Komitet referendalny zawiadamia prokuraturę. „To nie happening”

Członkowie komitetu referendalnego w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta Krakowa złożyli zawiadomienie do prokuratury. W ich ocenie pokrzywdzone są dwie osoby.

Zawiadomienie do prokuratury złożył pełnomocnik komitetu, radca prawny Rafał Zontek. Jak wyjaśniał, sprawa nie dotyczy zwykłej sprzeczki czy naruszenia nietykalności, lecz przestępstwa przeciwko referendum. 

Mowa o wydarzenia do jakiego doszło w niedzielę przed kościołem księży misjonarzy. Szerzej o tym w dalszej części tekstu. 

To nie jest żadne prywatne oskarżenie, że ktoś komuś ubliżył. Zbieranie podpisów nie jest happeningiem ani akcją towarzyską. To czynność sformalizowana, prowadzona w trybie przewidzianym przez prawo i podlegająca ochronie.
Rafał Zontek, pełnomocnik komitetu referendalnego

Zontek powołał się na przepisy kodeksu karnego dotyczące ochrony wyborów i referendów.

– Prawo jasno wskazuje, że zarówno wybory, jak i referendum oraz czynności przygotowawcze, w tym zbieranie podpisów, są chronione. Utrudnianie ich przebiegu jest ścigane z oskarżenia publicznego – podkreślił.

Prawnik zaznaczył, że podobnych sytuacji w ostatnich dniach było więcej, choć nie zawsze kończyły się zawiadomieniem.

– Wczoraj byłem pod Arką w Nowej Hucie i dwie osoby w dosyć niewybredny sposób mnie zwyzywały. Nie doszło jednak do rękoczynów. Takich rzeczy zwykle nie zgłaszam, bo uważam, że w przestrzeni publicznej każdy może coś powiedzieć, nawet jeśli to przykre słowa. Tu jednak mamy do czynienia z realnym utrudnianiem czynności referendalnych – stwierdził.

Od lewej: Marek Stobierski, Rafał Zontek
Od lewej: Marek Stobierski, Rafał Zontek
Patryk Salamon/LoveKraków.pl

Apel o nadzór Prokuratora Generalnego

Przedstawiciele komitetu argumentują, że sprawa ma znaczenie szersze niż pojedynczy konflikt.

Chcemy, aby nadzór nad postępowaniem objął Prokurator Generalny. Referendum dotyczy władz Krakowa i emocje są ogromne. Musimy mieć gwarancję, że prawo będzie stosowane jednakowo wobec wszystkich – mówił pełnomocnik.

„Chciał się podpisać, a zaczął kreślić po rubrykach”

Od lewej: Michał Drewnicki oraz radna PiS Agnieszka Paderewska (zbieranie podpisów pod referendum pod Halą Targową)
Od lewej: Michał Drewnicki oraz radna PiS Agnieszka Paderewska (zbieranie podpisów pod referendum pod Halą Targową)

W sobotę przed południem na placu Bieńczyckim doszło do incydentu z udziałem Michała Drewnickiego, wiceprzewodniczącego Rady Miasta Krakowa z Prawa i Sprawiedliwości. 

Polityk relacjonuje, że starszy mężczyzna podszedł do osób zbierających podpisy pod wnioskiem referendalnym.

– Nie musieliśmy nikogo specjalnie zagadywać. Ludzie sami do nas podchodzili. Ten pan czekał, aż podpisze się inna osoba. Zaczął wypytywać, jak idzie zbiórka i ile podpisów zebrano w całym Krakowie. Powiedział, że chciałby się podpisać, więc dałem mu długopis oraz podkładkę. Po chwili jednak zaczął kreślić po pustych rubrykach. Widząc to, zacząłem mu wyrywać kartę – opowiada Michał Drewnicki.

Radny podkreśla, że sytuacja mogła zakończyć się znacznie poważniej.

– Dla niego szczęście, że zabrakło kilku milimetrów do wypełnionych podpisów. Nie przekreślił ich. Gdyby to zrobił, musiałbym poinformować policję, bo taki czyn zagrożony jest karą nawet do pięciu lat więzienia – zaznacza.

„Nie chcę niszczyć mu życia procesem”

Drewnicki deklaruje jednak, że nie zamierza kierować sprawy na policję.

– Nie chciałbym zachowywać się jak Jerzy Owsiak wobec starszej kobiety. Nie ma co temu panu niszczyć ostatnich lat życia procesem karnym – mówi.

Nawiązuje w ten sposób do głośnej sprawy Jerzego Owsiaka, który domagał się przeprosin od emerytki z Torunia za komentarz w mediach społecznościowych. Sąd uznał wtedy, że kobieta publicznie nawoływała do przestępstwa i skazał ją na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok.

Uderzenie w telefon

Starszy mężczyzna nie potrafił jednak utrzymać nerwów na wodzy. Z filmiku opublikowanego przez Drewnickiego w serwisie X wynika, że widząc, iż jest nagrywany, uderzył w telefon.

– Na szczęście zniszczyło się tylko etui – dodaje radny.

Polityk PiS podkreśla, że mimo tego zdarzenia zbiórka przebiega w spokojnej atmosferze.

– Mam porównanie z wyborami parlamentarnymi. Wtedy cały czas ktoś burczał albo nas wyzywał. Teraz takich sytuacji jest zdecydowanie mniej – mówi.

Dlaczego ludzie podpisują?

Drewnicki opowiada, jakie argumenty najczęściej słyszy od krakowian. 

