Magdalena Sroka: Wierzę, że krakowianie powiedzą "tak" igrzyskom [Rozmowa]

LoveKraków.pl: Dostawa kompletu ubiorów reprezentacyjnych firmy Vistula - 35 tysięcy złotych, zakup namiotu sferycznego - prawie 55 tysięcy złotych – na takie rzeczy były wydawane pieniądze publiczne według jednego z portali internetowych. Przyjrzała się już pani dokumentom i umowom, jakie zawierały władze poprzedniego biura komitetu?

Magdalena Sroka, wiceprezydent Krakowa, przewodnicząca Komitetu Konkursowego Kraków 2022: Dopiero od czterech dni jestem w komitecie i nie miałam jeszcze na to szans, ale te wydatki miały faktycznie miejsce. Wymienione rzeczy zostały sfinansowane z dotacji z ministerstwa sportu, a to, że są dostępne na portalu, wynika z finansowej transparentności komitetu, ponieważ informacje o wydatkach przekazał on w trybie dostępu do informacji publicznej. Namiot sferyczny został zakupiony po rozeznaniu na rynku, czyli najpierw wysłano oferty do sprzedawców, potem wyłoniono tego z nich, który zaproponował najniższą cenę i podjęto decyzję o kupnie.

Ale po co komitetowi namiot sferyczny?

Namiot został zakupiony do organizowania działań informacyjnych na lata 2014-2015. Wykorzystamy go przy kampanii informacyjnej przed referendum, a później będzie towarzyszył wszystkim imprezom sportowym rozgrywanym w mieście. Trzeba też pamiętać, że stowarzyszenie jest podmiotem publicznym i nabywane mienie też jest publiczne…

Czyli ubrania z Vistuli zostaną przekazane komu…?

Co do tej sprawy nie ma jeszcze decyzji. Ubrania zostały zakupione na czas wyjazdu do Soczi. Nie są to środki trwałe, gdyż kosztują poniżej trzech tysięcy złotych, więc albo dokona się protokołu zużycia i staną się własnością osób, które je używały, albo poprosimy, aby osoby, które nie są już pracownikami zarządu i biura, zwróciły odzież. To zależy od tego, czy te ubrania będą mogły być wykorzystane.

Kto jeszcze oprócz Rafała Dyląga i Patrycji Tockiej może obawiać się o pracę w komitecie?

Po to powołaliśmy pana Marcina Kandefera na stanowisko dyrektora, aby mógł ze wszystkimi porozmawiać i dopiero wtedy podjąć jakieś decyzje. Wiemy, że biuro nie pracowało tak, jak należy, ale nie pod względem formalno-prawnym i finansowym. Dodam, że nowy zarząd na wniosek komisji rewizyjnej zlecił badanie wydatków za rok 2013 biegłemu rewidentowi – jego opinię o gospodarce finansowej poznamy do końca miesiąca i będziemy mogli upublicznić wyniki i ocenę naszej kontroli.

Ile będą zarabiać pracownicy biura?

W stowarzyszeniu został przyjęty regulamin, który określa maksymalne wynagrodzenie na poziomie 10 tysięcy złotych brutto, to mniej niż w sektorze samorządowym. Powinno to być zmienione. Eksperci komitetu są obecnie zatrudnieni na umowy zlecenia, bo nie mieścili się w tych widełkach finansowych. Dla stowarzyszenia byłoby lepiej, aby i oni mieli umowy o pracę, ponieważ jest to bardziej transparentne. Mamy kadrę zarządzającą i szeregowych pracowników. Trzeba wszystkim przypisać stanowiska i zbudować strukturę organizacyjną.

Wcześniej obowiązki nie były określone?

Pracownicy mieli swoje obowiązki, które wynikały z indywidualnych umów. Natomiast nie było struktury organizacyjnej biura. Na pewno wiele rzeczy musi się zmienić, ale nie można też wszystkich ludzi związanych z komitetem przekreślać tylko dlatego, że poddano w wątpliwość pracę niektórych z nich. Nie należy linczować wszystkich pracowników biura, bo ich praca nie poszła na marne – prawidłowo została wydana dotacja z ministerstwa sportu i rozliczenie z tych środków jest przyjęte. Praca ekspertów jest wysoko oceniana. To oni nadzorowali merytorycznie firmę EKS, która przygotowywała wniosek aplikacyjny.

Dlaczego tak późno zarząd zdecydował się podjąć jakiekolwiek działania? Była potrzebna kompromitacja, żeby usunąć posłankę i jej znajomych z komitetu?

To pani poseł podjęła decyzję o rezygnacji w poczuciu odpowiedzialności za projekt. Walne zgromadzenie zareagowało najszybciej jak się dało. W sobotę była rezygnacja, a zgromadzenie zostało zwołane na czwartek.

