Komendant Straży Miejskiej: "Mandaty są i będą wystawiane. Rzecz w tym, by były celowe"
Na początku roku poznaliśmy nowego komendanta Straży Miejskiej, którym został Adam Młot. Nowy szef strażników zapowiedział przeprowadzenie gruntownych zmian w funkcjonowaniu jednostki. Po kilku miesiącach od objęcia stanowiska rozmawiamy z komendantem o tym co już zrobił, o planach na przyszłość i pomyśle likwidacji służby.
Michał Rodak: Minęły ponad trzy miesiące odkąd wszedł Pan do jednostki i zaczął nią zarządzać. Jak Pan ocenia ten okres? Czy na początku coś Pana zaskoczyło?
Adam Młot: Przede wszystkim okazało się, że plotką jest wiadomość jakoby weekend wypadał co tydzień. Odkąd objąłem stanowisko komendanta mam go zdecydowanie rzadziej. Poza tym trzeba było zmierzyć się z samą pracą. Pierwsze miesiące poświęciłem na zapoznanie się z jednostką. Był to bardzo intensywny okres.
W oczach mieszkańców straż miejska jest instytucją, która służy tylko wystawianiu mandatów. Prezydent Majchrowski mówił jednak, że chciałby zmiany tego wizerunku. Czy udaje się Panu zatem zmieniać oblicze straży miejskiej?
Rozumiem, że strażnik ma być mniej krwiożerczy.
Pewnie tak.
W minionych latach programy straży miejskiej i plany działania sugerowały, że celem pracy strażnika jest osiągnięcie określonego wyniku statystycznego. Na przykład 70 procent wykonalności służby lub 90 procent restrykcyjności. Ja widzę to inaczej. Celem pracy strażnika nie może być jedynie wystawianie mandatów, zakładanie blokad, czy kierowanie wniosków do sądu. Jego celem jest zapewnienie ładu, porządku i bezpieczeństwa w rejonie, w którym pełni służbę.
Nie łudźmy się. Mandaty są i będą wystawiane. Cała rzecz w tym, by były celowe. Strażnik ma przede wszystkim pomagać ludziom.
Niedawno miało miejsce zdarzenie opisywane przez prasę. Mieszkaniec miał słuszne zastrzeżenia do zachowania patrolu, który nieodpowiednio zareagował na kolizję drogową.
Oczywiście to nie do strażników miejskich należy obowiązek likwidacji zdarzenia drogowego, czy rozliczanie kierowców za wypadek. To jest zadanie służb policyjnych Wydziału Ruchu Drogowego. Należało po prostu zaproponować pomoc, wezwanie policji, czy służb ratowniczych. Takiej postawy oczekuję od moich funkcjonariuszy.
Zostały wyciągnięte jakieś konsekwencje wobec tych strażników, którzy nie zatrzymali się na miejscu zdarzenia?
Odbyła się z nimi rzeczowa rozmowa. Jestem przeciwnikiem karania za pierwszy błąd. Każdy ma do niego prawo. Nie jest grzechem błądzić, grzechem jest trwać w błędzie. Poza tym, rozmowa dyscyplinująca też jest rodzajem kary.
Rozumiem, że poprawę oblicza straży miejskiej w oczach mieszkańców chce Pan przeprowadzić poprzez zmianę podejścia strażników do wykonywanej pracy?
Przez zmianę ukierunkowania na występujące problemy. Na ujawnione nielegalne wysypiska czy awantury, musi nastąpić szybka reakcja straży. To sami funkcjonariusze będą decydować, czy należy pouczać, prosić, nakładać mandaty, czy kierować wnioski do sądu.
Zapowiadał Pan również nacisk na pracę strażników rejonowych, ściśle współpracujących z policjantami dzielnicowymi.
Nie chodzi o nacisk. Idea programu strażnika rejonowego jest dobra i słuszna. Potwierdzają to zresztą samorządy dzielnicowe, zadowolone z ich pracy.
Obecnie jest ich siedemdziesięciu, a to trochę mało. Właśnie wystartował nabór do pracy w naszej jednostce. Trzeba będzie wyszkolić kandydatów i pouzupełniać stany etatowe. W tej chwili brakuje nam około trzydziestu osób. Chciałbym, aby strażników rejonowych było dokładnie dziewięćdziesięciu dwóch. Chodzi o to, aby na dwóch dzielnicowych wypadał przynajmniej jeden strażnik rejonowy oraz o to, aby ich współpraca przynosiła wymierne efekty. Aby wiadomo było, kto pracuje w danym rejonie oraz z kim dzieli odpowiedzialność za ład i porządek.
