Kwietniki – droga biżuteria miasta
Od września 2008 roku w Gdyni działa Maura Zaworska-Błaszkiewicz, miejski ogrodnik. Wydawałoby się, że jej praca jest małoznacząca, ale mieszkańcy nadmorskiego miasta po blisko sześciu latach jej rządów widzą zmiany. W Krakowie wciąż, mimo zmian, natrafiamy na szpetne, szare donice z kwiatkami tzw. "śmierdziuchami".
Wcześniej, jak mówią osoby związane z Gdynią, w mieście było miejsce tylko dla betonu. To ze względu na jego modernistyczny charakter – proste ulice wypełnione miejscami parkingowymi. Jeżeli już pojawiała się zieleń, to był to trawnik. Po kilku latach pracy miejskiego ogrodnika jest zupełnie inaczej. W centrum miasta zaczęły pojawiać się nie tylko rabatki i klomby, ale też drzewa w donicach i słoneczniki. W samym 2010 roku na kwiaty i krzewy wydano 2 miliony złotych.
– Po pierwsze jest ładniej – przyznaje Tomasz Oczkowski z Pomorskiej Regionalnej Izby Turystycznej. – W Gdyni jest więcej zadbanej zieleni - systematycznej i pełnej fantazji. Te zmiany są też podparte akcją informacyjną – dodaje Oczkowski. Miejska witryna poprzez dziennikarzy tłumaczy mieszkańcom dlaczego zdecydowała się na takie, a nie inne rozwiązania. – Największe zmiany widać na rondach i obrośniętych roślinami słupach trakcyjnych. Można powiedzieć, że kiedyś zieleń była tylko dodatkiem, a teraz jest uczestnikiem życia miejskiego – ocenia Tomasz Oczkowski.
Kraków jest zupełnie innym miastem. To nie Gdynia, miasto wybudowane po wojnie, a wielowiekowy konglomerat ludzki i stylowy. W naszym mieście nie ma też urzędu ogrodnika miejskiego, ale działa architekt krajobrazu – Katarzyna Rajss-Kałużna, zajmująca się konsultacją kwestii związanych na przykład z projektami założeń parkowych.
Kwietniki jak biżuteria
Jak wygląda u nas kwestia aranżacji nie tylko zieleni miejskiej, ale też kwietników i klombów? – W różnych częściach Krakowa mamy kwietniki, które pełnią funkcję „biżuterii” dla zieleni miejskiej. Kwietniki obsadzone roślinami sezonowymi można podziwiać w najsłynniejszym krakowskim ogrodzie miejskim, czyli na Plantach – mówi Katarzyna Rajss-Kałużna. Sporo roślin ozdobnych znajdziemy także m.in. w parku Krakowskim, Jordana, na placu Wszystkich Świętych, placu Świętego Ducha, Na Groblach i przy ul. Asnyka.
– Poza kwietnikami wizerunek zieleni miejskiej uatrakcyjnia się poprzez nasadzenie roślin w donicach, a także wprowadzanie kwitnących krzewów. Bardzo ozdobnym i atrakcyjnym elementem w przestrzeni miejskiej są tzw. różanki, czyli kompozycje z róż. Możemy je zauważyć m.in. w Nowej Hucie: spacerując wzdłuż al. Róż, przejeżdżając przez rondo Gen. Stanisława Maczka, przechodząc przez plac Centralny – dodaje miejski architekt krajobrazu.
Kwietniki, które w niektórych rejonach Krakowa raczej straszą niż poprawiają estetykę, zdaniem Rajss-Kałużnej wciąż zmieniają swoje oblicze, ponieważ są corocznie obsadzane różnymi gatunkami roślin sezonowych.
Ogrodów miejskich nie ma, ale za to są parki
W Krakowie nie mamy miejskich ogrodów sensu stricto. Taką funkcję pełnią parki miejskie. – Są to enklawy zieleni, w których każdy może odpocząć od zgiełku miasta, nacieszyć oczy widokiem zieleni, zaobserwować różne gatunki zwierząt. To również miejsca rekreacji czynnej – mówi urzędniczka. W kilku z nich można znaleźć zbiorniki wodne. – Na przykład w parku Rżąka przy ul. Wielickiej, Lilii Wenedy w Bieżanowie i w parku Zaczarowanej Dorożki zlokalizowanym w okolicy ul. Lublańskiej – wymienia Katarzyna Rajss-Kałużna.
Wraz z rozwojem Krakowa i przybywaniem mieszkańców zwiększają się również potrzeby dotyczące zwiększania liczby miejsc zielonych. – Obecnie wraz z mieszkańcami opracowywana jest dokumentacja projektowa, dotycząca zagospodarowania nowego parku na Woli Duchackiej – informuje urzędniczka. Od jakiegoś czasu powstają także projekty rewitalizacji parku Jerzmanowskich i parku Ratuszowego. – W tym roku planowane są działania związane m.in. z modernizacją plant Bieńczyckich i kolejnym etapem modernizacji parku Wiśniowy Sad. Nowe oblicze zyska również m.in. zieleń przy al. Róż i na rondzie Grunwaldzkim. Ponadto, w ramach bieżącego utrzymania terenów zieleni, corocznie nasadzanych jest około 2 tysiące drzew i 22 tysiące krzewów – dodaje Rajss-Kałużna.
Życie poza Starym Miastem
Wiosenne porządki rozpoczęły się rzecz jasna od Starego Miasta. Złośliwi mówią, że miasto pięknieje raz na cztery lata – przed wyborami samorządowymi. Jednak sygnały dochodzące od polityków i urzędników, między innymi o podjęciu działań mających na celu wprowadzenie parków kulturowych w Starym Podgórzu oraz Nowej Hucie, dają nadzieję, że nasze miasto będzie coraz ładniejsze.
Jak twierdzi miejski architekt przestrzeni, w pierwszej kolejności po centrum uatrakcyjnione za pomocą roślin kwitnących powinny zostać takie rejony Krakowa jak wspomniane wcześniej Podgórze i Nowa Huta oraz Kazimierz. Jednak kwietniki są kosztowne. – Zakładanie i pielęgnacja kwietników, które są najbardziej dekoracyjnym rodzajem zieleni miejskiej, są droższe niż utrzymanie rabat z roślin wieloletnich, gdyż kwietniki co roku muszą być obsadzane nowymi roślinami, a ich pielęgnacja jest bardziej złożona – tłumaczy urzędniczka. I podaje, że koszt jednego kwietnika o wymiarach 10 m x 10 m wynosi 6 tysięcy złotych. – Jego roczna pielęgnacja, obejmująca w sezonie wegetacyjnym plewienie raz w miesiącu i podlanie 2-3 razy w tygodniu, to koszt od 4500 do 5500 złotych w zależności od ilości opadów.