Kto finansuje referendum w Krakowie? W tle środowisko Gibały
Ponad 100 tys. podpisów zebrał komitet referendalny, który chce odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta. Zbiórka trwa jeszcze tylko do poniedziałku do godz. 20, a podpisy mają zostać złożone w krakowskiej delegaturze Krajowego Biura Wyborczego w przyszłym tygodniu.
Na konferencji przed siedzibą delegatury komitet ogłosił, że liczy na ok. 120 tys. podpisów. Najprawdopodobniej pozwoli to bezpiecznie przekroczyć próg wymagany do zorganizowania referendum, który wynosi nieco ponad 58 tys. ważnych podpisów.
Podczas konferencji pojawił się jednak inny wątek – finansowanie kampanii referendalnej.
„Kilka tysięcy złotych” i partnerzy
Lider komitetu Jan Hoffman przekonywał, że sam komitet ponosi niewielkie koszty.
– Jeżeli chodzi o sam komitet, o te 21 osób, to nasze wydatki na kamizelki, biuro, stronę internetową i takie bieżące rzeczy są groszowe. Myślę, że całościowo to nie przekroczy kilku tysięcy złotych – mówił.
Dziennikarze LoveKraków.pl zwrócili jednak uwagę, że w przestrzeni miasta pojawiły się plakaty i reklamy na słupach ogłoszeniowych. Ich koszt jest znacznie wyższy niż kilka tysięcy złotych.
Wtedy Hoffman przyznał, że część działań finansują środowiska wspierające referendum.
Plakaty finansuje środowisko Gibały
Jak powiedział, jednym z partnerów jest Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, związane z Łukaszem Gibałą.
– Zwrócił się do nas jeden z partnerów, pewnie się państwo domyślacie. Jest mocno zaangażowany w Stowarzyszeniu Kraków dla Mieszkańców – mówił Hoffman.
Komitet zgodził się na użycie nazwy i logo inicjatywy oraz wizerunku lidera komitetu na materiałach.
– Wyraziliśmy zgodę na użycie naszej nazwy i loga, a ja osobiście zgodziłem się na wykorzystanie mojej twarzy na plakatach – dodał.
Łukasz Gibała jest jednym z najostrzejszych krytyków prezydenta Aleksandra Miszalskiego. W 2024 roku obaj zmierzyli się w drugiej turze wyborów na prezydenta Krakowa. Miszalski wygrał wtedy różnicą około 5 tys. głosów.
Łukasz Gibała: Wsparliśmy finansowo inicjatywę
Łukasz Gibała, lider stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, w komentarzu dla LoveKraków.pl potwierdza, że jego środowisko wsparło inicjatywę referendalną. Jak podkreśla, deklarował to jeszcze przed jej startem – pod warunkiem, że będzie miała charakter obywatelski, a nie partyjny.
– 27 stycznia Jan Hoffman wraz z grupą mieszkańców założyli obywatelski komitet referendalny i rozpoczęli zbiórkę podpisów. Dzień później zapytałem mieszkańców w mediach społecznościowych, czy jako stowarzyszenie powinniśmy do tej akcji dołączyć. Zdecydowana większość odpowiedziała, że tak – mówi Gibała.
Jak dodaje, stowarzyszenie włączyło się w zbiórkę podpisów, a także zaplanowało i sfinansowało kampanię outdoorową promującą referendum.
– Cieszę się, że możemy przyczynić się do wyniku zbiórki podpisów i do tego, że referendum w Krakowie najprawdopodobniej się odbędzie. W końcu referendum to święto demokracji. I zgadzam się tutaj z Aleksandrem Miszalskim, który dziś na swoim Facebooku napisał, że nic lepszego niż referendum nie mogło się przytrafić – podkreśla.
Zbiórka podpisów do poniedziałku
Komitet rozpoczął zbiórkę podpisów 27 stycznia. Jak mówi Hoffman, początkowo nie było pewności, czy inicjatywa zakończy się sukcesem.
– Nie wiedzieliśmy, czy uda nam się w ogóle uzbierać podpisy. Walczyliśmy o każdy dzień, ale energia mieszkańców okazała się ogromna – podkreślał.
Podpisy można jeszcze przynosić do poniedziałku do biura komitetu przy ul. Włóczków 6.
Referendum możliwe w maju
Jeśli komisarz wyborczy uzna co najmniej 58 tys. podpisów za ważne, referendum będzie musiało zostać ogłoszone.
Hoffman liczy, że odbędzie się najpóźniej 24 maja. Jego zdaniem wcześniejsze złożenie podpisów zwiększa szansę na taki termin.
– Każdy dzień tej prezydentury to szkoda dla Krakowa, dlatego chcemy, żeby procedura ruszyła jak najszybciej – mówił.
Aby referendum było ważne, do urn musi pójść odpowiednia liczba mieszkańców – co najmniej 60 proc. frekwencji z wyborów, w których wybrano prezydenta. W praktyce oznacza to około 160 tys. głosujących.