A co z reformą strukturalną jednostki, o której było dość głośno na początku stycznia? Czy ona już się odbyła, czy jest to proces rozłożony na kilka miesięcy?
Nastąpi to raczej z końcem lata. Pierwsze trzy miesiące poświęciłem na ogląd i ocenę sytuacji. Teraz przystępujemy do przeprowadzenia zmian, które będą polegały na decentralizacji władzy w straży miejskiej.
Jednostka liczy nominalnie 450 funkcjonariuszy. Taką instytucją, mówiąc kolokwialnie, nie można sterować ręcznie zza biurka komendanta. Tymczasem działalność straży miejskiej opierała się dotąd na scentralizowanych referatach np. wykroczeń, ruchu drogowego, ekologicznych i profilaktyki.
Naczelnicy poszczególnych oddziałów byli mocno „ubezwłasnowolnieni”. A powinni być gospodarzami swojego terenu i za niego odpowiadać. Żeby tak było muszą mieć do tego instrumenty. Chcę doprowadzić do sytuacji, w której konkretny naczelnik odpowiada za stan porządku i bezpieczeństwa u siebie. Ale musi mieć przygotowany precyzyjny plan działania. Ja będę go rozliczał z osiągniętych efektów.
Zaczęliśmy już rozmawiać o ilości nakładanych mandatów, z powodu której powstała „mini wojna” na koniec zeszłego roku. Odszedł po niej komendant Wiaterek. Jak to wyglądało?
Tendencja przykładania do wszystkiego statystyk jest po części tendencją ogólnopolską i dotyczy wszystkich służb. Nieprawidłowości zostały poniekąd wprowadzone razem z zastosowaniem norm europejskich ISO. Tam wszystko musi być przeliczalne. Na każde zagadnienie, temat, czy zadanie – musi istnieć cyferka określająca ocenę.
Nie wszystko da się jednak ocenić liczbowo. Jeśli ktoś stara się za wszelką cenę wszędzie przyłożyć cyferkę, to wkrótce staje się ona deprawująca i może mieć odwrotny skutek. Podobnie jest w służbach ochrony. Jeżeli ochrony sklepowe nagradzane są od złapanego złodzieja, to są w stanie „zrobić” złodzieja z każdego człowieka, tylko po to, aby otrzymać premię. Jest to kryminogenne zjawisko. Nie wolno w ten sposób stawiać zadań.
Podobno nie było to tak, że komendant Wiaterek wystawił dokument wprost mówiący o konieczności występowania określonej ilości mandatów. Błąd był raczej w rozumieniu i interpretacji pewnych dokumentów?
Nie tylko w rozumieniu. W dokumentach planistycznych cyferki też występowały. Było tam napisane, że wykonalność służb musi osiągnąć poziom 70 procent, a restrykcyjność w priorytetowych zadaniach poziom 90 procent.
Restrykcyjność to nakładanie mandatów i kierowanie wniosków do sądu. Takie postawienie zadań w planie pracy powodowało wypaczenia. Doszło do sytuacji, w której w jednym z oddziałów naczelnik wyprodukował pisma, w których surowo napominał strażników. Mówił im, że spada wykonalność służb przez ich przebywanie na zwolnieniach lekarskich w okresie jesienno-zimowym. Czy to oznacza, że mają szybciej chorować?
Jakiś czas temu pojawił się wątek, dotyczący likwidacji straży miejskiej. Nawet niektórzy politycy, którzy tworzyli ustawę o straży miejskiej mieli pewne wątpliwości co do jej obecnego kształtu i funkcjonowania. Dlaczego zatem, według Pana, nie wolno likwidować straży miejskiej?
Przeciwnie, wolno, żyjemy w wolnym i demokratycznym kraju. Ale uważam, że nie powinno się tego robić. Bo wszystko zależy od indywidualnej sytuacji oraz od tego, czy straż spełnia swoją rolę. Wydaje mi się, że pomimo krytycznych uwag, w Krakowie Straż Miejska spełnia ją dobrze.
