Koncertowe podsumowanie 2013: Florence Welch bierze wszystko
Kończący się właśnie sezon koncertowy w Krakowie był nieco słabszy, niż w ubiegłych latach. Mniej było głośnych, zagranicznych nazwisk, pięknie rozwinął się za to rynek muzyki niszowej. Co więcej, Kraków wciąż ma najwięcej atrakcyjnych festiwali muzycznych w Polsce – i to mimo wyprowadzki Selectora do Warszawy. Zapraszam na subiektywne koncertowe podsumowanie 2013 roku!
Pop
Prawdopodobnie największą gwiazdą, jaka zaświeciła w 2013 roku w Krakowie, była Florence Welch, która wystąpiła w roli headlinera na Coke Live Music Festival. Koncert Florence + The Machine był najlepszym występem na całym festiwalu – mimo że nie jestem wielkim fanem Brytyjki, zwyczajnie uległem jej czarowi i talentowi. Cieszę się, że długo wyczekiwana w Polsce artystka dała koncert właśnie w Krakowie.
Na tym samym festiwalu wystąpiła też Brodka, i był to najlepszy jej koncert, jaki widziałem. Polska artystka przyćmiła Katy B i Reginę Spektor, czyli zagraniczne gwiazdy, które także zagrały na lotnisku w Czyżynach. Tym bardziej cieszy mnie, że mogłem z nią wtedy porozmawiać. Dużo frajdy dostarczył mi też koncert Dawida Podsiadło w Klubie Studio. Jego "Trójkąty i Kwadraty" to w mojej ocenie najlepszy tegoroczny debiut w polskiej muzyce, a na żywo młody wokalista potwierdza swoją klasę. Duet Brodka-Podsiadło wysłałbym na każdy zagraniczny festiwal z przeświadczeniem, że wstydu na pewno by ci artyści nie przynieśli.
Alternatywa
Gwoli wyjaśnienia - muzyka alternatywna to dla mnie taka, która zawiera w sobie różne gatunki, wymieszane w dowolnych proporcjach. W tej kategorii najlepszy był bez wątpienia koncert Portishead, który odbył się w czerwcu w ramach prologu do festiwalu Sacrum Profanum. Mimo że czasy świetności brytyjska formacja ma już za sobą, a ich ostatni album ukazał się ponad pięć lat temu, warto było przyjść do Hali Ocynowni w Nowej Hucie. Portishead to żywa legenda trip hopu, a Beth Gibbons to wciąż jeden z najbardziej przejmujących damskich głosów w muzyce.
Bardzo sprzeczne odczucia miałem po występie Soap&Skin. W relacji z tego wydarzenia pisałem: "był to bodaj najbardziej neurotyczny, emocjonalnie intensywny i przewrotny koncert, na jakim kiedykolwiek byłem", i zdanie to podtrzymuję. Ciekawie zagrały też w Krakowie dwie islandzkie formacje – w kwietniu w Fortach Kleparz wystąpili Bloodgroup, a w lipcu na Rynku Głównym, w ramach Festiwalu Rozstaje, zaprezentował się Árstíðir. Obu zespołom udało się potwierdzić tezę, że artyści wywodzący się z tego kraju po prostu muszą grać wartościową muzykę! Kompletną klapą okazał się za to Green Zoo Festival.
Rock
Rock poszedł u mnie w tym roku w odstawkę – być może dlatego, że na rynku nie pojawił się żaden ciekawy debiutant z tego gatunku. Największą frajdę sprawiły mi więc koncerty uznanych już firm. Steve Hogarth dał kameralne show w Rotundzie – wokalista Marillion przez prawie dwie i pół godziny spełniał życzenia zachwyconej publiczności i czarował swoim niepowtarzalnym głosem. Z kolei bezpośredni pojedynek szkockich zespołów podczas CLMF wygrał Biffy Clyro, który był bardziej żywiołowy niż Franz Ferdinand. Zaskoczenie?
Jeżeli chodzi o polskich wykonawców, ograniczę się do wspomnienia zaledwie jednego koncertu. Po dziesięciu latach czekania udało mi się w końcu zobaczyć na żywo Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach. Niestety, wokalista Marcin Zagański w niczym nie przypomina wrażliwego artysty, który przed dekadą pisał niesamowite teksty do utworów "Połączenia" czy "Warszawa". Udało mi się za to przeprowadzić jedyny w tym roku wywiad z zespołem (a w ogóle pierwszy od stycznia 2012 roku). Była to bardzo dziwna rozmowa.
Jazz
W tym roku zagrała w naszym mieście cała czołówka polskiego jazzu - Tomasz Stańko, Leszek Możdżer, Paweł Kaczmarczyk, Pianohooligan, Marcin Masecki czy Mikołaj Trzaska, a w ostatnim momencie do Krakowa wpadła też Anna Maria Jopek. Mnie udało się, niestety, zobaczyć tylko Stańkę, który promował swój najnowszy album "Wisława". Byłem za to na świetnym koncercie Michaela "Patches" Stewarta, którego na scenie wspierali wyłącznie polscy muzycy, z Henrykiem Miśkiewiczem na czele. Wstyd, że mimo śmiesznie niskich cen biletów, na sali Rotundy było tak mało osób – czy w Krakowie mieszkają jazzowi ignoranci?
Hip-Hop / Trap
Udało mi się zaliczyć dwa najważniejsze koncerty hip-hopowe w Krakowie – na CLMF zagrał Wu-Tang Clan, a w Lizard Kingu reaktywowany Kaliber 44. Niestety, oldschoolowa muzyka tych dwóch gigantów (odpowiednio na światowej i polskiej scenie) nie rusza mnie już tak, jak dziesięć lat temu, gdy zaczynałem jej słuchać.
Po prostu wszystko wskazuje na to, że palmę pierwszeństwa przejął w tym momencie trap, czyli gatunek ze styku rapu i elektroniki. Kraków to polska stolica tej muzyki – w ostatnich dwóch latach w naszym mieście wystąpiły największe nazwiska związane z tym nurtem. W 2013 roku najlepszy był Lunice, klasę pokazał Just Blaze, za to pokładanych w nim nadziei zupełnie nie spełnił UZ.
Elektronika
Najlepsze zostawiam na koniec. Jeśli chodzi o muzykę klubową, Kraków walczy o palmę pierwszeństwa z Warszawą. To wielki powód do dumy, zwłaszcza, że jeszcze rok temu byliśmy w tym względzie za stolicą daleko w tyle. Najbardziej przypadły mi do gustu live'y Daduba w Alchemii oraz King Midas Sound, Forest Swords i Regisa w trakcie Unsound Festival. Cieszy, że ten festiwal zaliczany jest do absolutnej, światowej czołówki wydarzeń promujących ambitną elektronikę.
Z kolei pod względem dj setów najbardziej okazale wyglądały bookingi Pauzy i Prozaka, który wygrał prestiżowy plebiscyt Aktivista "Nocne Marki" w kategorii Miejsce Roku. Lista uznanych nazwisk, które odwiedziły w tym roku wspomniane kluby, jest zbyt długa, by ją tutaj zamieścić – mi najbardziej podobał się set Apparata, dla którego Prozak specjalnie wynajął dużą halę starej Zajezdni Tramwajowej. Oby tak dalej!
fot. Krzysztof Kalinowski / lovekrakow.pl