Koniec biznesowego eldorado w Krakowie? Miasto na rozdrożu
Nad biznesowym eldorado położonym w stolicy Małopolski od dłuższego czasu zbierają się ciemne chmury. Jesteśmy świadkami redukcji etatów i przenoszenia miejsc pracy w inne, bardziej atrakcyjne z punktu widzenia przedsiębiorstw lokalizacje.
Jednocześnie nie oznacza to, że lada chwila ostatni dyrektor regionalny zachodniej korporacji będzie gasił u nas światło.
Od zera do bohatera
Dwadzieścia lat temu dla wielu obecny problem mógł wydawać się jednym z tych, o których pisał Lem w swoich powieściach. Kraków rozkwitł jako centrum usług biznesowych i obecnie w tym sektorze pracuje ponad 120 tysięcy osób, a według danych kolejne 80-100 tys. to pracownicy powiązani z branżą. To około 20 proc. realnych mieszkańców.
Kraków znacząco rozwinął się też infrastrukturalnie przez ten czas. Jak zauważa Dorota Gruchała, kierownik biura JLL w Krakowie, jeszcze 15 lat temu w rozmowach z szefami korporacji w kwestii lokalizacji biznesu padały nazwy: Warszawa i regiony. Obecnie na równi z Warszawą wymieniany jest Kraków.
Według Gruchały największą siłą miasta jest kapitał ludzki. – To wręcz jego supermoc – stwierdziła. Dodała, że w Krakowie odnalazło się wielu zdolnych ludzi z uwagi na jego klimat, a mówiąc nowocześniej – vibe.
To jednak nie wszystko. W ciągu półtorej dekady diametralnie na korzyść zmienił się układ sieci tramwajowych, została uruchomiona Szybka Kolej Aglomeracyjna, rynek mieszkań urósł (podwójnie, ceny jeszcze bardziej), powierzchnia biurowa zwiększyła się potrójnie, a w planach jest budowa metra.
– Prawie cały obszar miasta jest dostępny w ramach 10-minutowej podróży samochodem – stwierdziła przedstawicielka JLL. Specjalistka uważa, że sektor usług biznesowych napędza Kraków.
Volvo nigdzie się nie wybiera?
Jedną z ciekawszych firm jest technologiczny Volvo Cars Tech Hub. To centrum badawczo-rozwojowe firmy Volvo Cars, które skupia się na tworzeniu oprogramowania kluczowego dla przyszłych modeli samochodów.
Specjaliści krakowskiego zespołu pracują nad systemami bezpieczeństwa, autonomicznymi funkcjami jazdy, komunikacją pojazdu oraz interfejsami użytkownika (infotainment).
– Kiedyś co prawda zastanawialiśmy się, czy rynek wytrzyma taki rozwój, ale obecnie trend się spłaszczył. Daleko nam także do tych czarnych wizji i Krakowa jako drugiego Detroit. Coś się jednak dzieje i trzeba to omówić – diagnozuje Przemysław Berendt, szef Volvo Cars Tech Hub w Krakowie.
Jak dodaje, Volvo wybrało Kraków z uwagi na dostęp do specjalistów, a także kwestie logistyczne – zadecydowało bardzo dobre połączenie ze Szwecją, gdzie jest główna siedziba firmy, oraz ze Słowacją, gdzie budowany jest zakład produkcji samochodów elektrycznych. Nie bez znaczenia jest również zbieżność kulturowa między Polską a Szwecją.
Na koniec przedsiębiorca wymienił też koszty, co w dzisiejszym świecie jest wyjątkiem. Na pytanie, co zrobić, by Kraków nie został w tyle, odpowiedział dosadnie, ale w punkt:
– Trzeba robić swoje i robić to dobrze. A najważniejsi w naszym biznesie są ludzie z głęboką i specjalistyczną wiedzą.
Dostosuj się albo giń. Prawo dżungli w świecie biznesu
Elias van Herwaarden to specjalista zajmujący się m.in. wyszukiwaniem lokalizacji dla GBS, optymalizacją portfela, alokacją procesów i wdrażaniem projektów.
Przyznaje, że kocha Kraków, ale nie ślepą miłością. A od dobrego przyjaciela czasem trzeba usłyszeć trochę gorzkich, ale prawdziwych słów.
Herwaarden skupił się na uzmysłowieniu, gdzie na mapie biznesowego świata leży Kraków i jakie są jego mocne strony. Okazuje się, że – co nie jest żadną niespodzianką – nie jesteśmy pępkiem świata.
Nie jesteśmy też najlepsi, ale też nie najgorsi. Stolica Małopolski to europejski średniak.
A jak są podejmowane decyzje, gdzie ulokować biznes? – Patrzy się m.in. na cenę. I jak się tym kieruję i chcę mieć coś droższego, to kupię Volvo. Jeśli chcę wydać mniej – wybiorę Trabanta – opisał dość obrazowo proces decyzyjny niektórych firm. Kraków jest porównywalny z wieloma miejscami na świecie pod względem kosztów pracy, dostępu do kapitału ludzkiego i skali.
Elias van Herwaarden dał też kilka rad dla miasta. – Potrzebni są liderzy wprowadzający i szkolący młodych pracowników. Potrzebne jest ukierunkowanie biznesu na tzw. smart jobs, które zostaną w Krakowie. I te etaty zostaną u was, jeśli nie zaprzestaniecie kształtowania talentów i tego, w czym jesteście najlepsi – podpowiada.
– Ten sektor jest bardzo ważny dla miasta, ale też dla kraju. Rząd musi inwestować w biznes. Nadszedł czas na szybszy rozwój, bo świat się zmienia, rynek usług biznesowych również się zmienia. Szybciej niż myślimy. Nie mamy pięciu lat – może dwa lub trzy – uważa.
Skup się na jakości, nie ilości – i rób to najlepiej
Przemysław Berendt dodaje, że trzeba też przestać myśleć o Krakowie jako o samotnej wyspie. – To światowa rywalizacja, trzeba być w tym zjednoczonym. Należy utworzyć „team Poland”. Rząd posiada instrumenty, które mogą pozytywnie wpłynąć na koszty pracy i życia w miastach i kształtować rzeczywistość – stwierdził.
– Jako kraj mamy słaby marketing. Jesteśmy też ofiarami własnego sukcesu. Wygrywaliśmy bez większego zaangażowania. Musimy teraz spojrzeć na wartości, które reprezentujemy. Kraków to bardzo bezpieczne miejsce – statystyki pokazują, że stopień przestępczości jest na poziomie równym z tym w Tokio. Nikt o tym nie mówi. Musimy takie rzeczy reklamować – dodaje Dorota Gruchała z JLL Polska.
– Wydaje mi się, że jeśli nie chcecie być kolejnym Manchesterem, trzeba zostać regionalnym liderem w konkretnej dziedzinie. Skupcie się na tym, co można mieć. Nigdy nie będziecie tak duzi jak Madryt, ale można tworzyć miejsca pracy inne niż w tych krajach. Skupcie się na jakości, nie ilości – i róbcie to najlepiej – powiedział Elias van Herwaarden.