Kolegium krakowskich uczelni ws. koronawirusa. Wstrzymane wyjazdy i konferencje naukowe
To nie wszystko. Zarówno studenci, jak i pracownicy naukowi, którzy w ciągu ostatniego tygodnia wrócili z takich krajów jak Włochy czy Korea Południowa, są na czas dwóch tygodni zwolnieni z osobistego stawiennictwa na zajęciach. Rektorzy zalecają pracę zdalną.
Władze krakowskich uczelni sugerują również, aby odwołać lub przenieść na inny termin międzyuczelniane uroczystości czy konferencje naukowe.
Problem w akademiku?
Do naszej redakcji napisała również studentka UJ, która mieszka w akademiku. Pani Magdalena obawia się zarażenia, ponieważ niedawno do domu studenckiego wprowadziły się osoby, które pochodzą z regionów, gdzie występuje wirus.
– Te osoby nie zostały przebadane przed zameldowaniem tutaj i nikt się nie zainteresował ich stanem zdrowia – informuje pani Magdalena.
– Jak wiadomo, ten wirus daje objawy dopiero po trzech tygodniach od zarażenia, ale sama osoba zarażona w tym czasie może już zarażać. Akademik to jest ogromne skupisko ludzi, Korytarze, kuchnie czy windy – wszędzie dochodzi do kontaktu setek ludzi dziennie, a nawet więcej. Boję się o siebie i nie wiem, jak uczelnia/akademik może tak bagatelizować te sprawę – pisze studentka. Chodzi o kilka osób z Korei Południowej.
Jak mówi Adrian Ochalik, osoby, o których mowa, nie są zagrożeniem. – W akademiku mieszkają od ponad 14 dni, więc, zgodnie z informacjami Głównego Inspektora Sanitarnego, minął już czas wylęgania się wirusa, a objawów nie ma – zaznacza rzecznik prasowy Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ochalik dodaje, że UJ na bieżąco informuje studentów o procedurach. Dla przykładu 25 lutego został wysłany mail m.in. o tym, że w toaletach uczelnianych pojawia się żele do dezynfekcji rąk, a w apteczkach maseczki. Żacy dostali również wskazówki, co robić, gdyby u kogoś pojawiły się objawy wirusa.
Sekta
A wracając do Korei. Przez kilkanaście dni zarówno władze Korei Południowej, jak i media zastanawiały się, skąd taki wzrost zarażeń koronawrisurem. 2 marca azjatycki oddział BBC News poinformował o tym, że ognisko zarażeń pojawiło się wśród członków sekty – Shincheonji Kościoła Jezusa. Obecnie ponad połowa zarażonych to właśnie członkowie sekty. Władze uważają też, że pacjentką zero była 61-letnia kobieta, członkini grupy religijnej.
W poniedziałek Lee Man-hee, 88-letni przywódca duchowy, przepraszał na kolanach społeczeństwo i tłumaczył, że to, co zrobili, nie było celowe. Mówił też, że obawiali się o bezpieczeństwo członków „kościoła” i dlatego zachowali w tajemnicy zachorowania.