Koniec głośnej sprawy patostreamera. Chce dobrowolnego poddania się karze
Przestępstwa seksualne
To była głośna sprawa. W połowie ubiegłego roku Jakub W., znany w internecie jako ajemge 1, został zatrzymany przez krakowską policję.
Prokuratura przedstawiła patostreamerowi zarzuty dotyczące m.in. przestępstw o charakterze seksualnym. Mowa była również o bezprawnym rozpowszechnianiu wizerunku.
Cała sytuacja zakończyła się aktem oskarżenia, który początkiem tego roku śledczy skierowali do krakowskiego sądu.
Prokuratura ustaliła trzy pokrzywdzone osoby.
– Sprawa dotyczyła przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajowości – podają krótko śledczy z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Tymczasowy areszt
Początkowo sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu młodego mężczyzny na dwa miesiące: do 24 sierpnia 2025 roku.
Jednak już 11 sierpnia prokuratura postanowiła zamienić areszt m.in. na policyjny dozór.
Mężczyzna otrzymał również zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania się do nich. Podobnie w przypadku świadków.
– Jakubowi W. nakazano również m.in. powstrzymanie się od prowadzenia transmisji internetowych na żywo – przekazał nam Mariusz Boroń z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Jakuba W. wypuszczono na wolność z kilku powodów.
– Wykonano bowiem wszystkie czynności ze świadkami i pokrzywdzonymi, ustalono również ostateczny krąg osób poszkodowanych – wyjaśniają krakowscy śledczy, tłumacząc, że w takiej sytuacji areszt nie był już konieczny.
Kluczowa okazała się również postawa mężczyzny. – Przyznał się do części czynów, a ostatecznie złożył nawet wniosek o dobrowolne poddanie się karze za zarzucane mu przestępstwa – dodaje Mariusz Boroń.
Bez rozprawy
– Do sądu wpłynął akt oskarżenia wraz z wnioskiem prokuratora o skazanie Jakuba W. bez przeprowadzenia rozprawy – przekazał nam krótko sędzia Maciej Czajka, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie.
Termin posiedzenia został wyznaczony na początek maja.
Jakub W. miał prowadzić transmisje z wynajmowanego mieszkania w Krakowie.
„Przychodziły tam młode osoby, najczęściej zaproszone przez fałszywe konta na Tinderze. Wiele osób, dowiedziawszy się na wejściu o streamie, natychmiast wychodziło z lokalu” – podawała Niezależna.pl.
„Ale były także takie, które zostały, spożywały alkohol, a później mogły jedynie żałować tego, co trafiło do sieci. Koniec końców: transmisjami zainteresowały się organy ścigania” – informowali dziennikarze.