„Jeśli mówimy o tym, że trzeba oszczędzać, to trzeba oszczędzać wszędzie” [Rozmowa]
Od ponad tygodnia znamy projekt budżetu. Jest prawie 9 miliardów do wydania – kwota rekordowa, ale chyba tylko pozornie duża, bo i tak wiele zadań się w niej nie zmieściło. Pan tam znalazł więcej rozczarowań czy dobrych wiadomości?
Jakub Kosek, Przewodniczący Rady Miasta Krakowa: To raczej standardowa sytuacja, że w budżecie więcej się nie mieści niż mieści. Zadań zgłaszanych przez jednostki jest mnóstwo, składają się one na wiele, wiele miliardów złotych i są one w większości uzasadnione, stąd konieczność podejmowania wyborów. Odpowiadając na pytanie – gdybym chciał patrzeć na konkretne zadania, mógłbym szukać rozczarowań, ale gdy patrzę na całość, widzę jeden pozytyw, który mam nadzieję, że będzie się powtarzał w kolejnych budżetach. Spada nam deficyt budżetowy w stosunku do roku poprzedniego. Liczę na to, że będzie spadał nadal, aż w końcu zaczniemy spłacać zadłużenie, bo to kierunek, w którym chcemy iść.
W projekcie deficyt jest wyliczony na poziomie 727 mln zł, ten rok zamkniemy na poziomie ok. 900 mln, wcześniej było to ponad półtora miliarda. Powinno nas to uspokajać, czy raczej Kraków ma jeszcze przed sobą długą drogę w tej dziedzinie?
Na pewno droga będzie długa, natomiast nie ma też powodów, by wyolbrzymiać tę sytuację. Ona jest zła i to wiemy. W dodatku po objęciu władzy przez nowego prezydenta zdobyliśmy kolejne informacje i okazało się, że jest gorsza, niż przewidywaliśmy. Ale nawet jeśli finalnie uchwalony budżet będzie zakładał nieco wyższy deficyt niż w pierwotnym projekcie, to kierunek jest wskazany jednoznacznie, czyli bardzo wyraźny spadek. Szkoda, że nie uda się od razu bez deficytu, ale różnica pomiędzy tym, ile miasto zarabiało, a ile wydawało, była tak duża, że trzeba to będzie zrobić w kilku krokach.
Kraków ma zyskać dzięki nowym zasadom finansowania samorządów, według informacji miasta będzie to 866 mln zł. Na czym polegają te zmiany?
Będą dwie zmiany dotyczące samorządów. Jedna to zmiana sposobu podziału środków. Ja osobiście mam do tego zastrzeżenia, ponieważ Kraków otrzyma stosunkowo niewielką subwencję oświatową np. w porównaniu do Białegostoku, a to dlatego, że jesteśmy bardziej zamożnym miastem. Niemniej jednak, trudno nie zauważyć, że rzeczywiście ogólny obraz jest na plus w stosunku do tego, co mieliśmy do tej pory. Nie mamy już takiej tendencji, by próbować ubezwłasnowolnić samorządy i tak zaplanować im wydatki, by nie miały już o czym decydować. Ten trend się odwrócił i mam nadzieję, że w kolejnych latach samorządy będą jeszcze zyskiwać. Oprócz tego mają się zmienić także zasady liczenia wskaźników środków bieżących i inwestycyjnych, a to ważny parametr, który mówi o tym, ile środków możemy jeszcze wydać.
Skoro wspomnieliśmy o inwestycjach: wydatki na ten cel spadły do poziomu poniżej miliarda złotych. W minionym roku było to ponad półtora miliarda, ale i wtedy zastępca prezydenta Andrzej Kulig wyliczał podczas sesji długą listę zadań, na które nie wystarczyło środków. Jak pan ocenia tę inwestycyjną część budżetu? Co istotnego się tam znalazło, a na co jeszcze będziemy musieli poczekać?
Przede wszystkim, jeśli mówimy o tym, że trzeba oszczędzać, to trzeba oszczędzać wszędzie. Te inwestycje zmniejszyły się właśnie z uwagi na to, iż widzimy, że nie mamy środków na to, żeby rozpoczynać kolejne zadania i musimy się zastanowić, jak uzyskać te środki. Myślę, że da się to robić i każdy dyrektor będzie w przyszłym roku odpowiedzialny za to, aby szukać jeszcze oszczędności na wydatkach, które do tej pory nie budziły żadnych kontrowersji. Bo jeśli wydajemy 10 czy 20 tys. złotych w skali 9-miliardowego budżetu, to wydaje się, że to nie ma żadnego znaczenia. Ale liczba takich operacji powoduje, że nabiera to jednak znaczenia. I dlatego liczę na to, że w trakcie trwania kolejnego roku znajdziemy oszczędności polegające właśnie na zmniejszeniu tego typu wydatków, tak aby wrócić na ścieżkę większych inwestycji. Z drugiej strony prawie miliard na inwestycje, czyli co dziewiąta wydawana złotówka, to też nie jest zły wynik. Wśród tych inwestycji są te najbardziej wyczekiwane, jak na przykład rozpoczęcie budowy nowych szkół, jest duży segment związany z oświatą czy ochroną środowiska, więc te kierunki wydają się słuszne.
