Makabryczna promocja w Teatrze Nowym [Felieton]
Katarzyna W. została skazana na 25 lat więzienia. Z tej okazji na najbliższe spektakle Macabra Dolorosa Katarzyny CH. bilety w promocyjnej cenie 25 zł! Katarzyna W. teraz ma czas na swoje pasje... – czytam taki oto tekst i oczom nie wierzę. Bo jak mam wierzyć, że placówka (Teatr Nowy) z definicji mająca na celu szerzenie kultury, bierze udział w tak dennym nomen omen przedstawieniu?
Czepiam się kultury, a przecież kultura XX i XXI wieku jest zupełnie inna, niż ta, którą mam w głowie. Zaryzykuję, że większości kultura kojarzy się nie z MOCAK-iem, a z dostojnym gmaszyskiem Muzeum Narodowego. Nie widzimy pisuaru, tylko rzeźbę Venus z Milo. Ale może to tylko moje mrzonki. W końcu częścią kultury jest brak kultury; zezwierzęcenie człowieka, które fascynuje. W jakiś sposób, mimo tysięcy lat, nie zatracamy w sobie tego prymitywa i tłumacząc to skłonnościami czy osobowościami psychopatycznymi, trochę się usprawiedliwiamy, a trochę podziwiamy, jednocześnie dziwiąc się. W tym przypadku obudził się któryś z padlinożerców...
Ale wróćmy do teatru. Kilka tygodni temu czytałem wywiad z odtwórczynią głównej roli w Macabra Dolorosa. Zarzekała się, że nie jest to przedstawienie o matce Madzi, tylko o dzieciobójczyni w ogóle, o bestiach. Zastanawiam się, jak zareaguje ta aktorka, gdy dowie się jak sympatyczny dział (w postaci jednego człowieka) pijaru i marketingu zachęca ludzi do odwiedzenia tegoż teatru. Dno i kilo mułu. Ale reklamę mają, nie? Pójdziemy na przedstawienie. Wszyscy na Gazową. Będziemy bić brawa i pić szampana. Świętować, że zbrodnia doczekała się kary...
Bo tu o kasę chodzi, czy ja tylko płytko patrzę i rozumuję? Zarobiły bulwarówki, zarobiły poważniejsze media – telewizje, radia, zarobił Internet, wydawnictwo, dlaczego ma nie zarobić teatr? A kiedy film będzie? Kiedy naklejki, kiedy breloczki, zeszyty, gumki do mazania i inne gadżety? Nie, nie, nie odpowiadajcie, ja wiem. Zaraz usłyszę jakąś durną formułkę o tym, jak to sztuka jest wspaniała, bo nie dla wszystkich zrozumiała, że spełnia swoją rolę, bo emocje wywołuje. W to akurat nigdy nie uwierzę. Tak tłumaczą się artyści nieudolni, nie-artyści.
Swoją drogą, myślałem, że nigdy w życiu nie napiszę tych dwóch słów: „mama Madzi”. A muszę, bo mnie zmuszają okoliczności, bo nie można przejść obojętnie obok stada sępów z posępną miną i pomyśleć sobie, że jakoś to będzie, że się uszy zatka watą, oczy wykłuje... Każdy przystanie, każdy chce zobaczyć jak ucztują na truchle moralności, człowieczeństwa i człowieka w ogóle. Tego, który przekroczył próg nowego tysiąclecia i wierzy w wiedzę, moralność, naukę, sarkazm i ironię.
Ale jeszcze raz: gratuluję ludziom z Teatru Nowego. Napisaliśmy o tym. Zadowoleni?