Kto kogo bije w Krakowie

Wielu krakowian oburzyła środowa informacja dotycząca pobicia Polaka przez dwóch Ukraińców. Chcieliśmy sprawdzić, jak często obcokrajowcy są obiektami ataków oraz jak często sami atakują. Niestety, takich statystyk policja nie prowadzi, choć chętnie dzieli się narodowością zarówno napastników, jak i ofiar pobić.

Kraków jest miastem wielonarodowościowym. Na stałe mieszkają u nas 42 tysiące osób ze 160 krajów. Najwięcej jest mieszkańców pochodzących z Ukrainy (16,6 tys.), następnie mamy Rosjan (ok. 1,6 tys.), Białorusinów i obywateli Stanów Zjednoczonych. Wielu obcokrajowców przyjeżdża także do pracy, a ci są liczeni również w tysiącach.

W komentarzach dotyczących pobicia i kradzieży kurtki (napastnicy trafili do aresztu na trzy miesiące), pojawiły się ostre komentarze. Między innymi takie: „Od razu deportować, to większa kara żyć na Ukrainie niż mieć wakacje w polskim więzieniu”, „Trzeba więcej ich tu ściągnąć jako tania siła robocza, nic dobrego z tego nie wyniknie”.

Ciekawi więc, czy rosnąca liczba Ukraińców, ale też osób z innych krajów w naszym mieście, przekłada się na statystyki pobić?Okazuje się, że policja takich nie prowadzi, choć chętnie w notatkach do prasy przekazuje, jakiej narodowości była ofiara czy napastnik.

Nie jest źle

– Pobić jest kilkadziesiąt czy nawet kilkaset rocznie rejestrowanych w bazie danych i system nie wyświetla pobić według narodowości – tłumaczy Sebastian Gleń, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Gleń przypomina, że policjanci podawali informacje o Rosjaninie, który zdemolował auta, o Anglikach, popełniających wybryki chuligańskie na Rynku Głównym. – Chyba pierwszy raz w tym roku podajemy, że to Ukraińcy coś zbroili, więc nie jest tak źle z nimi – dodaje.

– Z drugiej strony, podawaliśmy w tym roku też, że Ukraińcy byli ofiarami przestępstw popełnionych przez Polaków. Obiektywizm powoduje, że nie będę ukrywał, że zdarza się, że są też sprawcami. Podaję to, co się dzieje – stwierdza Sebastian Gleń.

Lubimy coraz mniej?

Z badań przeprowadzanych przez CBOS wynika, że 2016 rok zakończyliśmy z najmniejszą sympatią do Ukraińców. W poprzednich latach ponad 30% Polaków wyrażało sympatię dla obywateli Ukrainy. W zeszłym było to 27%. Zdaniem ekspertów spadek sympatii wynika z tego, że w relatywnie krótkim odstępie czasu do Polski przyjechało dość dużo gości zza wschodniej granicy.

Odbijać się to ma na rynku pracy (choć należy wspomnieć, że bezrobocie jest rekordowo niskie). Czwartkowa Gazeta Wrocławska przywołuje dane, które mówią, że „połowa polskich pracowników uważa, że napływ obywateli z Ukrainy hamuje wzrost wynagrodzeń w Polsce”. Dużo lepiej nastawieni do przybyszów są pracodawcy, którzy twierdzą, że bez nich nie udałoby się zrealizować bieżących zadań.