„Lipiec i sierpień decydują o całym roku”. Jak turyści napędzają krakowski biznes

Kraków od lat pozostaje jednym z najchętniej odwiedzanych miast w Polsce. Choć nie ma jeszcze danych o ruchu turystycznym z tegorocznego sezonu wakacynjego, to wyniki z poprzedniego pokazują wyraźnie, jak wielki wpływ na lokalną gospodarkę mają przyjezdni.

W 2024 roku do miasta przyjechało ponad 14,7 miliona turystów, którzy wydali łącznie ponad 9 miliardów złotych. Najmocniej ten efekt widać w gastronomii, handlu i usługach – od kwiaciarek i sprzedawców pamiątek po restauratorów, dla których wakacyjne miesiące są kluczowe dla całorocznych wyników.

W 2024 roku Kraków odwiedziło ponad 14,7 miliona turystów, co stanowi wzrost o 7,1 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Łączne wydatki gości, według Polskiej Organizacji Turystycznej, wyniosły około 9,05 miliarda złotych. Znaczną część tej kwoty stanowiły wydatki turystów zagranicznych, którzy średnio zostawiali w Krakowie 1174 zł na osobę – więcej niż rok wcześniej [2023 – przy.red.], gdy było to 1115 zł.

Wakacje w Krakowie oznaczają wzmożony ruch turystyczny, który w istotny sposób wpływa na lokalny biznes. Przedsiębiorcy przyznają, że odczuwają zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki napływu turystów.

Lato to złoty czas

Zapytaliśmy przedsiębiorców z Rynku Głównego o to, jak wakacyjny ruch turystyczny w Krakowie wpływa na ich dochody.

– Lato to dla mnie złoty czas – mówi pani Maria, która od 17 lat sprzedaje kwiaty na Rynku Głównym. Tłumaczy, że turyści chętnie kupują bukiety, szczególnie w weekendy. Często proszą o kompozycje na zdjęcia lub prezenty dla bliskich. Dodatkowy zarobek pozwala jej spokojniej przetrwać zimowe miesiące.

Pan Andrzej, właściciel stoiska z pamiątkami w Sukiennicach, zauważa z kolei, że choć ceny materiałów rosną, to sprzedaż i tak jest większa. Podkreśla, że turyści chętnie kupują magnesy, pocztówki czy biżuterię, a zwłaszcza goście zagraniczni są hojniejsi – wydają średnio 874 zł na osobę, co wyraźnie przekłada się na obroty.

Najmocniej znaczenie turystów widać jednak w gastronomii. – Od maja do września to dla nas najważniejszy okres. A kulminacja przypada na lipiec i sierpień. To one decydują o tym, jak cały rok zamknie się biznesowo – podkreśla restaurator Mariusz Fiba z Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej. Wyjaśnia, że powodzenie sezonu zależy od wielu czynników: pogody, kalendarza świąt i atrakcji kulturalnych.  – W lipcu deszcze zniechęciły część turystów, ale sierpień, dzięki pięknej pogodzie, targom rzemiosła na Rynku i długiemu weekendowi związanemu ze świętem 15 sierpnia, okazał się wręcz rewelacyjny – przyznaje w rozmowie z LoveKraków.pl.

Zapytany o to, jakich turystów – polskich czy zagranicznych – najczęściej gości w lokalu, odpowiada: –  W zasadzie są już takie dni, kiedy przeważają polscy turyści. Przed pandemią było znaczenie więcej  turystów zachodnich. Pandemia zmieniła ten obraz. Krajowy turysta w większości jest źródłem naszych dochodów.

Restaurator zauważa też, że pandemia zmieniła strukturę turystów odwiedzających Kraków. Jeszcze kilka lat temu dominowali goście z Zachodu, dziś coraz częściej przeważają Polacy. To oni stali się głównym źródłem przychodów. Jak dodaje, jego lokal celuje w klientów „ze średnim i mniejszym portfelem”. W karcie dominują tradycyjne polskie dania: schabowy kosztuje 40 zł, więc nawet czteroosobowa rodzina może zjeść obiad za około 200 zł. Fiba przyznaje jednak, że od pandemii spadła sprzedaż napojów. – Często ludzie przynoszą własne napoje, czego w zasadzie robić nie wolno, ale niestety od pandemii jest to praktykowane. To też obniża nasze dochody – dodaje.

Jesień również odgrywa istotną rolę w branży gastronomicznej. Fiba tłumaczy, że wrzesień i październik to czas, kiedy do Krakowa przyjeżdżają turyści o „większym portfelu”, unikający wakacyjnego tłoku. W tym okresie chętniej zamawiają wino, dania z dziczyzny czy bardziej treściwe potrawy. Pogoda wpływa także na preferencje gości – latem dominują sałatki i lżejsze jedzenie, a jesienią kaloryczne, mięsne posiłki.