Kapitan Wisły: Spadły na nas wszystkie plagi egipskie, ale to nas hartuje [Rozmowa]

W sobotę Biała Gwiazda rozbiła Arkę Gdynia 5:1, a w środę czeka ją rewanżowy mecz o półfinał Pucharu Polski z Lechem Poznań. – Ostatni wynik nie może nas uśpić – podkreśla Arkadiusz Głowacki.

Michał Knura, LoveKraków.pl: Z Arką nie zaczęliście dobrze, ale końcowy wynik był imponujący.

Arkadiusz Głowacki: Po meczu z Pogonią byliśmy źli na siebie, że tam rezultat był aż tak bardzo niekorzystny. Wiedzieliśmy jednak, że w czasie ostatniego tygodnia spadły na nas wszystkie plagi egipskie i ten rezultat był apogeum złego, które nas dosięgło. Cel na Arkę był prosty – szybko wstać na nogi, odbić sobie porażkę w Szczecinie. Co prawda początkowy wynik na to nie wskazywał, ale końcowy bardzo nas satysfakcjonuje.

Przełomowym momentem była obrona strzału Dariusza Zjawińskiego przez Łukasza Załuskę. Od razu po tej akcji wyrównaliście.

Mieliśmy bardzo niemrawy początek. Dobrze się stało, że Łukasz wybronił tę sytuację, to doda mu pewności siebie.

Rafał Boguski strzela przy Reymonta jak szalony. Co z nim zrobiliście?

Śmiejemy się, że już podpisuje piłki, z którego meczu jest dany hat-trick. To naprawdę jest wyczyn, a „Boguś” jak mało kto zasługuje na pochwały, które teraz na niego spływają.

Na treningu jest równie skuteczny?

Ostatnio nie miał wielu okazji, by się wykazać (śmiech). To jest profesjonalista. Zawodnik, który należycie podchodzi do zawodu, prędzej czy później odpala z formą.

Już w środę zagracie z Lechem o półfinał Pucharu Polski, który pokazał siłę w meczu z Zagłębiem Lubin. Zapowiada się bardzo ciekawy mecz, bo forma obu drużyn idzie w górę.

Lech robi wrażenie nie tylko wynikami, ale bardzo skuteczną grą. Wszystko im wychodzi, są bardzo pewni w swoich poczynaniach. Nam mecz z Arką też doda wiary w siebie, ale mam nadzieję, że nie za bardzo. Mówiliśmy w szatni, że ostatni wynik nie może nas uśpić. Mamy świadomość naszych zalet i wad.

W Lechu jest wiele ofensywnych zawodników, którzy bardzo dobrze wywiązują się z zadań defensywnych. To jest ich siła – mało bramek tracą, a strzelają ich sporo. Nowy trener stworzył kolektyw – zawodnicy, którzy wolą grać do przodu, dobrze bronią.

To będzie kluczowy mecz w tym okresie?

Dla nas każdy taki jest. Spoglądaliśmy w tabelę przed meczem z Arką i widzieliśmy, że mamy szansę poprawić sytuację. Gdyby jednak wydarzyło się coś złego, to zakopalibyśmy się w dolnej części. Jedyne, co możemy zrobić, to tylko dobrze się skoncentrować. To jedno spotkanie, więc wszystko może się zdarzyć.

Miał Pan kiedyś taką huśtawkę - od 2:6 do 5:1?

Ostatnio w Wiśle jest spora huśtawka nastrojów. Najpierw siedem meczów z rzędu przegranych, potem seria dziewięciu bez porażki, 2:6, 5:1… Może to jest jakieś doświadczenie, które hartuje i w przyszłości coś da.

Znów zagrał Pan na środku z Alanem Urygą. Widać, że dużo ze sobą rozmawiacie.

Trzeba docierać się na boisku. Zdarzają się błędy, może brakuje trochę zrozumienia. Jak dłużej gra się na stoperze z jednym partnerem, to dla drugiej osoby schematy zachowań stają się bardziej jasne. Alan doskonale wie, co ma robić. Wymieniamy uwagi na temat przeciwnika i próbujemy rozwiązywać te sytuacje na noszą korzyść.

Alan mówi, że chciałby zostać na tej pozycji i nie grać już jako defensywny pomocnik. To dobry materiał na środkowego obrońcę?

Ma wszystko, żeby grać dobrze na tej pozycji. Potrzeba mu meczów i pewności siebie. Zadziwi niejednego z nas, jak to zdobędzie.