Lech zabawił się z Wisłą
To pierwsza tak dotkliwa porażka Białej Gwiazdy za kadencji Adriana Guli. Dotąd, jeżeli była słabsza od rywali, to ulegała im 1:2. Gdy kwadrans przed końcem Mikael Ishak podwyższył z rzutu karnego na 5:0 (ręką strzał blokował Serafin Szota), można się było obawiać o powtórkę z Łazienkowskiej, gdy Legia ograła Wisłę Macieja Stolarczyka 7:0. Gospodarze piątkowego meczu byli jednak bardziej łaskawi dla gości spod Wawelu.
W Poznaniu krakowianom nie było dane strzelić nawet honorowego gola. To pierwszy mecz w tym sezonie bez zdobytej bramki. Pod koniec meczu blisko szczęścia był Dor Hugi, ale po jego strzale piłka odbiła się od poprzeczki.
Bezradni
Poznański Lech popularnie nazywany jest Kolejorzem, ale w meczu z Wisłą zespół gospodarzy przypominał pędzące niebieskie ferrari. Podopieczni Macieja Skorży ruszali do kontrataków z szybkością sportowego samochodu, a nie lokomotywy, która potrzebuje dużo więcej czasu, by się rozpędzić. A Wisła prosiła się o bolesne zderzenia. Łatwo traciła piłkę, źle organizowała się po stracie. Po prostu była dużo słabsza od lidera tabeli.
Kilka minut po pierwszym gwizdku sędzia przerwał mecz z powodu zadymienia boiska i braku odpowiedniej widoczności. Pozostałość po odpalonych racach szybko zniknęła znad murawy, ale Wiślacy nadal mieli problemy ze zlokalizowaniem przeciwników i piłki. Do przerwy obie drużyny wymieniły identyczną liczbę podań, krakowianie nieco dłużej byli w jej posiadaniu, ale te liczby fałszowały obraz meczu, który przed pierwszym gwizdkiem zapowiadał się na wyrównaną wymianę ciosów. W pierwszym kwadransie po przerwie Wisła również nie miała wiele do powiedzenia. Potem Lech grał spokojniej, nie forsował tak bardzo tempa. Nie było jednak mowy o odpuszczaniu, bo pokazać chcieli się rezerwowi.
Po stracie trzeciego gola boisko opuścił Patryk Plewka, który miał kilka zrywów, a także niewidoczni na skrzydłach Jan Kliment (Gula znów wystawił czeskiego napastnika na skrzydle) i Yawa Yeboaha. Odnotujmy, że słowacki szkoleniowiec gości wystawił identyczny skład, który zaczął spotkanie z Lechią Gdańsk. Dobrego dnia nie miał również Paweł Kieszek, który we wcześniejszych spotkaniach był ostoją Białej Gwiazdy. Tymczasem przy pierwszym golu Joao Amarala z 15 metra przedwcześnie rzucił się w prawy róg, a po chwili Portugalczyk uderzył w środek. Po przerwie ofensywny zawodnik Lecha zanotował dwie asysty, a do bramki trafiali Ishak i Pedro Rebocho. Przed przerwą podwyższył Adriel Ba Loua, bardzo szybki skrzydłowy, najdroższy zawodnik kupiony przez Lecha w historii, który z bliska wykończył składną akcję Kolejorza. Asystował Rebocho.
W 23. minucie Maciej Skorża dokonał pierwszej, wymuszonej roszady w bramce. Kontuzji mięśniowej nabawił się Mickey van der Hart.
Wisła nie ma wiele czasu na lizanie ran. Już w środę czeka ją wyjazdowy mecz 1/32 finału Pucharu Polski ze Stalą (w Mielcu), a 26 września przy Reymonta podejmie Pogoń Szczecin.
Lech Poznań – Wisła Kraków 5:0 (2:0)
Bramki: Amaral (29.), Ba Loua (45.), Rebocho (52.), Ishak (60., 77.).
Lech: van ver Hart (23. Bednarek) – Pereira, Salamon, Satka, Rebocho – Kwekweswiri (73. Ramirez), Karlstrom (64. Skóraś) – Ba Loua, Amaral (73. Kozubal), Kamiński (64. Murawski) – Ishak.
Wisła: Kieszek – Gruszkowski, Szota, Frydrych, Hanousek – El Mahdioui – Yeboah (58. Hugi), Skvarka (67. Savić), Plewka (58. Żukow), Kliment (58. Młyński)– Forbes (86. Sobol).
Żółte kartki: Karlstrom, Ramirez – Frydrych, Skvarka, El Mahdioui, Gruszkowski, Szota, Forbes.
Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)