy finansowe pomiędzy samorządem a kurią, ale za mojej prezydentury Kościół z pewnością nie mógłby się paść przy publicznym żłobie.
Twierdzi pan, że prezydent Majchrowski stosuje zasadę powiązania „tronu” z „ołtarzem”?
Zawsze te powiązania są. Nie wiem, jak dokładnie te przepływy pomiędzy samorządem a Kościołem wyglądają w jedną stronę. Znając prezydenta Majchrowskiego przypuszczam, że są one wielokrotnie mniejsze niż życzyłby sobie miejscowy biskup i jestem mu za to wdzięczny. Natomiast nie mam bliższych informacji. W dziedzinie stosunków samorządu z Kościołem mam duże zaufanie do prezydenta. Przy prezydencie Hartmanie Kościół nie wzbogaciłby się na funduszach publicznych miasta Krakowa.
Na sam koniec, jak pan ocenia kadencję prezydenta Majchrowskiego? Bo mam wrażenie, że nieszczególnie krytykuje pan obecnego gospodarza Krakowa.
Miałbym trochę inną wizję. Prezydent idzie w sprawy wielkich inwestycji masowych, jak np. Kraków Arena w Czyżynach czy stadiony albo w rozbudowę infrastruktury drogowej – co rzecz jasna wszyscy popieramy. Wydaje mi się, że Jacek Majchrowski jest dość dobrym prezydentem, ale nie ma ambicji, aby Kraków był wielki. Wydaje mi się, że nie ma. Prezydent ma poza tym dość słabą radę miasta, bo przecież nie rządzi sam – mimo wszystko ma połowę władzy. Rada miasta jest słabiutka, tak jak lokalne struktury partyjne. Kraków nie ma wielkiego szczęścia do władz samorządowych. Było jednak w kadencji prezydenta Majchrowskiego trochę „zakorkowań”, tak jak umowa z Turkami na budowę ronda Mogilskiego czy nieszczęsny stadion Wisły. Kilka takich rzeczy można wymienić, jednak z ręką na sercu nie potrafię wyważyć osobistych win Jacka Majchrowskiego. Faktem jest, że parę rzeczy źle się ułożyło, ale prawdą jest też, że Kraków robi ogromne postępy. Nie można władzom miejskim odbierać tego, że Kraków się rozwija.