Kolejna rocznica pożaru miejskiego archiwum. Skala strat była ogromna

– Kiedy braliśmy dokumenty do rąk, rozsypywały się w pył – przekonywali biorący udział w akcji ratowania akt ze spalonego archiwum. Skala strat okazała się ogromna.

W czwartek 6 lutego miną cztery lata od pożaru miejskiego archiwum. Krakowska prokuratura przekonuje, że zna jego przyczynę, ale na ten moment nie może jej ujawnić. Przypomnijmy, że ówczesny prezydent Krakowa Jacek Majchrowski powołał zespół do spraw zabezpieczenia archiwaliów, wydobytych ze zniszczonych magazynów. Raport z jego prac pokazuje ogrom strat.

Aleksandra Ciesielczyk była na miejscu katastrofy dzień w dzień przez cztery miesiące. W trakcie tych wizyt powstało ponad 14 tysięcy zdjęć. Na niektórych widać nie dokumenty, a popiół. Inne przedstawiają półki, na których akta są ułożone w równych rządkach. Wydawać by się mogło, że dokumentom nic się nie stało. – Ale gdy braliśmy je do rąk, rozsypywały się w pył – mówiła w czasie konferencji Ciesielczyk. – Ogień i wysoka temperatura doprowadzały do dezintegracji papierowego podłoża: w całości, częściowo; zniekształcały tworzywa sztuczne; topiły nośniki cyfrowe, które też były obecne w materiałach archiwalnych. Skrajnie wysoka temperatura doprowadzała również do odkształcania się stropów i przewracania się regałów – odtwarzała przebieg zdarzeń ekspertka.



Zniszczone hale magazynowe rozebrano. Pozostały jedynie fundamenty. Z pożaru ocalał budynek administracyjny oraz korytarze, łączące go z halą nr 3. W archiwum magazynowano m.in. dokumenty z wydziału spraw społecznych czy z wydziału architektury krakowskiego magistratu. Z publikacji medialnych wiemy, że wśród archiwaliów były też m.in.: książka meldunkowa noblistki Wisławy Szymborskiej oraz koperta dowodowa pisarza Stanisława Lema.

Jutro, 6 lutego, w kolejną rocznicę pożaru, opublikujemy wywiad z Sekretarzem Miasta Krakowa Antonim Fryczkiem, który przewodniczył miejskiemu zespołowi do spraw zabezpieczenia wydobytych z hal dokumentów.