Kraków z ukraińskim akcentem
Młodzi ludzie do Polski przyjeżdżają, bo na Ukrainie nie ma perspektyw. Ale wrócą tam, jak tylko zdobędą wykształcenie. Kraków jako ośrodek akademicki jest naturalnym kierunkiem na mapie podróży młodych Ukraińców. Tworzą grupę, jakiej w naszym mieście dawno nie było.
Od razu trzeba zaznaczyć, że nie są to uchodźcy czy osoby uciekające przed wojną. Przyjeżdżają do Polski kształcić się, a starsi po pracę. Kraków jako miasto akademickie jest naturalnym przystankiem. Polska może być traktowana jako tymczasowe rozwiązanie – dworzec przesiadkowy lub miejsce, gdzie można zdobyć wykształcenie i wrócić do ojczyzny.
Dominują
Tak to widzi Alina Senik, pochodząca z Chersonia (południe Ukrainy). 21-latka uważa, że jej znajomi przyjechali tu wyłącznie, by się uczyć. Na Krakowskiej Akademii im A. Frycza-Modrzewskiego z 2140 obcokrajowców, 2034 pochodzi z Ukrainy. Warto w tym momencie zauważyć, że w całej Polsce studentów z Ukrainy jest ok. 15 tysięcy.
Większość, ale już nie tak zdecydowaną, stanowią również na Uniwersytecie Jagiellońskim. – Mamy 1924 cudzoziemców na studiach stacjonarnych i niestacjonarnych studiujących na UJ. Najwięcej jest studentów z Ukrainy (681), Norwegii (410), Białorusi (171) i Czech (61) – informuje Krzysztof Byrski z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podobnie jest na Akademii Górniczo-Hutniczej: 114 osób pochodzi z Ukrainy. Drugą co do wielkości grupą są studenci z Wietnamu (37 osób).
Polska jest tania. A przynajmniej dużo mniej trzeba wydać, niż choćby u naszych zachodnich sąsiadów, aby zdobyć dyplom. 4-6 tysiące złotych za semestr na AK? Nie ma problemu. A 10-20 tys. euro za prywatną uczelnię w Niemczech?
Na dłużej
Premier Beata Szydło w swoim przemówieniu w Strasburgu stwierdziła, że Polska przyjęła milion uchodźców. Oczywiście, jest to niezgodne z prawdą. Wizy zezwalające na pobyt w 2015 roku dostało 500 tys. osób z Ukrainy, 65 tys. zaś prawo pobytu. Status uchodźcy mają trzy osoby.
Do urzędu wojewódzkiego w Krakowie w tym roku złożono już ponad 450 wniosków o wydanie karty pobytu. Jak informuje Jan Brodowski, rzecznik wojewody Józefa Pilcha, o pobyt czasowy (od 3 miesięcy do 3 lat) stara się 407 osób, o stały 40. Siedem osób zaś chce otrzymać karty rezydenta stałego UE (pobyt na nieokreślony czas, kartę należy odnawiać co 5 lat).
W sumie od 2010 roku liczba wydanych kart na pobyt czasowy i stały dla obcokrajowców przekroczyła 30 tysięcy. Pięć lat temu jedynie 3 tysiące obywateli innych krajów – w tym jedynie 215 na stałe – chciało zostać w Polsce. Duży wzrost urząd zanotował w 2014 roku. Wówczas wpłynęło 5216 wniosków o wydanie karty na pobyt czasowy i 719 na stały. W zeszłym roku analogicznie: 9688 i 1066. – Najwięcej wniosków składają obywatele Ukrainy. Około 65% wszystkich – wylicza Jan Brodowski.
Zazwyczaj urzędnicy nie odmawiają. – Decyzje odmowne stanowią około 2%. Przyczyny odmowy to niespełnianie warunków niezbędnych dla uzyskania zezwolenia np. brak pracy, wystarczających środków na pobyt, prowadzenie działalności gospodarczej nie spełniającej wymogów ustawowych – informuje rzecznik wojewody. – Trzeba pamiętać, że na opinie służb (policji, straży granicznej czy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego) czekamy 30 dni, dodatkowo czekamy na wywiady Straży Granicznej i weryfikację autentyczności dokumentów – dodaje Brodowski.
Co później?
Znalezienie pracy albo powrót. Obecnie Ukraińców można spotkać przede wszystkim w restauracjach czy barach oraz sklepach. Robią to, co młodzi Polacy w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Jak już zostało wspomniane, część wróci, a część zostanie.
Alina Senik jest na ostatnim roku studiów licencjackich. Wiąże przyszłość z Polską, chce pracować jako operator. W Krakowie żyje jej się – jak mówi – „normalnie”. – Mam normalne mieszkanie, polskie grono przyjaciół i staż, z którego się cieszę. Na początku oczywiście było trudniej, rozumiałam, że nie jestem u siebie – opowiada Senik.
Dlaczego wybrała Polskę, skoro jak sama mówi, miała możliwość zamieszkania w Austrii? – Chciałam uczyć się w Europie. Polska jest bliżej mojego kraju niż Czechy, Austria czy Niemcy – tłumaczy. Języka wciąż się uczy, choć jak twierdzi, jest lepiej niż na początku.– Bałam się na początku w ogóle rozmawiać. Teraz mogę wyrazić swoje zdanie na jakikolwiek temat – przyznaje. Irytują ją, gdy ktoś zwraca uwagęna jej akcent.
Na Ukrainę wraca, choć nieczęsto. Kilka razy w roku, zazwyczaj do Lwowa.