Minimalnym zwycięstem Śląska Wrocław nad Wisłą Kraków zakończył się pierwszy półfinałowy mecz Pucharu Polski. Wynik 2:1 sprawia, że przed rewanżem w Krakowie kwestia awansu do finału pozostaje otwarta.
- Nie ma co ukrywać. Jest to najważniejszy tydzień. Gramy o swoją przyszłość - słowa Tomasza Kulawika nie pozostawiały wątpliwości. Pucharowy dwumecz ze Śląskiem urósł w Krakowie do rangi wydarzenia roku i ostatniej deski ratunku. Wiślacy mieli się jej chwycić i - dzięki ewentualnemu awansowi do europejskich pucharów - rzutem na taśmę uratować tragiczny sezon. Po pierwszym starciu można powiedzieć, że wspomnianą deskę cudem złapali jedną ręką i choć na razie nie udało się podciągnąć, przed utonięciem zdołali się uratować.
A mogło być znacznie bardziej dramatycznie, bo wrocławianie w pierwszej połowie absolutnie Wisłę zdeklasowali. Wręcz wytarli nią murawę i wskazali jej miejsce w szeregu ligowców gdzieś pomiędzy GKS-em Bełchatów i Podbeskidziem Bielsko-Biała. Zanim mecz na dobre się rozkręcił, prowadzili już 2:0, po pięknym uderzeniu Soboty i jeszcze lepszym Mili z rzutu wolnego. Niewiele brakowało, by po kolejnym fragmencie mogli planować już występ w finale. Ćwielong trafił jednak w słupek, a strzał bardzo aktywnego Soboty obronił Pareiko.
Zawodnicy Kulawika byli w tym okresie całkowicie bezradni, rozpaczliwie wybijali piłkę z własnego pola karnego. Gdyby tylko była taka możliwość, poprosiliby o przerwę na żądanie, by pozbierać myśli. Wydawało się, że kolejne gole dla gospodarzy są wyłącznie kwestią czasu. Tymczasem wystarczył jeden błąd Marcina Kowalczyka i w konsekwencji gol Patryka Małeckiego, by po zmianie stron obraz gry uległ całkowitej odmianie.
Nie można wprawdzie mówić o dominacji Wisły, ale Śląsk zupełnie stracił panowanie nad boiskowymi wydarzeniami. Wiślacy zwietrzyli swoją szansę na odwrócenie wyniku. Agresywniej zaatakowali gospodarzy i przenieśli ciężar gry na ich połowę. Do końcowego gwizdka trwała emocjonująca walka cios za cios, w której obie strony mogły wyprowadzić nokautującego prawego sierpowego. Brak precyzji i szczęścia zadecydował, że wszystkie uderzenia wylądowały na gardzie i wynik już się nie zmienił.
Przed rewanżem daje to tylko minimalnie większe szanse na awans mistrzom Polski. Gol zdobyty na wyjeździe utrzymuje zespół Kulawika w grze, a kibicom daje pretekst do zarezerwowania biletów na decydujące starcie. Emocji nie zabraknie, a jeśli krakowianie w przyszłą środę pokażą oblicze z drugiej połowy, wszystko jest jeszcze możliwe.
Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 2:1 (2:0)
Sobota 9', Mila 13' - Małecki 51'
Śląsk: R.Gikiewicz - Socha, Kowalczyk, Kokoszka, Pawelec (84' Ostrowski) - Kaźmierczak, Cetnarski (89' Elsner) - Sobota, Mila, Ćwielong - Mouloungui (54' Gikiewicz)
Wisła: Pareiko - Jovanović, Głowacki, Chavez, Bunoza - Wilk, Sobolewski - Małecki, Iliev (80' Sikorski), Kosowski (70' Sarki)- Genkov (46' Boguski)
Sędziował: Paweł Pskit (Zgierz)
Żółte kartki: Socha - Bunoza