Kierowcy MPK skarżą się na kontrolę punktualności
Związkowcy MPK oburzają się na kontrole czasu odjazdu. Przekonują, że powinni być mniej sprawdzani i najlepiej na ich warunkach. Z argumentacją nie zgadza się ani ZIKiT, ani miejski przewoźnik.
W maju związkowcy z Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego wysłali co najmniej dziwny list do Jerzego Marcinko, dyrektora ZIKiT. Dokumentem skierowanym do szefa miejskiej jednostki chwalą się nie tylko na swojej stronie internetowej, ale wieszają również kopie także na terenie zakładu pracy.
Andrzej Dąbek, przewodniczący NSZZ Kierowców i Motorniczych MPK w Krakowie, ma wiele zastrzeżeń do pracy ZIKiT. Na wstępie listu wypomina, że w sprawie naprawy zatok przystankowych i torowisk „mało zostało poprawione, nie licząc zmiany dyrektora ZIKiT”.
Nie dla kontroli czasów odjazdu
Po pierwsze związkowcy nie chcą godzić się na kontrolę punktualności tramwajów i autobusów. „Z taką punktualnością, jaka jest wymagana przez Wasz Zarząd nie latają nawet samoloty, a co dopiero pojazdy komunikacji miejskiej” – pisze Dąbek i dodaje później, że rozkłady jazdy są źle opracowane. Zarzuca także urzędnikom złośliwość w sposobie przeprowadzania audytu.
– Sprzeciwiamy się sposobowi przeprowadzenia kontroli. Zasada jest taka, że na rozkładach wewnątrz pojazdów mamy tylko wyznaczone przystanki, z których możemy kontrolować nasz przelot i czas odjazdu. Są przystanki, które nie zostały ujęte i zazwyczaj tam ZIKiT przeprowadza kontrole – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl Andrzej Dąbek.
Postulat jednak jest nietrafiony. Adresatem zażalenia powinien być prezes MPK, bo to jego pracownicy odpowiadają za dostarczenie kierowcom tzw. „brygadówki”, czyli rozkładu jazdy dla kierującego tramwajem czy autobusem. Dla przykładu: kierowcy Mobilisa mają podany czas odjazdu z każdego przystanku.
Piotr Hamarnik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu tłumaczy, że kontrole są przeprowadzane na losowych przystankach, a urzędnicy nie mają wglądu w papiery kierowcy znajdujące się w kabinie. – Sprawdzanie czasów odjazdu przeprowadza pracownik ZIKiT wspólnie z inspektorem MPK. Taki system obowiązuje od 2006 roku i nic się od tego czasu nie zmieniło – dodaje.
Sprawdzanie poza godzinami szczytu
Przewodniczącemu związku nie podobają się także godziny, w których przeprowadzane są kontrole. „Praktyki stosowane przez pracowników ZIKiT-u doprowadzone są do absurdu. Kontrole są przeprowadzane tylko tam, gdzie przeważnie nie występują utrudnienia, unikając miejsc o dużym natężenie ruchu. Inspektorzy ZIKiT-u kontrole wykonują zazwyczaj w godzinach oraz kierunkach nie związanych ze szczytem komunikacyjnym” – przekonuje Dąbek.
ZIKiT nie zgadza się z argumentacją związkowca. – Kontrolujemy w szczycie i poza nim. Konsekwencje wobec kierujących można wyciągnąć tylko wtedy, jeśli pojawiły się przyczyny od nich zależne. Nigdy nie karzemy za to, że autobus stoi w kroku – mówi Piotr Hamarnik.
Beznadziejny stan infrastruktury
Jedynym zarzutem, który może kierować pod adresem ZIKiT-u Andrzej Dąbek, powinien być zły stan infrastruktury. Związkowiec słusznie pisze do dyrektora miejskiej jednostki, że w mieście mamy fatalny stan niektórych zatok przystankowych oraz torowisk.
Przedstawiciel Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego nie chciał komentować listu związkowców.