Krakowskie podwórka potrzebują pomysłu [Rozmowa]

Jeśli chcemy, by mieszkańcy pozostali w centrum, musimy im stworzyć warunki do odpoczynku przydomowego – mówi wiceprezydent Elżbieta Koterba przed planowanym na październik Biennale Architektury poświęconym krakowskim podwórkom.

Jakub Drath, LoveKraków.pl: W październiku odbędzie się w Krakowie Biennale Architektury. Jakie znaczenie ma ta impreza dla miasta?

Elżbieta Koterba, Zastępca Prezydenta Miasta Krakowa: Przede wszystkim jest to impreza o charakterze międzynarodowym, co oznacza, że do Krakowa przyjeżdżają najwybitniejsi architekci, urbaniści i fotograficy z całego świata. Spotykają się, by dyskutować i wziąć udział w konkursach. Ta wymiana poglądów jest niezwykle ważna dla środowiska architektów, ale też stanowi ogromny prestiż dla miasta. Kraków chce być postrzegany nie tylko jako miasto wspaniałych zabytków, ale też jako miasto nowoczesne i otwarte, w którym rozwija się dobra architektura.

Tym razem spotkanie będzie poświęcone tematyce podwórek. Jak one w Krakowie wyglądają?

Kraków jest wyposażony w te półprywatne przestrzenie, ale często są bardzo zaniedbane, bądź brakuje dobrego pomysłu na ich wykorzystanie dla dobra wszystkich współwłaścicieli nieruchomości. Chodzi o to, by mieszkańcy zobaczyli, jak można je zagospodarować. By pokazać im różne pomysły, aby ta przestrzeń przy domu była na tyle atrakcyjna, by chcieli tam wyjść, usiąść, spotkać się z sąsiadem. Taka integracja jest możliwa tylko wówczas, gdy zostaną dla niej stworzone sprzyjające warunki.

Czy miasto ma jakieś narzędzia, by wpływać na tę przestrzeń?

Przede wszystkim miasto musi pokazać dobre przykłady oraz zachęcić właścicieli i mieszkańców do wprowadzenia zmian. Nikt tego za nich nie zrobi, muszą tego sami chcieć. O ile przestrzenią publiczną zajmuje się miasto, o tyle o tę przestrzeń pół-prywatną pół-publiczną muszą zadbać sami mieszkańcy. Choćby nie wiem, jak piękne było wnętrze mieszkania, jeśli musimy do niego dojść przez przestrzeń, która jest zaniedbana, brudna, zaśmiecona, to nie będziemy się w nim czuć dobrze. Pomijając już samą kwestię czysto finansową – bo piękne otoczenie wpływa na wartość mieszkania.

Są jednak plany miejscowe, które część z tych spraw mogą regulować.

Mamy też park kulturowy, ale on obowiązuje tylko na obszarze szczególnie chronionym. Faktycznie, plany miejscowe to najskuteczniejsze narzędzie. Co prawda nie mówią one o pojedynczych podwórkach, a raczej o wnętrzach całych kwartałów lub o przestrzeni między blokami. Precyzują, czy dane miejsce może zostać zabudowane, czy musi pozostać zielone, czy można postawić oficynę czy też nie – decydują nawet o tym, w jakich proporcjach powinna pozostać tam zieleń, a w jakich możliwe jest zagospodarowanie terenu np. poprzez wykonanie alejki czy obiektów małej architektury takich jak np. ławki. Za te ogólne ramy zagospodarowania odpowiada miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, jako akt prawa miejscowego. W przypadku braku planu często jednak zdarza się, że następuje degradacja przestrzeni na skutek zabudowy tych wnętrz kwartałów lub przestrzeni między blokami na podstawie decyzji o warunkach zabudowy.

To bardzo łakomy kąsek dla inwestorów – można w niezauważalny z zewnątrz sposób powiększyć swoją nieruchomość.