Znalazły się środki m.in. na szkołę na Górce Narodowej.
Bardzo mnie to cieszy, że ta szkoła znalazła się wśród tych dużych zadań inwestycyjnych. To jest inwestycja nie tylko obiecana przez prezydenta, ale też już przygotowywana od pewnego czasu. Ale wiem, że to nie jedyna szkoła, która będzie też budowana i to jest dobra informacja dla rodziców.
Budżety dzielnic w projekcie wzrastają z 69 do 84 milionów. Czy to już pozwoli na trochę większą swobodę układania wydatków? Teraz dzielnice muszą mocno oglądać każdą złotówkę.
To, że muszą oglądać, to dobrze, bo to uczy odpowiedzialności za wydawane środki, ale z drugiej strony rzeczywiście liczba zadań, które są powierzone dzielnicom, powoduje, że obecne środki były absolutnie niedostateczne. Dość powiedzieć, że jeśli popatrzymy historycznie na budżety dzielnic, to często się okaże, że te budżety niewiele odbiegają od tego, ile wynosiły na przykład 10-15 lat temu. A zobaczmy, jak bardzo zmieniły się w tym czasie ceny, więc realne możliwości działania dzielnic znacznie spadły. Dzisiaj walczymy raczej o przywrócenie do dawnych standardów, a w przyszłości należy zadbać o to, żeby te budżety jeszcze zwiększyć. W tej puli są liczne remonty szkół, chodników, placów zabaw, terenów zielonych, dróg – bardzo szerokie spektrum, a równocześnie te dzielnice niejednokrotnie są większe niż większość miast w województwie. Zwiększanie budżetów trzeba robić etapami z obiektywnych przyczyn finansowych, ale to dobry kierunek.
Czy spodziewa się Pan, że w najbliższym roku pojawią się nowe podwyżki cen różnych usług miejskich, w tym na przykład biletów na komunikację miejską?
Jeśli chodzi o ceny usług miejskich, na pewno trzeba o tym rozmawiać i zastanowić się, jak politykę w tej dziedzinie prowadzić. Mamy dwie ścieżki. Jedna jest taka, że robimy nieduże podwyżki, ale cykliczne, symbolicznie urealniając o inflację pewne podatki czy opłaty lokalne. Lub robimy to rzadziej, ale o większe kwoty niż wynika to z inflacji. Nie ma co ukrywać, rzeczywiście jest tak, że różne opłaty u nas stoją zupełnie w miejscu, a w całej Polsce nie. Więc albo jesteśmy tak w świetnej kondycji, albo coś przesypiamy. W naszym przypadku nie jesteśmy w świetnej kondycji finansowej, więc należy się spodziewać na pewno rozmowy o tych opłatach. Nie mówiąc o tym, że pewne zmiany będą po prostu wynikać ze zmian przepisów ogólnopolskich, bo podnoszenie płacy minimalnej czy decyzja o mrożeniu lub niemrożeniu energii literalnie wprost wpływają na ceny świadczonych przez miasto usług.
Powiedzmy jeszcze na koniec, co się dzieje od momentu przedstawienia projektu budżetu. Czekają nas dwa czytania na sesjach, ale czy toczą się już jakieś rozmowy pomiędzy radnymi a prezydentem?
Do tej pory wyglądało to tak, że po złożeniu przez prezydenta projektu budżetu każdy się z nim zapoznawał i zmierzaliśmy do pierwszego czytania, czyli sesji, na której była prezentowana cała uchwała z budżetem, z tym jak będą te wydatki wyglądać, jakie są priorytety, jakie zadania się tam znalazły. Oczywiście to był też moment, w którym mieszkańcy i radni mogli powiedzieć, czego ich zdaniem tam nie ma lub co jest dobre. Po pierwszym czytaniu następował okres, w którym radni mogli przygotować poprawki, a prezydent – autopoprawkę. Na kolejnej sesji, podczas drugiego czytania, dyskusja dotyczyła już poprawek, a następnie radni głosowali za lub przeciw przyjęciu budżetu. Podobny proces przejdziemy w tym roku.
Ostateczna decyzja zapadnie w grudniu.
Tak, zakładamy, że drugie czytanie projektu budżetu odbędzie się podczas sesji zaplanowanej na 18 grudnia.