32-letni zawodnik wychodził z szatni bardzo przybity. W dwóch kolejkach kończących sezon zasadniczy udało mu się trafić do siatki i przełamać niemoc trwającą od listopada. W półfinale barażu wszedł na boisko jako rezerwowy i też mógł doprowadzić do remisu. Po podaniu Jesusa Alfaro uderzył w słupek. Piłka odbiła się od jego wewnętrznej strony i wyszła w pole gry. Wcześniej dwaj inni zawodnicy Wisły uderzali w poprzeczkę. W czwartkowy wieczór nic nie chciało wpaść do bramki Jakuba Wrąbla.
Bardzo się starali, ale nie wyszło
– Nie był to, niestety, pierwszy taki mecz. Trudno to wytłumaczyć. Nie zrobiliśmy tego, czego oczekiwali od nas kibice. Awans był jedynym, najważniejszym celem na ten sezon. Jest w nas wielkie rozczarowanie tym faktem – nie krył Łukasz Zwoliński.
Przypomniał trudny początek, kiedy zespół musiał łączyć występy w I lidze z udziałem w europejskich pucharach. Kadra nie była liczna, Wiśle „uciekały” punkty, których ostatecznie brakło, by powalczyć o promocję z miejsc 1-2. – Byliśmy na trzecim miejscu od końca. Gdybyśmy wtedy nie potrafili się podnieść, mógłbym mówić o wstydzie, ale ciężko pracowaliśmy, goniliśmy czołówkę i niewiele nam zabrakło nawet do bezpośredniego awansu... To boli najbardziej. Gdyśmy jeszcze grali z Miedzią beznadziejnie, moglibyśmy mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. One oczywiście i tak są, bo koniec końców przegraliśmy, ale biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności spotkania... Nie wiem nawet, jak to skomentować – dodawał napastnik.
Łukasz Zwoliński zostanie w Wiśle na kolejny sezon?
Zwoliński trafił na Reymonta z Rakowa Częstochowa latem 2024 roku. Miał pomóc strzelać gole Angelowi Rodado i stworzyć z nim zabójczy duet. Przez kilka miesięcy, w rundzie jesiennej, prezentowali się bardzo dobrze. – Przyszedłem pomóc Wiśle awansować do ekstraklasy i po prostu jest mi przykro, że zawiedliśmy. Mogę jedynie przeprosić ludzi, którzy nas wspierali przez cały sezon. Nie wiem, jaka będzie przyszłość Wisły. To jeszcze nie jest odpowiedni moment, żeby mówić o tym z przekonaniem. Na pewno będzie wiele zmian, sporej grupie zawodników kończą się kontrakty. To jednak nie jest moja działka i muszę na razie to wszystko „przetrawić”, bo porażka bardzo mnie dotknęła – nie krył.
Jego umowa obowiązuje do 30 czerwca 2026, ale zasadne jest pytanie, czy kolejny rok chce spędzić na zapleczu elity. – Mam ważny kontrakt, ale w ogóle nie myślę o tym, co będzie się działo za kilka tygodni. Na razie nie mogę zrozumieć, jak mogliśmy przegrać, jak mogliśmy to zawalić. Nikomu, kto ma Wisłę w sercu, ta porażka nie pozostanie obojętna. Jestem tutaj jestem jeszcze krótko, ale wiem, ile dostałem wsparcia. Miałem wiele trudnych momentów w karierze, ale nigdzie wcześniej tak nie miałem. W Wiśle zawsze mogłem liczyć na wsparcie. To jak kibice, ludzie w klubie i dookoła utożsamiają się z Wisłą, jak ją kochają, to coś niesamowitego. Z tego powinniśmy być dumni. Wiem, że ich zawiedliśmy, więc jeszcze raz przepraszam – zakończył napastnik.