Kraków przeciwko Krakowowi. Na pewno?

W Krakowie nic się nie da – ten frazes pada zawsze, gdy władza nie działa po myśli mieszkańców. Ale coś się jednak dało: zrezygnować z ZIO – to przykład działania na „nie” – i złożyć blisko 600 projektów w ramach budżetu obywatelskiego – to przykład działania na „tak”. Jednak większość inicjatyw to protesty. Czy wykorzystując regułę przekory można to zmienić?

„Jacek Majchrowski prezydentem kraju!”

„Kraków przeciwko reszcie Polski! Musimy ogłosić autonomię albo nawet niepodległość. Ministerstwo z Warszawy chce wyłudzić od nas haracz, a górskie miasto szantażuje nas fikcyjnie poniesionymi kosztami. Firma od brzydkiego logotypu chce jeszcze zapłaty, a wiemy, że robili je na pewno w Paincie. Czy to naprawdę takie dziwne wycofać się w połowie projektu, którego jest się liderem, zostawiając wszystkich na syntetycznym lodzie? – piszą autorzy fanpage’a „Kraków przeciwko Krakowowi” o informacjach mówiących o tym, że gminy i ministerstwo sportu chcą odzyskać stracone pieniądze na aplikację do ZIO.

„Jeśli tak dalej pójdzie, żeby nie płacić rachunków z całego świata musimy stać się Wolnym Stołeczno-Królewsko-Rowerowym Miastem Krakowem, a monitoring będzie strzegł naszych granic przed Romami z Andrychowa proszącymi o azyl w lepszym świecie. Jacek Majchrowski prezydentem kraju!” – czytamy dalej.

Za swoje dostał również król: „Kraków przeciwko Kazimierzowi Odnowicielowi! Co prawda, o zmarłych nie powinno się źle mówić, ale jakże można milczeć wobec takiego nieposzanowania budżetu państwa. Kazimierz ów bowiem nie tylko przeniósł całą administrację państwa do Krakowa, ale też inwestował mocno w związki wyznaniowe. Kościół katolicki otrzymał nie tylko biskupstwo, ale też klasztor w Tyńcu. Drobnym występkiem wydaje się drobne dofinansowanie ministra kultury do Świątyni Opatrzności Bożej wobec tak jawnego czynu Kazimierza O. sprzed lat! Dr hab. Jarosław Histeryczny potwierdził nam, że w kronikach z tamtego okresu nie ma mowy o powstaniu jakiegokolwiek przedszkola bądź mieszkania socjalnego! Pomnik też byś chciał, Kaziu?”.

„Brazylio, wstydź się albo przyjmij organizację ZIO 2022”

Takich wpisów, jak powyżej jest kilka. Ich autorzy – Martyna (krakowianka z wyboru, z zawodu marketingowiec) i Piotr, który mieszka w naszym mieście od urodzenia i obecnie zajmuje się reklamą internetową – opisują Zakrzówek jako paskudną dziurę w ziemi i domagają się wpisania szkieletora do rejestru zabytków, aby nikt nie mógł go przebudować. To nie przypadek, a wynik obserwacji.

Jak twierdzi Piotr, referendum w sprawie igrzysk było wisienką na torcie. – Najważniejsza była kampania związana z igrzyskami.  Większość była przeciwko, urzędnicy byli za, ale nikt chyba nie zamierzał prowadzić merytorycznej dyskusji – mówi Piotr. – Trudno nie odnieść wrażenia, że mieszkańcy głosowali przeciwko władzom – ocenia.

– KPI skupiło się na negacji skupionej na sloganach kampanii miasta, co wcale trudne nie było. To wszystko z jednej strony wydawało nam się śmieszne, ale z drugiej refleksja była dość smutna. Nikomu nie zależało na dobru Krakowa, tylko na wspólnym przekrzykiwaniu się. KPK ma przynieść refleksję nad stanem dyskusji publicznej w Krakowie. W postach staramy się poruszać ważne sprawy ze sporą dawką ironii – tłumaczy Piotr.

„I kto posprząta kwiatki po tych wszystkich procesjach?”

Jednak niektórzy nie łapią ironii. Przerysowane wpisy i negacja przywołują na myśl hejting czy pewnego rodzaju XXI-wieczny zmodyfikowany nihilizm. – Nie chcielibyśmy być nihilistami, jesteśmy dalecy od afiszowania się z jakąkolwiek konkretną filozofią – odpowiadają stanowczo autorzy. – Ale rzeczywiście naszym celem było wzbudzenie refleksji w osobach czytających nasze posty – twierdzą.

–  Mamy nadzieję, że widząc nasz fanpage użytkownik pomyśli sobie, że wokół niego za dużo jest negatywizmu, za dużo bycia przeciw. To jest podejście, które z samego założenia budzi złe skojarzenia. Zatem lepiej je wyolbrzymić, wyśmiać i skarykaturować, bo inaczej jak z tym walczyć?

„Drodzy radni, nie dawajcie nam wyboru, róbcie wszystko za nas i to tak, żebyśmy jeszcze za to płacili”

Władza chwaliła i siebie i krakowian, że tak dużo – bo blisko 600 – projektów wpłynęło do magistratu. Lewicujące media okrzyknęły zwycięstwo przeciwników w referendum zwycięstwem obywateli. Inaczej widzi to Piotr. – W Krakowie coraz rzadziej i coraz mniej chętnie ludzie są skorzy do tego, by wstać z fotela i zrobić coś dla swojej najbliższej okolicy - osiedla, dzielnicy, miasta – stwierdza.

Powszechnie też wiadomo, choć ten stereotyp wielu może skrzywdzić, że lubimy narzekać, marudzić – szczególnie w internecie – ale już do podjęcia konkretnych działań nam daleko. – Ludzie z jednej strony chcą mieć wpływ na politykę miasta, z drugiej nie wezmą udziału w żadnej akcji, którą władze wzięłyby sobie do serca – mówi. Częstym wytłumaczeniem takiej biernej postawy jest fakt, że przecież mamy radnych dzielnicowych i miejskich. To nie przemawia do Piotra. – Sami takich radnych wybraliśmy, wyciągnijmy wnioski na kolejne wybory, a tymczasem działajmy jak możemy – podpowiada.

„Jesteśmy również przeciwko byciu przeciwko!”

– Jest w mieście kilka osób zapalonych do działania. Wystarczy ich wspomóc, przyłączyć się, dać od siebie ile potrafimy i możemy – twierdzi współautor „Krakowa przeciwko Krakowowi”. O kim mowa? Pierwszym z brzegu przykładem może być inicjatywa AdaSie. To oni właśnie wiosną postanowili wspomóc służby miejskie odpowiedzialne za sprzątanie.

Również KPK nie kończą swojej działalności na śmiesznych postach. – Piotr koncentruje się teraz na projekcie "Chcemy placu zabaw na Plantach", zachęcamy do zapoznania się z tematem, ponieważ akcja nabiera już pewnego rozpędu, pojawiają się konsultacje z radnymi, jest społeczny odzew i mamy nadzieję, że będzie to więcej niż jeden plac zabaw na Plantach, ale w kilku innych miejscach też się pojawią – podkreśla Martyna. – W planie mamy oczywiście kolejne projekty, ale na razie nie chcielibyśmy odsłaniać wszystkich kart. Wcześniej braliśmy udział w guerilla gardenignu na Podgórzu, w kilku performensach, jak chociażby sprzątanie rzek czy Modraszek Kolektyw, ale był to tylko udział i wiemy, że jest jeszcze sporo do zrobienia – dodaje.