Należy też zwrócić uwagę, że w poprzednim zarządzie pracowali ludzie, którzy dobrze wykonali swoje zadania i mamy nadzieję, że teraz będą współpracować z obecnym zarządem jako jego doradcy. Była w nim również pewna nierówność hierarchiczna – obok takich osób jak członek parlamentu, byli szeregowi urzędnicy i wytworzyła się nierównomierność w podejmowaniu decyzji. Stąd zdecydowano się na wyrównanie poziomu i wprowadzenie do zarządu przedstawicieli władz jednostek samorządu terytorialnego, które go tworzą.

Usprawni to działanie komitetu i da mu silną legitymację. Trzeba pamiętać, że podejmując decyzję o aplikacji, byliśmy w zupełnie innym miejscu niż jesteśmy teraz. Wtedy celem było przygotowanie porządnego wniosku aplikacyjnego. A należy pamiętać, że opinia publiczna była pozytywnie nastawiona do tego korzystnego dla Polski i regionu projektu. Dziś priorytetem jest komunikacja społeczna i rzetelne poinformowanie o szansach i ryzykach projektu.

Została pani oddelegowana czy sama zgłosiła się na stanowisko przewodniczącej?

Kandydatura była zaproponowana przez marszałka Marka Sowę i prezydenta Jacka Majchrowskiego. Można więc powiedzieć, że ta propozycja została mi złożona, a ja w poczuciu odpowiedzialności za projekt zgodziłam się przyjąć to stanowisko. Dostałam poparcie wszystkich członków stowarzyszenia. Pamiętajmy, że moja rola jest rolą organizacyjną i zarządczą.

Ma pani nadzieję, że mieszkańcy zagłosują za igrzyskami?

Wierzę, że mieszkańcy powiedzą „tak” igrzyskom.

Urząd miasta albo komitet robiły jakieś badania opinii publicznej?

Badania opinii publicznej były przeprowadzane pod koniec ubiegłego roku. Teraz nie możemy sobie na to pozwolić, ponieważ musielibyśmy ogłosić przetarg i to wszystko trwałoby tak długo, że zakończyłoby się po referendum. Dlatego prowadzimy konsultacje społeczne, a referendum wszystko rozstrzygnie.

Stowarzyszenie wesprze kampanię informacyjną przed referendum?

Obecnie dyrektor Marcin Kandefer wraz z Anną Mroczką analizują sytuację finansową stowarzyszenia w kontekście naszej umowy z dotacją celową z ministerstwa i za kilka dni powinniśmy wiedzieć, ile będziemy mieć pieniędzy do dyspozycji.

W pracę komitetu zaangażowały się osoby związane z miastem, którym zależy na tym, aby igrzyska odbyły się w Krakowie. Są to rektor AWF, prof. Andrzej Klimek czy choćby Mateusz Zmyślony, który jest jednym z architektów wizerunkowego sukcesu Euro 2012. Dzięki kampanii przeprowadzonej przez Zmyślonego, odsetek Polaków pozytywnie nastawionych do Mistrzostw Europy w 2012 wzrósł z 33 do ponad 50%, a właśnie poparcie społeczne było jednym z warunków, aby przyznać organizację tej imprezy Polsce. Oczywiście nie mamy takiego budżetu, bo wtedy wynosił on 3 miliony złotych.

Czyli kiedy rusza kampania?

Na początku maja. W środę przedstawimy jej harmonogram.

Odkąd pamiętam, powtarza pani o przyszłych korzyściach związanych z ZIO, powołując się na efekt barceloński, ale chciałbym zauważyć, że Barcelona oprócz tego, że była gospodarzem igrzysk, ma też inne atuty, jak choćby klub piłkarski FC Barcelona (rozpoznawalny na całym świecie) i Morze Śródziemne. To przyciąga masowego turystę.

W Krakowie mamy mnóstwo rzeczy, które mogą przyciągnąć masowego turystę. Problem Barcelony przed igrzyskami był podobny do tego, jaki ma teraz Kraków. Otóż miasto było słabo rozpoznawalne na świecie. Barcelona była miastem historycznym z ciekawą architekturą Gaudiego i Guella, o której nikt nic nie wiedział, dopóki tam nie przyjechał. Teraz jest inaczej. Rozpoznawalność Barcelony rosła po igrzyskach. Wcześniej była na 25. miejscu destynacji turystycznych w Europie. Obecnie zajmuje 5. miejsce w Europie i 12. na świecie.

Kraków po igrzyskach będzie drugą Barceloną?

Mamy na to spore szanse. Podobnie było z Turynem. W samej hierarchii włoskiej był w drugiej dziesiątce. Obecnie jest na 4. miejscu wśród włoskich miast. Więc widać, że igrzyska zmieniły to diametralnie. W Salt Lake City ruch turystyczny wzrósł o 37%.

