Na środowej sesji Rady Miasta powołanie nowego miejskiego teatru podzieliła nawet obóz Platformy Obywatelskiej. Ostatecznie jednak rządzący miastem nie wycofali się z inwestycji wartej około 30 milionów złotych. Teatr Variete ma zacząć funkcjonować od 1 kwietnia.
Przeciwko kończeniu inwestycji był m.in. Andrzej Hawranek z PO oraz przewodniczący klubu Platformy w Radzie Miasta, Grzegorz Stawowy. Stwierdzili oni, że budynek ten nie nadaje się pod działalność teatru. – Cztery lata temu apelowałem o wstrzymanie tej inwestycji. W biznesie jest tak, że jeśli jakiś projekt nie jest najszczęśliwszy, to się wycofujemy. Gdybyśmy 3 lata temu zrezygnowali, może stracilibyśmy 10 milionów złotych. Dziś to może być ponad 30 milionów. Postawimy obiekt niefunkcjonalny, który nie będzie się nadawał pod tę działalność. Krytykują go wszyscy: również przedstawiciele kultury i sztuki. Zamknijmy tę inwestycję, próbujmy sprzedać ten projekt, a nie ładujmy kolejnych pieniędzy – mówił polityk PO. Również radni z PiS nie są skłonni, aby kończyć budowę.
„Kultura musi kosztować”
– Na wtorkowej komisji budżetowej rozmawialiśmy o tym, że w Centrum Konferencyjnym będą trzy sale teatralne. Budowa Variete jest bezsensowna – stwierdził Adam Kalita. Wtórował mu Józef Pilch: – Rocznie będziemy dopłacać do ICE, hali w Czyżynach, stadionu Wisły i innych obiektów około 60 milionów złotych. Nie powinniśmy więcej budować. Komu będzie to służyć? – pytał wiceprzewodniczący Rady Miasta z PiS.
Z problemem dotyczącym finansowania (a mówi się o około milionie złotych rocznie dla teatru Variete) zgodził się Bogusław Kośmider z PO. Jednak jest on zwolennikiem dokończenia inwestycji. Zdaniem Kośmidera, teatr ożywi kulturalnie okolicę Grzegórzek i stworzy nowe miejsca pracy. – Należy pamiętać, że miasto to nie fabryka i do jego zadań należy kreacja życia kulturalnego. To jest problem ekonomiczny, ale kultura musi kosztować. Jestem przekonany, że to będzie przedmiot dumy Krakowa – stwierdził przewodniczący rady miasta.
Robotnicze Grzegórzki nie pójdą do teatru?
Dyskusja o tym, czy budować czy nie, rozgorzała na dobre, gdy na mównicę ponownie wyszedł Hawranek. – Już widzę, jak mieszkańcy Grzegórzek, czyli w założeniu dzielnicy robotniczej, będą wydawać pieniądze na bilety za 100 złotych. W USA tego typu obiekty są prywatne, kierujące się wynikiem ekonomicznym. Wiem, że budowanie za nie swoje pieniądze jest łatwiejsze, ale ciekawe, jak byście państwo zareagowali, gdybyście musieli z własnej kieszeni zapłacić za ten projekt – zwrócił się do radnych. Z takim stwierdzeniem nie zgodzili się koledzy radnego z PO.
Nie budujemy bubla
Dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego UMK odpowiedział natomiast, że żaden z krakowskich teatrów nie ma „kieszeni” i wszystkie one funkcjonują na zasadzie dofinansowania. Odpowiedział również na zarzuty, że teatr nie będzie potrzebny, ponieważ budowane jest Centrum Konferencyjne. – Nie bójmy się tego, że powstaną trzy nowe sale, bo już dziś mamy problem z tym, że są zajęte na kolejne 2-3 lata. Dyrektor dodał także, że odwołał się od decyzji ministra kultury i być może teatr Variate dostanie dofinansowanie zewnętrzne.
– Nie mogę się zgodzić z tym, że budujemy bubla – odpowiedziała oponentom inwestycji dyrektor Wydziału Inwestycji, Janina Pokrywa. – Od 2008 roku wydaliśmy na budowę 23 miliony złotych. Doceniam wszystkie odpowiedzi odnoszące się do niewłaściwego przygotowania inwestycji, ale osoby opracowujące projekt są ekspertami w swoich dziedzinach z wieloletnim doświadczaniem – stwierdziła dyrektor Pokrywa. I dodała, że od projektu do realizacji minęło już 6 lat, więc w ciągu tego czasu zdążyła się utworzyć „przepaść technologiczna”, co szybko skomentował Grzegorz Stawowy. – Jak ktoś mówi: „przepaść" to znaczy, że będzie drożej – powiedział do dziennikarzy.
Variete ma być teatrem z lekkim komediowym i wodewilowym repertuarem w budynku dawnego Kina Związkowiec. Oprócz przedstawień teatralnych, w placówce kulturalnej będą odbywać się projekcie filmowe, festiwale i koncerty.