Legia bez problemu pokonała Wisłę

Ponad 31 tysięcy kibiców na stadionie przy ul. Reymonta musiało przełknąć gorycz porażki. Legia Warszawa wyraźnie pokazała, kto obecnie dominuje w T-Mobile Ekstraklasie i pokonała Wisłę 3:0. Krakowianom nie można odmówić ambicji, jednak jak powiedział Arkadiusz Głowacki, po stracie pierwszej bramki, skończył się im pomysł na grę.

O ile początek spotkania był obiecujący dla kibiców Białej Gwiazdy, tak od drugiej połowy Wisła nie miała praktycznie żadnych argumentów, aby pokonać stołeczny klub. Pierwsze 45 minut dawało jakiekolwiek szanse na korzystny wynik. Wisła oddała 8 strzałów i jej ataki były groźniejsze.

Jak powiedzieli, tak zrobili

– W drugiej połowie będziemy dominować. Przyjechaliśmy tutaj, aby wygrać – stwierdził  w przerwie meczu piłkarz Legii Jakub Kosecki w rozmowie z reporterką Canal +. Kilka minut później słowa te potwierdził Orlando Sa, który po wspaniałym zagraniu Helio Pinto zdobył bramkę. Faktem jest, że nie powinna być uznana, bowiem Sa był na wyraźnym spalonym, czego nie odnotował sędzia linowy. Faktem jest też to, że gdyby lepiej zachował się Dariusz Dudka, wciąż byłby remis.

Wisła po stracie gola próbowała. I właściwie tak można opisać grę Białej Gwiazdy aż do 97 minuty (dłuższą przerwę zaordynował sędzia Marciniak po tym, jak kibice Legii odpalili race na stadionie). W zasadzie Jodłowiec z Orlando Sa rozgrywali obronę krakowian jak chcieli, jednak nie przełożyło się to na bramki. Dopiero w doliczonym czasie gry Wisłę Kraków dobił w 96 minucie Ondrej Duda, a chwilę później Adriana Buchalika pokonał Radović. Obaj piłkarze weszli na murawę na ostatnie minuty. Warto dodać, że gdyby warszawscy piłkarze byli bardziej skupieni, mogłoby się skończyć nawet na pięciu bramkach.

Czas na lizanie ran

Po meczu Arkadiusz Głowacki stwierdził, że wiedział, że będzie trudno. – Po pierwszej bramce skończył się pomysł na grę. Jest nad czym pracować, ale nie wolno nam się załamywać – stwierdził na antenie Canal +. Kapitan Wisły przyznał również, że piłkarze powinni lepiej zareagować na straconą bramkę. – Powinniśmy lepiej rozgrywać, ale to nie się udało. Legia była konsekwentna i jeszcze ukąsiła. Dziś i jutro to czas lizania ran, a później skoncentrujemy się na kolejnych spotkaniach – powiedział Głowacki.

– Nie ma co się tłumaczyć, że pierwszą bramkę straciliśmy ze spalonego. Legia grała dzisiaj bardzo agresywnie. Nie wykorzystaliśmy sytuacji, które stworzyliśmy i później było nam ciężko. Widać też u nich agresywność i waleczność w pojedynkach. Niektórzy nasi zawodnicy w ten sposób nie potrafią zawalczyć, bo mają inne atuty – podsumował mecz trener Wisły Kraków, Franciszek Smuda.