Lordi w Kwadracie: fińskie monstra zaatakowały Kraków
8 grudnia w Klubie Kwadrat wystąpił Lordi – hard rockowa formacja z Finlandii, która zasłynęła zwycięstwem w Konkursie Piosenki Eurowizji w 2006 roku. Grupa znana jest ze swojego charakterystycznego "potwornego" wizerunku scenicznego.
Niełatwa rola supportu przypadła grupie Exlibris. Warszawska ekipa zaprezentowała swoją twórczość utrzymaną gdzieś między nieco przebrzmiałą i niekoniecznie przeze mnie lubianą estetyką power metalu a brzmieniem przywodzącym na myśl Iron Maiden czy Running Wild. Mimo mojej niechęci do powerowego skrzywienia, muszę stwierdzić, że muzyka grupy mogła się podobać, zaś sceniczny luz i brak większej powagi z pewnością należał do plusów tego występu. Miłym zaskoczeniem było wykonanie "Fight for Your Right" z repertuaru Beastie Boys (co ciekawe, tydzień wcześniej na tej samej scenie ten sam utwór zagrał Jelonek). Około czterdziestominutowy set zakończył kawałek "All Guts, No Glory".
Po dość długim i irytującym oczekiwaniu, na scenę w końcu wkroczyli muzycy Lordi w swoich nieodłącznych i obowiązkowych przebraniach rodem z horroru klasy C. Muzycy wykonali właściwie wszystkie hity, których należało się po nich spodziewać: "Who’s Your Daddy", "Beast Loose in Paradise" czy "They Only Come Out At Night". Pojawił się również nowy element, czyli utwór wykonywany tylko podczas trasy "Tour Beast or Not Tour Beast" – "Chainsaw Buffet", któremu rzecz jasna musiały towarzyszyć całkiem zabawne popisy piłą mechaniczną. Po wykonaniu "Devil is a Looser" potwory zeszły ze sceny, ale krakowska publiczność szybko wywołała je z powrotem. Bis rozpoczął zwycięski utwór z Konkursu Piosenki Eurowizji i zarazem największy przebój formacji, "Hard Rock Hallelujah", a zakończył "Would You Love a Monsterman" (taka kolejność może dziwić, bowiem ostatni utwór z pewnością nie należy do tych najbardziej żywiołowych w repertuarze zespołu). Po tym wykonaniu Lordi pożegnało się z fanami i zakończyło jedyny podczas tej trasy występ w Polsce.
Koncertu Lordi nie można oceniać w binarnej skali "dobre/złe". Swoją kiczowatą otoczką i niby-groźnym teatrzykiem Finowie z pewnością odrzucają niejednego słuchacza, jeżeli jednak ową dawkę kiczu się zaakceptuje, to Lordi nawet może się podobać. Hard rockowe kompozycje w ich wykonaniu są całkiem udanymi popowymi piosenkami (zwycięstwo podczas Eurowizji jest tego najlepszym dowodem), zaś upiorne dekoracje i niby-makabryczne inscenizacje mogą być całkiem zabawne. Osobiście bawiłem się nieźle, zwłaszcza wspominając swoje zaskoczenie i radość z wygranej Finów w 2006 roku. Lordi chyba już nie napiszą żadnej znaczącej karty w swojej historii, ich występy nikogo już niczym nie zaskoczą, ale czy to jest w gruncie rzeczy ważne?
fot. facebook Lordi