Jasne kryteria pozwalają uniknąć konfliktów w dzielnicach [Rozmowa]
O tym, czy radni dzielnicowi powinni dostawać dodatki za odbiory inwestycji i według jakich kryteriów powinni być delegowani, rozmawiamy z Aleksandrą Pohorecką ze Stowarzyszenia Pracownia Obywatelska.
Jakub Drath, LoveKraków.pl: Odbiory inwestycji przez radnych dzielnicowych stały się ostatnio gorącym tematem. Wszystko przez trwający konflikt w Radzie Dzielnicy IX. Gdzie leży problem?
Aleksandra Pohorecka, Stowarzyszenie Pracownia Obywatelska: Problem tak naprawdę dotyczy niewielu dzielnic. Sprawa wypłynęła po artykule, który ukazał się w „Dzienniku Polskim”. Chodziło o przedstawienie odbioru inwestycji, jako dorabiania sobie do diet oraz, że czasem delegowanie do odbiorów odbywa się na podstawie przyjaźni z członkami Zarządu. Po tej publikacji radni Dzielnicy IX oburzyli się na krytykę radnej Renaty Grotowskiej i zapowiedzieli jej odwołanie, argumentując to utratą zaufania.
Czy odbiory inwestycji przez radnych dzielnicowych są w ogóle potrzebne? W zdecydowanej większości nie są oni specjalistami z dziedziny budownictwa.
Radny dzielnicowy specjalistą od budownictwa wcale być nie musi. On jest specjalistą w tym rozumieniu, że jest delegowany przez mieszkańców do reprezentowania ich w ich sprawach. I w tym sensie jest kompetentny do dbania o te kwestie. Radny dzielnicowy idzie na odbiór właśnie po to, by dopilnować, czy wszystkie postulaty mieszkańców są realizowane. I z tego, co wiemy, na odbiory najczęściej chodzą radni z danego okręgu, bo opiekują się tym fragmentem dzielnicy, albo radni z komisji zajmującej się danym tematem.
Już teraz dzielnice na różne sposoby wyznaczają radnych do przeprowadzania odbiorów. I wyraźnie widać, że tam, gdzie nie ma przejrzystego systemu, pojawiają się konflikty. Dzielnica IX to nie pierwszy przypadek.
Akurat w Dzielnicy IX są dość jasne kryteria, więc ten konflikt trochę nas zaskakuje. Ale faktycznie, rady stosują kryteria, np. alfabetyczne, według okręgów czy tematycznie. Tam, gdzie są one jasno wyznaczone, konflikty zdarzać się będą rzadziej.
Który ze sposobów sprawdza się najlepiej?
To w dużej mierze wynika ze specyfiki rady. Bo czasem np. większość radnych pracuje przed południem i nie ma możliwości, by zwolnić się na kilka godzin i pójść na odbiór. W różnych dzielnicach też realizowane są różne inwestycje – są takie, gdzie tych odbiorów jest niewiele. Nie ma tu więc jednej uniwersalnej recepty.
Fundacja Stańczyka i Pracownia Obywatelska były obecne na ostatnim Konwencie Przewodniczących Dzielnic. Jakie propozycje przedstawiliście?
To były przede wszystkim propozycje dotyczące przejrzystości, czyli np. zamieszczenie na stronie internetowej dzielnicy, jakie są kryteria delegowania do odbiorów inwestycji oraz listy, kto na takie odbiory chodzi. Te informacje można co prawda znaleźć w publikowanych uchwałach, ale dla przeciętnego mieszkańca są one trudno dostępne. A naszym zdaniem taka przejrzystość przyniesie korzyść i dla mieszkańców, i dla samych rad.
Chcecie też spotkać się z radami dzielnic w tej sprawie.
Tak, chcemy porozmawiać o tych dobrych praktykach. Może taka rozmowa pomoże tym radom, które ciągle szukają sposobu, jaki system doboru wybrać. Może nauczą się czegoś od tych dzielnic, gdzie to dobrze funkcjonuje.
Pytanie, czy będą chciały. Jaki jest odbiór tych propozycji wśród radnych?
Wydaje się nam, że większość radnych faktycznie czuje, że to może być problemem. Ale część dawała nam do zrozumienia, że to raczej rozdmuchiwanie błahej sprawy, że mają inne problemy na głowie. My tutaj w żadnym wypadku nie chcemy radom szkodzić – przeciwnie, uważamy, że to ostatnie zamieszanie je osłabia i bardzo tego nie chcemy. Chcemy wzmacniać rady dzielnic i wydaje nam się, że nawet takie drobne działania, jak publikacja na stronie, mogą tutaj pomóc. Mogą ułatwić odzyskanie zaufania.
A jak oceniacie pojawiającą się propozycję, by delegacje nie były dodatkowo płatne? Cały spór toczy się o 158 zł dodatku do diety.
No właśnie, to jest tylko 158zł, niezależnie od tego, na ile odbiorów w ciągu miesiąca ktoś pójdzie. Ten problem urósł m.in. dlatego, że mieszkańcy nie wiedzą, jak wygląda dieta radnego. A decyzje w sprawie jakichkolwiek zmian w systemie wynagradzania nie leżą w kompetencji samych dzielnic.