Oczywiście zawsze komuś nie będzie podobało się to, że założono mu blokadę na koło, wystawiono mandat albo wywieziono samochód na strzeżony parking za to, że blokował wyjazd lub torowisko. Jest jednak szereg przepisów prawa lokalnego, które ktoś musi od obywateli egzekwować. Poczynając od ekologii, a kończąc na drobnych wykroczeniach, takich jak np. spożywanie alkoholu w miejscach publicznych.
Policja zajmuje się przestępstwami, dlatego inna służba musi przeciwdziałać popełnianym wykroczeniom. Są to przede wszystkim kwestie porządkowe. Jeżeli zlikwidujemy Straż Miejską, wszystkie te obowiązki będzie musiała przejąć Policja.
O błędach w funkcjonowaniu mówił były poseł Jerzy Dziewulski. Wspominał, że strażnicy miejscy są sfrustrowani, ponieważ chcą być tak samo postrzegani i szanowani jak policjanci. W dłuższej perspektywie dążą natomiast do tego, aby dostać do ręki broń.
Pamiętam jak poseł Dziewulski twierdził, że każdy policjant powinien rozłożyć broń w trzy sekundy, a w sześć sekund przebiec sto metrów. Dwanaście lat temu wypowiedział się, że strażnicy miejscy nie mają prawa do kontroli pojazdów. Nawoływał do bojkotowania takich działań. Poseł zapomniał jednak doczytać, że w strefie, w której obowiązuje zakaz ruchu w obu kierunkach, strażnicy mają pełne prawo do interwencji. Traf chciał, że doszło wtedy do potrącenia strażnika miejskiego. Kierowca fantastycznego BMW, który o mało co nie rozjechał jednego ze strażników, powiedział wtedy, że to pan poseł nawoływał do bojkotu. Proszę więc o inny przykład.
Przejdźmy zatem do zakończonego w Krakowie okresu grzewczego. Z jego podsumowania wynika, że nałożono w sumie 72 mandaty na kwotę 8 550 złotych. Oznacza to, że średnia kwota mandatu wyniosła 118 - 119 złotych. Pojawiły się głosy, że nie jest to wielka kara dla osób, które zatruwają nam środowisko. Z drugiej jednak strony, najczęściej są to osoby biedne.
Zgadza się. Proszę pamiętać, że Straż Miejska nie zlikwiduje problemu smogu. Problem ten dotyczy pyłu zawieszonego w powietrzu, który jest w większości przypadków produkowany przez legalne źródła opału. Jest to niskiej klasy węgiel, czy też drewno opałowe. My kontrolujemy spalanie odpadów – plastikowych butelek, czy drewna rozbiórkowego z okien i mebli, które zawierają substancje trujące.
Powiedziałem kiedyś pewnemu panu po telewizyjnym programie „Bez krawata”, w którym problem przyznawania maksymalnych mandatów również wyniknął, że zapraszam go do udziału w patrolu i decydowaniu o wysokości nakładanej grzywny. Trzeba mieć świadomość, że większość ujawnianych przypadków dotyczy spalania stolarki okiennej, czy mebli, w sytuacjach, w których ludzi po prostu nie stać na opał. Owszem, mogliśmy nałożyć nawet 500 złotych mandatu. Po pierwsze, byłby on nieściągalny, a po drugie nieludzki. Ja na to nie pozwolę.
Wróćmy jeszcze do wątku o rzekomej frustracji funkcjonariuszy. Czy uważa Pan, że strażnicy miejscy powinni mieć broń?
Według mnie, w tej chwili nie ma takiej potrzeby. Zgodnie z przepisami strażnicy mogą posiadać broń przy wykonywaniu konwojów pieniężnych oraz przy ochronie obiektów. Ale w Krakowie Straż Miejska takich zadań nie realizuje. Przy tych zadaniach, które mamy do wypełnienia, ja takiej konieczności w tej chwili nie widzę.
A jaki jest według Pana największy problem, który trzeba by było rozwiązać w jak najszybszym czasie? Czy jest to może smog lub ograniczenie ruchu w centrum miasta?
Jest ich wiele, ale odpowiem nieco żartobliwie… Boli mnie serce, że koncert Paula McCartneya odbędzie się w Warszawie. Sir Paul powinien zagrać w Krakowie!
fot. Paweł Krawczyk/krakow.pl