Kolejna rozprawa w sądzie. Szef krakowskiej KO pozwany za materiał o inicjatorach referendum
Rozprawa w trybie referendalnym
W środę w Sądzie Okręgowym w Krakowie rozpoczęła się sprawa w trybie referendalnym. Wytoczył ją Wojciech Jakubowski – jeden z inicjatorów referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz rady miasta.
W sądzie reprezentuje go Jan Hoffman, radca prawny i jeden z liderów komitetu referendalnego.
Po drugiej stronie stanął Szczęsny Filipiak – przewodniczący krakowskiej Koalicji Obywatelskiej i doradca Krakowskiego Holdingu Komunalnego, największej miejskiej spółki. Sprawa dotyczy wpisu opublikowanego przez Filipiaka na Facebooku.
Adwokat wnioskował o odroczenie, sąd odmówił
Rozprawa rozpoczęła się od wniosku adwokata Szczęsnego Filipiaka, Jarosława Jezierskiego. Chciał, aby rozprawa odbyła się dopiero w czwartek, argumentując, że nie otrzymał elektronicznie załącznika dotyczącego sprawy.
– Wczoraj o godzinie 13 przekazaliśmy wszystko do sądu. Po to jest tryb referendalny, aby sprawy były rozstrzygnięte do 24 godzin. Odraczanie do jutra byłoby niezasadne – odpowiedział Jan Hoffman.
Sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie Krzysztof Dyl nie przychylił się do wniosku pełnomocnika Szczęsnego Filipiaka. Dał mu 30 minut na zapoznanie się z materiałami.
O co chodzi w sporze?
Jak tłumaczył Jan Hoffman podczas przerwy w rozprawie, sprawa dotyczy wpisu opublikowanego przez Szczęsnego Filipiaka na Facebooku – wcześniej niż analogiczny materiał Anny Bałdygi, który był przedmiotem innej rozprawy relacjonowanej dwa dni wcześniej.
– Ten filmik sugerował, że inicjatorzy referendum to są osoby, które dopuściły się w przeszłości różnych niecnych czynów. Ja nie chcę ich przytaczać, bo myślę, że tutaj mogłoby dojść do naruszenia mojego mandatu – powiedział Hoffman.
– Niewątpliwie mamy tutaj do czynienia z tego typu wypowiedziami, które w ocenie mojego mandanta są naruszającymi jego dobra osobiste, bo przypisują mu po prostu, czy sugerują, że on albo sam, albo znajduje się w takiej grupie osób, które mogą się dopuścić czynów daleko odbiegających od jakichkolwiek etycznych standardów, a wręcz naruszających przepisy prawa.
Czego domaga się inicjator referendum?
Szczęsny Filipiak film już usunął, więc strona powodowa nie wymaga jego usunięcia. Ponieważ jednak to Filipiak opublikował materiał pierwotnie – a nie tylko go udostępnił – zakłada się, że nadal jest w jego posiadaniu.
– Niezwykle ważne jest to, żeby sąd zakazał mu rozpowszechniania tego konkretnego filmu – mówił Hoffman. – Niestety nie można zakazać rozpowszechniania różnych innych wariacji, które mogą się pojawić, ale tutaj mój mandant wierzy, że takie rozstrzygnięcie będzie odstraszająco tutaj działać.
Wojciech Jakubowski domaga się również przeprosin i zadośćuczynienia, ale nie na swoją rzecz – tylko na rzecz organizacji charytatywnej. Wskazał Fundację Centrum Praw Kobiet z Warszawy. Kwota to 3 tysiące złotych.
„Całe szczęście, że istnieje tryb referendalny”
Jan Hoffman odniósł się również do pojawiających się w komentarzach publicznych głosów, że pozwy są elementem promocji referendum, a nie walki o przeprosiny czy kwestie prawne.
– Całe szczęście, że istnieje ten tryb referendalny, całe szczęście, że istnieje też tryb wyborczy – powiedział.
Według niego tryb referendalny pozwala na to, by pewne rzeczy były prostowane w trakcie kampanii, a nie dopiero po latach.
– Występowanie z takim wnioskiem zawsze musi być odpowiedzią na jakąś reakcję. To nie jest tak, że ktoś sobie wymyśli: dzisiaj może pozwijmy drugą stronę. Musi być jakiś materiał, jakiś przedmiot – dodał Hoffman.
– Moim zdaniem przedmiot żądań pana Jakubowskiego ma bardzo solidne podstawy faktyczne. Zresztą świadczy o tym fakt, że w innej sprawie druga strona zawarła ugodę, w wyniku której doszło do sformułowania przeprosin.
Pełnomocnik podkreślił, że takie materiały nie powinny mieć miejsca – i to przez żadną ze stron. – Każda ze stron powinna trzymać się uczciwej dyskusji – podsumował.