Oczywiście, możemy posługiwać się badaniami, które mówią, że nie istnieje efekt barceloński, jednak jest to sformułowanie używane w każdej katedrze marketingu terytorialnego na świecie, a wybiórcze traktowanie badań jest manipulacją. Wszystkie analizy wskazują, że główną przyczyną skoku atrakcyjności miejsca, gdzie rozgrywały się igrzyska, były właśnie one. Trzeba to odpowiednio sprzedać i pokazać światu.

Będziemy potrafili sprzedać Kraków zimą, kiedy jest tu zazwyczaj brudno i szaro?

Zimą jest tu przepięknie, o czym świadczy opinia CNN o Krakowie jako najbardziej atrakcyjnym miejscu na Boże Narodzenie. Nasze miasto jest romantyczne i cała zimowa aura, kiedy są targi bożonarodzeniowe, lampki, szopki i muzyka świąteczna, powoduje, że miasto jest niezwykle atrakcyjne zimą, ale niewiele osób o tym wie. Kraków powinien być też promowany jako wrota Małopolski, gdzie ludzie przyjeżdżają na 2-3 dni i resztę swego pobytu w Polsce spędzają w Bukowinie, Kościelisku czy Zakopanem. Chodzi o integrację zimowego Krakowa z atrakcjami regionu. Dodatkowo, aby wzmacniać ruch turystyczny, musimy przeciwdziałać jego sezonowości.

Mówiła pani o efekcie „kół olimpijskich”. Czy sprawdzi się to po igrzyskach w Pekinie czy Soczi, gdzie daleko było od tych wszystkich pięknych idei?

Sytuacja geopolityczna negatywnie nastawiła mieszkańców do idei olimpijskiej. Organizacja ZIO w Soczi, jej przebieg, wydarzenia po, czyli aneksja Krymu – to wszystko przełożyło się na dużą nieufność społeczną. Musimy teraz się temu sprzeciwić. I taka też jest rola MKOl. Polityka nie powinna zniweczyć ponad stuletniej idei olimpizmu i wartości, które reprezentuje.

Szkoda, że w Krakowie czy Małopolsce nie powstanie jakaś droga, bo ich po prostu brakuje. Buduje się przy okazji.

Z perspektywy ostatniej dekady widać, że nie ma żadnej strategii w inwestowaniu w Małopolskę. Nasze województwo jest ciągle pomijane w inwestycjach, a Kraków to drugie największe miasto Polski i drugi po Warszawie ośrodek miejski, który się rozwija, dlatego nieinwestowanie jest zagrożeniem dla stabilności państwa. Kraków powinien być silnikiem rozwoju całej Polski.

Teraz musimy walczyć o pieniądze z Unii na lata 2014-2020, bo to uwłaczające dla krakowian, że na jednego mieszkańca naszego miasta przypada średnio 156 złotych i jednocześnie 350 złotych na gdańszczanina, ponad 400 wrocławianina i blisko 500 na mieszkańca Warszawy. To rażąca dysproporcja. Igrzyska to ostatnia szansa na duże pieniądze, bo to też ostatnia duża perspektywa finansowa dla Polski.

Należy zwrócić uwagę również na złą narrację. Dominuje myślenie: „po co wydawać 7 miliardów złotych na igrzyska, jak można wydać na szkoły, stołówki i mieszkania socjalne?”. Bez igrzysk tych pieniędzy nie ma i nie będzie. Rząd zapewnia 2,5 miliarda złotych. I jeśli minister Bieńkowska zapowiada, że z budżetu centralnego inwestycje zostaną pokryte w 60%, to nie jest to dla nas zła informacja. Kraków i tak planował wydać do 2032 roku 6 miliardów złotych, a teraz jest szansa, że rząd da 4 miliardy i zakończymy inwestycje nie w 2032, tylko w 2022 roku.

Jak drobni przedsiębiorcy skorzystają na ZIO?

Niektórzy już korzystają, zwłaszcza małopolskie firmy odzieżowe, które zaczynają swoją karierę na rynkach europejskich, bo w przypadku firm odzieżowych można mieć lokalnego sponsora i myślę, że w ciągu najbliższych ośmiu lat te marki mogą stać się markami światowymi.

Na miarę Nike czy Adidas?

Tak. Przed nami tyle lat i zainteresowania ze strony Europy i świata, że jesteśmy w stanie zbudować rozpoznawalność porównywalną z różnymi brandami międzynarodowymi. Dodatkowo około 35 tysięcy osób znajdzie pracę.

W jakich branżach?

Z racji tego, że będzie się dużo budować – na pewno w branży deweloperskiej. Powstaną nowe hotele i restauracje. W Krakowie rozwija się sektor wiedzy, a dla nas to kluczowy sektor gospodarki. Zauważalny wzrost dotknie turystykę i ogólnie rynek usług. Obecnie mamy dość rozbudowany rynek turystyczny, ale nie kryjemy, że zależy nam na klientach bardziej wyrafinowanych, świadomych, którzy będą korzystać z kulturalnej oferty Krakowa.

Rozmawiali: Dawid Kuciński, Patryk Salamon