– Pada przede wszystkim stwierdzenie, że Aleksander Miszalski się skompromitował jako prezydent. Nikt nie spodziewał się, że będzie tak źle. Najczęściej pojawia się opinia, że jest błaznem, a zamiast rządzić miastem zajmuje się głupotami. Wymieniają wtedy sadzenie drzewka czy to słynne tańczenie na dachu – relacjonuje.

Dodaje, że mieszkańcy wskazują też na podwyżki cen biletów, brak poprawy oferty komunikacji miejskiej oraz narastający problem korków.

Reakcje polityków PiS

Nagranie z placu Bieńczyckiego szybko podchwycili krajowi politycy Prawa i Sprawiedliwości. Była premier, dziś europosłanka Beata Szydło napisała: „Nie zastraszycie ludzi zbierających podpisy”.

Były wicepremier Jacek Sasin stwierdził natomiast, że atak powinien stanowczo potępić każdy, kto nie zgadza się ze „wschodnim i brutalnym stylem uprawiania polityki”.

Niedzielny incydent: „od szczyli i gówniarzy”

Po prawej: Piotr Kubiczek
Po prawej: Piotr Kubiczek
Facebook/Piotr Kubiczek

Do kolejnego zajścia doszło dzień później. Jak relacjonował Piotr Kubiczek z komitetu referendalnego, w niedzielę jeden z mężczyzn zaczął wyzywać zbierających podpisy „od szczyli i gówniarzy”.

– Prowokował i obrażał osoby podpisujące się pod wnioskiem, kazał wszystkim się wynosić. Jego agresywne zachowanie groziło eskalacją – mówi Kubiczek.

W rozmowie z LoveKraków.pl dodaje:

– Ten pan ewidentnie nas prowokował. Całe zajście obserwowały kobiety i je także zaczął obrażać. Prawie wyprowadził mnie z równowagi, ale z kolegą Markiem nawzajem się powstrzymywaliśmy i nie doszło do rękoczynów.

Gdy jedna z osób uczestniczących w zbiórce zaczęła dzwonić pod numer alarmowy, mężczyzna szybko się oddalił.

–  Człowiek był agresywny, doszło do sytuacji, kiedy zaczął nas popychać całym ciałem i rękami, dążąc bezpośrednio do sprowokowania rękoczynów – relacjonował w trakcie poniedziałkowej konferencji prasowej członek komitetu referendalnego Marek Stobierski. 

Jak mówił, agresja była skierowana także wobec osób wychodzących z mszy, które podchodziły, by złożyć podpis.

– Byliśmy na terenie miejskim, w parku, poza obszarem kościelnym. Mieliśmy pełną świadomość, że bez zgody proboszcza nie możemy działać na terenie parafii. Wszystkie banery stały w przestrzeni publicznej – tłumaczył.

Koalicja Obywatelska: „emocje są bardzo wysokie”

Na pierwszym planie Szczęsny Filipiak w trakcie wieczoru wyborczego A. Miszalskiego
Na pierwszym planie Szczęsny Filipiak w trakcie wieczoru wyborczego A. Miszalskiego
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

– Widziałem filmik opublikowany przez Michała Drewnickiego. Nie rozpoznaję tam żadnej osoby, która byłaby bezpośrednio związana z Koalicją Obywatelską – komentuje Szczęsny Filipiak, przewodniczący krakowskiej KO.

Poziom emocji w Krakowie jest bardzo wysoki i różne pojedyncze osoby będą robić różne rzeczy. O skali tych emocji świadczy potworna liczba hejterskich wpisów pod każdym postem Aleksandra Miszalskiego. Niektóre wręcz ocierają się o grożenie prezydentowi.
Szczęsny Filipiak, przewodniczący krakowskiej KO

Filipiak zaznacza, że nie odbiera tych zdarzeń jako celowego działania którejkolwiek ze stron.

– Każdy, kogo dotknie taka sytuacja, będzie ją pokazywał. Sam podczas zbierania podpisów pod listami do parlamentu byłem wielokrotnie wyzywany. Proste umysły atakują w taki sposób – mówi.

– Poziom emocji jest zły i obie strony muszą rozmawiać merytorycznie – podkreśla.

Konfederacja: zupełnie inny obraz zbiórki

Odmiennie sytuację ocenia Piotr Bartosz z Ruchu Narodowego, wchodzącego w skład Konfederacji.

Odbiór w prawie stu procentach jest bardzo pozytywny. Gdy ludzie widzą nas w kamizelkach, sami podchodzą i chcą się podpisywać. Inaczej jest z osobami młodymi – im trzeba tłumaczyć, czego dotyczy sprawa, widać, że mniej interesują się tematem.
Piotr Bartosz, Ruch Narodowy

Dodaje, że w trakcie codziennego zbierania podpisów nie doszło do poważniejszych negatywnych sytuacji.

– Jedynie przed meczem Wisły dwie osoby coś burknęły, ale to drobiazg w porównaniu z tym, co dzieje się przy zbiórkach pod listami parlamentarnymi – zaznacza.

Bartosz opisuje też bardziej życzliwe reakcje krakowian.

– Koleżanki na osiedlu Na Stoku, zbierając podpisy w okolicach knajpy, dostały barszcz i zaproszenie na pierogi. A w niedzielę w Podgórzu pewien pan powiedział, że możemy iść do pobliskiej kawiarni i zamawiać, co chcemy, bo otworzył dla nas rachunek do 120 złotych.