Bardzo łakomy. Kiedy przygotowywaliśmy plan dla Kazimierza, dostaliśmy bardzo wiele uwag do planu, w których właściciele wnioskowali o wskaźnik 100 procent zabudowy nieruchomości. Wszyscy argumentowali swoje uwagi tym, że na ich nieruchomościach i tak już nie ma zieleni. Przy tym niekoniecznie chodziło o postawienie budynku, lecz także np. o przykrycie podwórka na potrzeby restauracji. Ale takie działanie to też jest wprowadzenie takiej funkcji, która de facto uniemożliwia mieszkańcom korzystanie z dotychczas niezabudowanej części nieruchomości. Jeśli chcemy, żeby mieszkańcy pozostali w centrum, to musimy wyznaczyć takie warunki, by w najbliższym otoczeniu budynków mieszkalnych można było stworzyć przyjazną przestrzeń dla mieszkańców, w której znajdą miejsce dla wypoczynku przydomowego, bez wychodzenia na Planty czy do parku. Plan miejscowy jednak tylko chroni przed negatywnymi zmianami – a te pozytywne trzeba zacząć wprowadzać, żeby nie zostało przez kolejne lata dokładnie tak, jak jest. I tu wracamy do całej idei biennale – impulsu do oddolnego działania. Przy pomocy architektów, którzy zapisy prawa miejscowego przetworzą na konkretne rozwiązania projektowe, powinniśmy otrzymać modelowe przykłady na zagospodarowanie terenów wokół budynków mieszkalnych. Inaczej przecież należy zagospodarować wewnętrzny podworzec kamienicy, a inaczej teren wokół bloku.

A co z garażami podziemnymi? To dobry sposób na pogodzenie kwestii estetycznej i praktycznej funkcji podwórka?

Garaże podziemne to jest rozwiązanie kosztowne, ale bardzo dobre – bo umożliwia stworzenie na płycie parkingu zorganizowanej przestrzeni, również zielonej. W mojej ocenie to jedna z najlepszych możliwości i staramy się ją wspierać przy tworzeniu planów. Dobrze byłoby, gdyby bramy wjazdowe na posesje, zamiast zamieniać się w kolejne lokale usługowe, były dalej bramami wjazdowymi – tyle że samochody stałyby w garażu podziemnym, pozostawiając ogródek mieszkańcom. To by rozwiązywało wiele kłopotów – po pierwsze, usunęłoby pewną uciążliwość mieszkania w Starym Mieście, gdzie często nie można podjechać samochodem blisko domu i rozładować zakupów. Dla niektórych jest to na tyle duże utrudnienie, że wyprowadzają się z centrum. Po drugie, mniej samochodów stałoby wówczas na ulicach, dając miejsce pieszym. W mojej ocenie wewnątrz Starego Miasta i tak ruch powinien być ograniczony i dozwolony tylko dla mieszkańców i zaopatrzenia.

Czy istnieją jakieś rozwiązania prawne, które ułatwiałyby porozumienie właścicieli poszczególnych kamienic i wspólne zagospodarowanie terenu wewnątrz kwartału?

Po prostu mieszkańcy muszą się porozumieć. Nie ma innego sposobu. Najważniejsze jest znalezienie lidera, który byłby w stanie to wszystko poprowadzić.

Miasto ma już sporo doświadczeń dotyczących warsztatów projektowych, choćby w sprawie parku Reduta czy parku Zabłockiego. Co poradziłaby Pani tym mieszkańcom, którzy chcą coś zmienić, ale nie wiedzą, od czego zacząć?

Gdyby było tak, że znalazły się osoby, które chcą działać, ale potrzebują pomocy i wskazówek, zapraszam np. do Miejskiego Centrum Dialogu, które ma już wiele doświadczeń i może się nimi podzielić. Ale sama też widzę, że jeśli ktoś przedstawi dobry pomysł, to mieszkańcy jednoczą się wokół niego i pomagają w realizacji.