Kolejny krok do upiększenia Rynku Głównego

Powoli, ale zbliżamy się do estetycznego ładu przynajmniej w obrębie Rynku Głównego. Po wyeliminowaniu z przestrzeni szyldów, reklam oraz tablic świetlnych przyszedł czas na uregulowanie kwestii ogródków kawiarnianych. Przedsiębiorcy mają się przystosować do nowych reguł do 30 czerwca.

Letnie ogródki według jednych tworzą klimat miasta, drudzy natomiast sobie ich nie życzą. W ostatnich konsultacjach społecznych pojawiły się postulaty, by ograniczyć ich działalność do godziny 22.00. Na to jednak prezydent się nie zgodził. W zamian urząd miasta zaproponował właścicielom stworzenie procedur, które pozwolą na podwyższenie standardów estetycznych na głównym placu miejskim.

– Zniknie kolorowe oświetlenie, parasole staną się jednakowe, częściej i dokładniej będzie sprzątane, ujednolicimy również roślinność – mówiła wiceprezydent Magdalena Sroka. Urzędnicy zdradzili, że wypracowanie kompromisu było czasochłonne i dość trudne, ale najważniejsze, że zakończyło się sukcesem. – Przedsiębiorcy mają czas do 30 czerwca, aby w szczycie turystycznym wszystko już było dostosowane – dodaje Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa.

Co się zmieni?

Znikną wszelkiego rodzaju podesty, plandeki, sztuczna trawa, ale też urządzenia gastronomiczne jak choćby bary czy lodówki z napojami. W ogródkach na Rynku nie obejrzymy już żadnego meczu, gdyż procedura wyklucza umieszczenie jakichkolwiek odbiorników i sprzętu audio. „Nie dopuszcza się kolorowego oświetlenia oraz emisji czerwonego światła z promienników cieplnych” – czytamy w dokumencie. W ogródkach będą mogły być używane zwykłe żarówki oraz halogeny.

Zamiast łączonych dużych stołów ustawiane będą meble typowo kawiarniane. Szczegółowo opisane są również kwietniki oraz ogrodzenia. Parasole powinny być szare, beżowe lub białe, bez reklam i grafik na czaszy. Nadal na lambrekinach będą mogły widnieć logo sponsora i nazwa restauracji.

Czy faktycznie potrzebne były te wszystkie zmiany? Poprosiliśmy o opinię Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. – Generalnie ogródki mi odpowiadały. Zastrzeżenia miałem wtedy, gdy właściciele chcieli je utrzymywać bez względu na porę roku. Pojawiały się wtedy grzejniki i palniki gazowe. Nie wyglądało to estetycznie – mówi Jan Janczykowski.

Aleksander Miszalski, radny miejski i dzielnicy I cieszy się z takiego rozwiązania. – Takie działania należy tylko chwalić. O to walczyliśmy, ponieważ niektóre ogródki były po prostu kiczowate – mówi. Problemem jednak, według Miszalskiego, pozostaje kwestia płatności za postawienie ogródka. Samorządowiec chce, by przedsiębiorców obowiązywały ceny rynkowe. – 30 złotych za metr kwadratowy na dzień to śmieszne pieniądze, zwłaszcza patrząc na to, jaki jest dzienny utarg – dodaje. Na razie nie znikną charakterystyczne żółte parasole, pod którymi swój biznes prowadzą kwiaciarki.