"Lopez" zabił, ale nie pamięta?
Sprawca złapany, przesłuchany, przyznał się do winy. Mimo wszystko przed Sądem Okręgowym w Krakowie Łukasz Z. twierdzi, że nie pamięta nic z tego, co się wydarzyło 18 sierpnia 2017 roku. – Wszystko na to wskazuje, że ja to zrobiłem – dodaje oskarżony o zabójstwo Roberta K.
Sierpień miesiącem trzeźwości narodu. O tym nie pamiętało kilku mieszkańców Słomnik, którzy od wielu dni pili alkohol u Roberta K., późniejszej ofiary. Towarzystwo bardzo dobrze się znało. Wśród kilku mężczyzn, w tym przyszłego oskarżonego, znajdowała się Agnieszka M., która w dniu zabójstwa tłumaczyła synowi ofiary, że to nie jej wina.
Ostatnia impreza u „Żółtego”
– Mieszkanie ojczyma zamieniło się w melinę – zeznawał przed sądem oskarżyciel posiłkowy, syn zmarłego mężczyzny. Dlatego w pewnym momencie wraz ze swoim teściem na prośbę swego brata, który musiał przebywać wśród pijaków, postanowili wyrzucić wszystkie osoby, które korzystały z mieszkania Roberta K. Było to na kilka dni przed śmiercią mężczyzny.
Towarzystwo przeniosło się więc do innego znajomego. To właśnie tam doszło do tragedii. Sam oskarżony nic nie pamięta, choć na pierwszym przesłuchaniu zapisana jest taka wersja wydarzeń.
Łukasz Z. ps. „Lopez” znał Roberta K. z widzenia. Z Agnieszką M. również miał niejednokrotnie kontakt, wcześniej byli razem w Holandii, pracowali tam kilka miesięcy przy zbiorach warzyw i owoców. Po powrocie między nim a kobietą miało dojść do konfliktu z powodu pieniędzy.
18 sierpnia zeszłego roku przyszedł do mieszkania Ż., chciał mu oddać wiadro. Przyniósł ze sobą też dwa noże kuchenne. – Wziąłem je ze sobą, aby nastraszyć, że utnę jej kucyki włosów. Nie krzyczałem, że ich wszystkich pozabijam – wyjaśniał w prokuraturze w Miechowie „Lopez”.
Robert K. miał stanąć w obronie kobiety. Krzyczał na Łukasza, chciał go uderzyć butelką w głowę, ale nie trafił. Mężczyźni z jednego pomieszczenia mieli się przenieść na korytarz. Tam oskarżony zadał cztery ciosy K. Później poszedł się umyć. Wrócił do swojego mieszkania socjalnego i tam przebywał, dopóki nie zatrzymała go policja.
„Mogło tak być”
Przed sądem oskarżony jednak nie podtrzymał swoich zeznań. Stwierdził, że na taki opis zdarzeń naprowadziła go prokurator. Sam nie wyklucza, że tak właśnie mogło być. Uważa również, że wszystko wskazuje na to, że on jest sprawcą.
Mimo że na pierwszy rzut oka widać, że z mężczyzną jest coś nie tak, biegli uznali go za poczytalnego. Nie przekonała ich historia medyczna Łukasza Z., rocznik 1973. A z niej wynika, że został potrącony przez samochód, po czym przebywał w śpiączce dwa tygodnie. – Od tego czasu mam zaniki pamięci – powiedział na kolejnym przesłuchaniu.
Z. leczy się również na schizofrenie i padaczkę, przechodził terapie odwykowe. Bywał stałym pacjentem szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie. Stale przyjmował leki. Dużo pił. Jak twierdzi, nie pamięta nic z sierpnia. Trzy tygodnie przed trafił do szpitala Rydygiera. Tego faktu również w pamięci nie odnotował. Powiedział, że zaczął „kontaktować”, dopiero na przesłuchaniu.
„Groził Agnieszce, chodził z nożami”
Świadek. o tym, że stało się coś złego jego ojczymowi dowiedział się od kolegi brata. Udał się na miejsce i zobaczył mężczyznę w kałuży krwi. Rany były poważne, przebite zostało serce. – Wszyscy na miejscu mówili, że to zrobił „Lopez” – stwierdził 24-latek. Wcześniej na mieście można było słyszeć głosy, że groził kobiecie, że chodził z nożami.
Mężczyzna opowiedział też o ostatnich tygodniach życia ojczyma, które spędził na libacjach w jego mieszkaniu. O doprowadzenie do tragedii obwinia Agnieszkę M., która według niego knuła i snuła intrygi. Mężczyźni mogli być o nią zazdrośni. Niejednokrotnie była w ciąży, ale poroniła. Udało jej się jednak urodzić dziecko miesiąc temu. Noworodek trafił do adopcji.
– Agnieszka wciągnęła ojczyma w pijackie towarzystwo – stwierdził świadek.
Sprawa kary
Dlaczego mimo iż oskarżony przyznał się do winy, jego obrońca nie zaproponował dobrowolnego poddania się karze? Ponieważ bez np. stwierdzenia, iż mężczyzna jest niepoczytalny, grozi mu dużo bardziej surowa kara. Osoby, które dopuściły się zabójstwa mogą zostać skazane nawet na dożywotnie więzienie. Proces został przerwany do 28 marca.